Reaktywacja przedwojennych spółek to kant

aktualizacja: 31-08-2017, 13:53

Polskie akcje przedwojenne to nierzadko łakomy kąsek dla kolekcjonerów, ponieważ mają nie tylko wartość historyczną, ale również świetnie wyglądają, ze względu na to, że były projektowane przez wybitnych grafików i mogą być traktowane jako dzieło sztuki. Jednak znaleźli się i tacy, dla których posiadanie nawet 1 sztuki takiej akcji, służy do próby... wyłudzenia majątku. Rozmowa z mecenasem Leszkiem Koziorowskim.

Jest pan prezesem Stowarzyszenia Kolekcjonerów Historycznych Papierów Wartościowych. Czym zajmuje się stowarzyszenie?

Leszek Koziorowski, prezes Stowarzyszenia Kolekcjonerów Historycznych Papierów Wartościowych.
Zobacz więcej

Leszek Koziorowski, prezes Stowarzyszenia Kolekcjonerów Historycznych Papierów Wartościowych.

Istniejemy od 1999 roku i dzisiaj zrzeszamy ok. 65 członków. Naszym celem jest popularyzowanie wiedzy o historii papierów wartościowych, historii gospodarki, a przede wszystkim historii polskiego kapitału . Wydajemy Rocznik Historii Papierów Wartościowych, prowadzimy stronę internetową, organizujemy wystawy I spotkania kolekcjonerskie. Każdy z nas posiada własną kolekcję, więc w czasie spotkań możemy dzielić się wiedzą i kolekcjonerskim doświadczeniami . Stowarzyszenie stara się zachęcać  kolekcjonerów do prowadzenia badań naukowych i wspierać ich w tym zakresie. 

Czym są historyczne papiery wartościowe?

W przypadku polskich przedwojennych akcji, to dokumenty nie mające żadnej wartości w takim znaczeniu, iż nie reprezentują żadnego majątku spółki akcyjnej. Mają wartość tylko kolekcjonerską i co za tym idzie, ich rynkowa cena jest ustalana na rynku kolekcjonererskim i jest następstwem rzadkości dokumentu, stanu zachowania, atrakcyjności grafiki, interesującej branży, którą reprezentuje. Przyjmijmy, że co do zasady reaktywowanie spółek na podstawie przedwojennych akcji to jeden wielki kant.

Przecież istnieją w Polsce spółki zakładane jeszcze przed wojną?

Funkcjonują banki: Handlowy i Pekao. Handlowy był notowany na warszawskiej giełdzie od założenia przez Kronenberga w 1870 roku nieprzerwanie do 1939 roku, a po wojnie mimo kontrolowania przez państwo zachował formę akcyjną. Podobnie zresztą jak Pekao czy Warta, którym powojenne władze pozwoli zachować charakter akcyjny do celów utrzymania relacji biznesowych z krajami Zachodu.

To nie można podobnie spojrzeć na inne akcje przedwojenne?

Bank Handlowy, Pekao, czy Warta to z punktu widzenia kodeksu spółek handlowych te same organizacje biznesowe, co w momencie zakładania. Nigdy nie przestały funkcjonować. Proces reaktywacji przedwojennych spółek w poprzedniej dekadzie opierał się na akcjach, które były już wtedy kolekcjonerskie. W najgłośniejszej sprawie Giesche we współcześnie zawartej umowie sprzedaży akcji było zapisane, że przedmiotem transakcji są wyłącznie papiery historyczne, kolekcjonerskie! Reaktywacja i próba wyłudzenia na jej podstawie majątku były kompletnie bezzasadne – Polska za majątek spółki Giesche wypłaciła odszkodowanie udziałowcom spółki za pośrednictwem amerykańskiego rządu już w latach 60 ubiegłego wieku.

To jak akcje trafiły w ręce reaktywatorów?

Po podpisaniu układu odszkodawczego między PRL a USA akcje Giesche zostały zapakowane na statek i przypłynęły do Polski i zostały złożone w depozycie. Jak się znalazły potem na rynku możemy tylko spekulować. Prawdopodobnie zamiast do zniszczenia, pojechały na makulaturę i stamtąd trafiły do obiegu kolekcjonerskiego. Osoby, które reaktywowały Giesche, kupiły je od jednego z kolekcjonerów, z adnotacją, o której przed chwilą wspominałem. 

Przedwojenny rejestr spółek handlowych funkcjonował również po 1945 roku. Co się stało z tymi spółkami, które de facto zaprzestały działalności?

Majątek większości z nich został znacjonalizowany i w związku z tym funkcjonowanie spółek było bardzo utrudnione. Na pewno działały wspomniane upaństwowione Pekao, Handlowy i Warta, ale pozostałe spółki – zarówno duże, jak i małe, po zaborze majątku i administracyjnych ograniczeniach, nie były w stanie kontynuować działalności. Więc były porzucane albo zapominane, ale z rejestru RHB (Rejestr Handlowy B – rejestr spółek akcyjnych i z o. o., powołany w 1919 roku- przyp. red.) nikt ich nie wykreślał. A jak wiemy, komunistyczne władze nie należały do najsolidniejszych w historii i często te spółki widniały nieniepokojone w rejestrze aż do 2001 roku, czyli powstania Krajowego Rejestru Sądowego.

To jak po drodze do KRS praktycznie umarłe spółki przeobrażały się w „prężne” przedsiębiorstwa?

Z pojawieniem się Krajowego Rejestru Sądowego, wprowadzono przepis o koniecznym przepisaniu spółek z RHB w celu kontynuowania działalności. Tylko, że przy przepisywaniu można było podnosić kapitał zakładowy. Tak więc dawno niedziałające spółki mogły zacząć drugie życie. Mechanizm był prosty: posiadacz akcji, nawet jednej, mógł wywłaszczyć przedwojennych właścicieli, czy ich spadkobierców. “Numer” nie był wybitnie skomplikowany: wspomniany posiadacz akcji rejestrował w KRS spółkę legitymując się powiedzmy jej jedną akcją o nominale 1 zł. I wnosił podczas rejestracji o wyznaczenie kuratora dla spółki. Jeśli spółka miała kapitał przed wojną w wysokości 1 000 000 złotych, to po przeliczeniu uwzględniającym obie denominacje: z 1950 roku i 1994 roku, zostawał kapitał 1 złoty. Jeśli jednocześnie podniesiemy ten kapitał, a przepisy narzucały taki obowiązek, do wysokości minimum 100 000 złotych, to wszystkich przedwojennych właścicieli spychamy na pozycje kilku miejsc po przecinku w procentowym udziale w kapitale zakładowym reaktywowanej spółki.

I wszystko w majestacie prawa?

Wydawać mogłoby się, że tak, ale moim zdaniem w rzeczywistości niezgodnie z prawem. Sądy winny kontrolować, czy osoba wszczynająca reaktywację jest naprawdę uprawniona do takiego procesu oraz czy kontrolując uchwały walnego zgromadzenia, które de facto prowadziły do wywłaszczenia przedwojennych akcjonariuszy. Tymczasem brak tej fundamentalnej kontroli umożliwiał pozornie zgodną z prawem reaktywację.. Opisywany mechanizm załatwiał reaktywatorom za jednym zamachem trzy sprawy:  po pierwsze same wznowienie działalności przez spółkę, po drugie pozbycie się poprzednich właścicieli, po trzecie umożliwiał rozpoczęcie procesu ubiegania się od skarbu państwa zwrotu majątku albo odszkodowania. Szczęśliwie prawo obecnie uniemożliwia jakiekolwiek reaktywacje, stały się one historią. Szkoda tylko, że tak późno.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Gozdowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / Reaktywacja przedwojennych spółek to kant