Realnie jest to formuła 1+28

Jacek Zalewski
12-07-2018, 22:00

Wszelkie decyzje sojuszu są uzgadniane przez długie miesiące, najpierw na poziomie eksperckim, a potem ministerialnym.

Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) obwieściła — ustami Jensa Stoltenberga, sekretarza generalnego oraz 29 prezydentów/premierów na ich konferencjach narodowych — sukces szczytu w Brukseli. To propagandowa oczywistość, inaczej być nie mogło. W końcu posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej, które obejmowało trzy krótkie sesje i kolację, to wisienka na grubym torcie. Wszelkie decyzje są uzgadniane przez długie miesiące, najpierw na poziomie eksperckim, a potem ministerialnym. Szefowie państw/rządów w realiach NATO odgrywają rolę… zbiorowego notariusza.

Zobacz więcej

Uczestnicy posiedzenia Rady Północnoatlantyckiej przy okrągłym stole protokolarnie są równi stanem, ale jeden jest zdecydowanie „równiejszy”.

Paradoksalnie jednak tylko na ich szczeblu możliwa była eksplozja chowanych pod dywanem niedomówień. Poszło oczywiście o pieniądze, a wszystko wymiótł niezastąpiony w takich okolicznościach prezydent Donald Trump. Od początku kadencji zerwał handlowe układy ponad Pacyfikiem i Atlantykiem, wycofał się z ratyfikowanego porozumienia klimatycznego z Paryża, ostatnio rozsadził G7 — zatem dlaczego nie miałby wstrząsnąć NATO. Żądając natychmiastowego dojścia państw członkowskich do wydawania na wojsko 2 proc. PKB, roztoczył wizję osiągnięcia nawet 4 proc. To jednak gruba przesada, wydające mniej więcej tyle USA mają przecież status żandarma światowego i bardzo im ta rola odpowiada. Notabene na polskiej konferencji prezydent Andrzej Duda wreszcie potwierdził, że w 2017 r. wydaliśmy 1,99 proc. PKB, czyli uznał oficjalne dane NATO. Nie przeszkadza to propagandzie tzw. dobrej zmiany utrzymywać na użytek krajowy, że było 2,01 proc. Sporne dwie setne mają dla obronności znaczenie minimalne, natomiast w wymiarze politycznym — wręcz gigantyczne. Zobowiązanie ze szczytu w Newport w 2014 r. zostało spełnione przez Polskę… prawie, co jednak czyni różnicę.

W kuluarach szczytu powiało grozą, że Donald Trump postawił finansowe ultimatum. Zagroził, że jeśli do stycznia 2019 r. państwa najbardziej odstające budżetowo nie zwiększą wydatków militarnych, to USA będą działały w pojedynkę. Na konferencji prasowej wywinął się od potwierdzenia, ale i od zdementowania tych pogłosek. Dla NATO absolutnie niewyobrażalne byłoby wycofanie się opoki sojuszu np. ze struktur wojskowych. Kiedyś uczyniła tak Francja, w latach 1967-2009. Uczciwa ocena siły NATO prowadzi bowiem do wniosku zapisanego w tytule, i to nie tylko ze względu na amerykański arsenał atomowy.

69-letni sojusz stara się odpowiadać na wyzwania współczesności. Z całą pewnością już nie jest jednak twardo zaciśniętą pięścią. Gdy najważniejszy uczestnik szczytu na konferencji w kwaterze głównej grzmi na sojuszników w wątkach stricte gospodarczych, np. zapowiadając restrykcje wobec przemysłu samochodowego Unii Europejskiej i realizując protekcjonistyczną politykę handlową — trudno uniknąć wrażenia rozdwojenia jaźni. Notabene nowa kwatera główna NATO, w której odbył się już drugi szczyt z udziałem Donalda Trumpa, składa się z ośmiu ogromnych skrzydeł. Z lotu ptaka, czy raczej drona, wyglądają niczym splecione palce. Ale czemu, w nawiązaniu do tak wzniosłej symboliki, nie skonstruowano ich — za miliard euro — dziesięciu? Wyraźnie brakuje dwóch kciuków. A przecież bez kciuka pięści zdolnej do silnego uderzenia porządnie się nie zaciśnie… © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Polityka / Realnie jest to formuła 1+28