Rebelianci śpią w piance

aktualizacja: 26-10-2017, 23:39

Jakub Wieczorek i Jan Bagniewski niosą w Polskę łóżkową rewolucję. Zaprowadzili ją już m.in. w Wielkiej Brytanii. Ich Eve Mattress jest typowany na jednego z liderów rynku wartego 30 mld euro rocznie.

W pierwszych sekundach widać dalekie ujęcie pofałdowanych ulic San Francisco. W głośnikach rozkręca się gitarowa delikatność Jose Gonzalesa. I wreszcie rusza lawina barw — niemal 200 tysięcy kauczukowych piłek skacze w dół ulicy, deszcz krzykliwych kolorów zalewa nieruchome dotąd miasto. Albo inaczej: potężny goryl oddycha powoli, pełną piersią.

Wyświetl galerię [1/3]

Marek Wiśniewski

Zbliżenie odjeżdża z jego nozdrzy i za chwilę widzimy owłosionego giganta z pasją walącego w perkusję w rytm „In the air tonight” Phila Collinsa. Sony Bravia i Cadbury: dla wielu to jedne z najlepszych reklam telewizyjnych ostatnich dekad. Jest artyzm, estetyczne wyżyny, są świeże emocje. Nie ma nachalności, krzykliwości, masowej chały.

— Od strony kreatywnej odpowiadałem za te reklamy. Polecam też „Superhumans”, projekt dla Channel 4 z okazji londyńskiej paraolimpiady — opowiada Jakub Wieczorek (w Anglii używa formy Kuba), który w brytyjskiej branży kreatywnej od lat jest postacią z najwyższej półki. Nie da się go nie lubić — z łatwością podsyca absurdalne żarty, ma świetne wyczucie ludzi, naturalnie skraca dystans.

44-latek w mgnieniu oka naładowuje otoczenie endorfinami. Jego kuzyn i wspólnik zarazem, 36-letni Jan Bagniewski (prosi, by mówić na niego tak jak Brytyjczycy, per „Jaś”), również nie uchodzi za nudziarza i sztywniaka. A po zerknięciu w jego CV oczy otwierają się szerzej: to on dołożył niemałą cegiełkę do rozwoju e-commerce na Starym Kontynencie. Rozwijał m.in. Groupona w Europie i Zalando w Wielkiej Brytanii, siedząc biurko w biurko z mistrzami sceny internetowej — braćmi Samwer z Rocket Internet, twórcami m.in. Zalando.

— Mam w życiorysie MBA na renomowanej uczelni, ale mój prawdziwy MBA był w Rocket Internet. Mówię o czasach, gdy Rocket liczył ze 40 osób — tłumaczy Jan Bagniewski. Przy takiej mieszance osobowości i kompetencji, niespecjalnie skacze ciśnienie, gdy Jakub Wieczorek deklaruje: — Nasz Eve Sleep nie ma ambicji stania się liderem w produkcji materaców. Wkrótce chcemy być największą w Europie tzw. sleep brand, marką związaną ze snem. Z takim potencjałem i tylko w Europie?

Funty płoną

O Eve Sleep w Polsce dopiero będzie głośno. Londyńczycy już dobrze znają grube piankowe materace z charakterystyczną żółtą lamówką. Polacy dopiero mają się do nich przekonać. „Każdy wspaniały dzień zaczyna się noc wcześniej” — to jedno z haseł ukutych przez Jakuba Wieczorka. Wspaniały brytyjski sen chłopaków z polskimi paszportami trwa w najlepsze: Eve Sleep w maju zadebiutowało na londyńskim AIM przy wycenie 140 mln funtów szterlingów. Na rozwój spółki inwestorzy wyłożyli 35 mln funtów. A wszystko to za firmę, która w 2016 r. zanotowała niecałe 12 mln funtów przychodów.

— To wcale nie jest takie wariackie, jak pozornie wygląda. Rynek akcesoriów do spania w Europie wart będzie 26 mld funtów w 2019 r. My notujemy szalone wzrosty, także w nowych produktach, takich jak poduszki, piżamy czy łóżka, produkowane zresztą w Polsce — tłumaczy Jan Bagniewski.

Zyski? Na razie Eve działa w iście Samwerowskim stylu, dopalając marketing milionami funtów i wciąż otwierając nowe rynki. W tym roku spółka sprzeda ponad 60 tys. materaców, notując 66 mln funtów przychodów.

— Początkowo na Wyspach 80 proc. naszych wydatków stanowił marketing. Teraz schodzimy w stronę 35 proc., na tym poziomie zaczynamy łapać zyski. Wedle założeń pod koniec 2019 r. na koncie mamy mieć wciąż 12 mln funtów i pierwsze zyski ze wszystkich rynków w Europie. W Polsce w styczniu zaczniemy dużą kampanię promocyjną w telewizji. To dla nas jeden z głównych rynków — zapewnia Jan Bagniewski.

Sukces ma warstwy

Dlaczego Brytyjczycy, a za nimi inne nacje, rozkochują się w piankowych materacach z jaskrawożółtym paskiem na boku? Powodów jest wiele, wszystkie kumulują się jednak wokół mieszanki dwóch składników — marketingu i produktu wartego tegoż marketingu, będącego na absolutnym topie.

— Własna marka materaców to był biznes, o którym gadaliśmy przez lata. I na rozmowach się kończyło. Gdy Jaś zadzwonił do mnie i zaproponował uruchomienie tego projektu, obejrzałem wszystkie reklamy materaców z ostatnich lat. Były bardzo podobne, monotonne, przewidywalne. Pomyślałem — oto jest szansa na wywołanie zamętu na tym rynku. Na stworzenie produktu nie będącego towarem, lecz przedmiotem, o którym się mówi, który ma swoją tożsamość. Eve wymyślił Jaś, to z hebrajskiego „życie”. I tak mamy jedną z niewielu marek powstałych i funkcjonujących jedynie w internecie — wspomina Jakub Wieczorek.

Od początku twórcy Eve przyjęli bowiem żelazną zasadę: sprzedają jedynie w sieci, tnąc przy tym cenę materaca, nie rezygnując z jego jakości i własnej marży. Eve to materac premium za przeciętną cenę, znaną z salonów materaców sprężynowych rozsianych po opłotkach Londynu. Do tego sto dni testów i zwrot gratis, designerskie opakowanie i kooperacje z markami z wyższej półki.

— Mamy wiele opatentowanych rozwiązań w Eve, rozwojem produktu zajmuje się na co dzień sześć osób. Wciąż go ulepszamy, produkujemy materace w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Teraz koncentrujemy się m.in. na stworzeniu lepszej wentylacji struktury jednej z warstw pianki — zdradza Jan Bagniewski.

Duch bohatera

Gdy młodszy kuzyn zadzwonił do starszego w końcu 2014 r. z propozycją biznesu, nie było to zaskakujące, bo Jan Bagniewski „siedział w materacach” od kilku dobrych kwartałów. Ale od początku.

— Wiesz, naszym atutem na Zachodzie jest zadziorna polskość. Choć między sobą gadamy po angielsku, to jednak ja mam żonę Polkę i jestem w Warszawie bardzo często. Ale moja i Kuby polskość to ten rebeliancki duch, ta chęć podążania pod prąd — podkreśla Jan Bagniewski, którego rodzinne losy są ściśle splecione z najlepszymi cechami, z jakich znani są Polacy.

To m.in. odwaga, jaką miał Marek Bagniewski, ojciec współzałożyciela Eve. W 1983 r. był jednym z chirurgów, którzy walczyli o życie skatowanego Grzegorza Przemyka. Po sfałszowanym procesie w Polsce wyjechał z rodziną do Wielkiej Brytanii i tam publicznie głosił prawdę o przyczynach śmierci 18-latka, zamykając sobie tym samym drzwi do Polski. W 1991 r. ekschirurg, parający się w Wielkiej Brytanii m.in. pracą fizyczną, wrócił jednak do ojczyzny, by tu rozkręcić biznes w handlu lekami, dziś znany jako Forfarm, czyli obracająca potężnymi milionami hurtownia leków.

— Od dzieciństwa bywałem w Polsce bardzo często, mamy tu liczną rodzinę, a tata udowadniał, że da się dojechać samochodem do Warszawy z Londynu w kilkanaście godzin i to mimo korków na granicy — śmieje się Bagniewski junior.

Prezes w minutę

Początkowo Jan Bagniewski ani myślał o karierze przedsiębiorcy. Jako absolwent prestiżowej Westminster School (dostał się tam z programu dla zdolnych, ale niezamożnych, podobnie jak wcześniej Jakub Wieczorek), celował m.in. w sławę w roli fotoreportera zagranicznego.

Własnym sumptem zorganizował sobie wyjazdy do Rwandy, Kambodży, Konga. Fotografował krwawe konflikty, współpracował z Radiem BBC (pierwszy dzień w pracy to wyborczy triumf PiS w 2005 r. i wywiad z Lechem Wałęsą). Wreszcie zahaczył się w konsultingowym gigancie Accenture.

— Potem przypadkiem wpadłem na Samwerów. Kolega z Westminster powiedział, że spotkał Aleksa Samwera i ten mówił o poszukiwaniach zdolnych młodych do rozwijania biznesów na nowych rynkach, w tym w Polsce. Pomyślałem, że to szansa dla mnie — mówi Jan Bagniewski.

Alex Samwer słynie z tego, że decyzje podejmuje błyskawicznie i tego samego oczekuje od współpracowników. Bagniewskiemu zakomunikował: — Dostajesz na start pół miliona dolarów i jedziesz do Warszawy. Ale pod warunkiem, że jutro odchodzisz z pracy i już zaczynasz pakować plecak. I tak powstał serwis placemniej.pl, internetowa porównywarka ubezpieczeń, wspierana finansowo i merytorycznie m.in. przez założycieli Naszej Klasy.

Biznes nie wypalił, rynek nie był gotowy, ale na jego podwalinach powstał CityDeal.pl, później połączony z Grouponem, a koniec końców globalnie wykiełkował biznes wart miliardy. — Za pierwszym razem myślałem, że Alex ma włączoną ukrytą kamerę i robi sobie ze mnie żarty, tak szybko decydując o moim angażu. Bracia Samwerowie nauczyli mnie wiele o biznesie w internecie i dali mi szansę rozwijania Groupona w Europie. A zadziwili mnie jeszcze nie raz — podkreśla Jan Bagniewski. Zdziwienie przyszło po tym, jak zostawił Polskę, by wrócić do Londynu, do żony, która akurat wyjechała na studia na Cambridge. Jego start-up, wynajmujący książki studentom, padł jak długi. Jan Bagniewski napisał więc krótkiego maila do Marka Samwera:

„Cześć Mark, nie wyszło nam, chciałbym z wami znów pracować”. Odpowiedź przychodzi po minucie. „Gdzie?” „W Londynie.” „OK, właśnie zostałeś szefem Zalando w UK. Powodzenia!”.

Tunel dla wariatów

Zalando stawiał od zera przez rok i to z sukcesami. Potem wraz z kolegami (niektórych znał jeszcze z dzieciństwa) ruszył z Zen Bedrooms. — To były czasy, gdy dziennie przez Groupon przerzucało się najwyżej kilka produktów w promocyjnych cenach. Szukaliśmy więc towarów wysokomarżowych, popularnych, którym można by uciąć część ceny, zostawiając sobie marżę na poziomie 10 proc. Były suplementy diety, potem przyszedł czas na materace. Chwyciło — opowiada przedsiębiorca.

— Poszliśmy do największego producenta materaców na Wyspach i zapytaliśmy, czy będzie w stanie w 2-3 tygodnie zrobić 20 tys. Powiedział, że oczywiście, że nie ma problemu. Zatem gdy po dwóch dniach sprzedaży przyszliśmy do niego z zamówieniem na pierwszą partię kilku tysięcy sztuk, byliśmy pewni swego. A nasz przemysłowiec popukał się w czoło i odparł, że nikt w tym kraju nie ma wolnych takich mocy. Przytakiwał, bo myślał, że ma do czynienia z wariatami — śmieje się Jan Bagniewski, choć wówczas nie było mu do śmiechu, bo musiał w tydzień znaleźć nowych dostawców.

Wsparła go firma, dla której zamówienie z Zen było strzałem życia. Produkcja trwała całą dobę, mieszkańcy protestowali przeciw fabrycznemu hałasowi. W końcu zakład w asyście policji zamykano na noc. Ale ssanie na materace z Groupona nie ustawało, w trzy miesiące Zen zrobił 20 mln dolarów obrotów.

— Doszło do tego, że pracownicy wykopali tunel i wchodzili nim do środka już po zamknięciu fabryczki. Przy zgaszonych światłach produkcja szła w najlepsze — opowiada współzałożyciel Eve Sleep.

Gdzieś tam w tle Jakub Wieczorek rozwijał swoją narrację o tym, że warto budować własną wyjątkową markę, bo przecież idylla Grouponowa nie będzie trwała wiecznie. W rzeczy samej — wkrótce Groupon zmienił model na oferowanie większej liczby towarów w przecenie, materace zginęły w morzu innych ofert. Jan Bagniewski poczuł, że czas wracać z Kalifornii, gdzie akurat stacjonowała jego rodzina i zarazem część biznesu. W Londynie czekał kuzyn i jego talent.

Smak czyichś marzeń

— W młodzieńczych latach sporo podróżowałem po Ameryce Środkowej i Łacińskiej, studiowałem kierunki związane z tamtymi rejonami. Potem mocniej związałem się z Polską, pracowałem dla ojca Jasia, sprzedawałem w szpitalach lek na wrzody żołądka. Ale w głębi duszy chciałem pracować w reklamie — opowiada Jakub Wieczorek.

Wkrótce dopiął swego i pnąc się po szczeblach został szefem kreatywnym w warszawskim biurze agencji reklamowej JWT. Na koncie ma — dziś już mocno zaśniedziałe — hasła takie jak „Goplana — smak twoich marzeń” i tym podobne smakołyki. Po trzech latach wrócił z rodziną do Londynu (żona zostawiła fuchę w „The Warsaw Voice”), stawiając poważniejsze kroki nad Tamizą. Od 1999 r. zaliczył kilka agencji marketingowych, w tym Fallon, zasiadał m.in. w zarządzie sieciowego McCanna, potem w Channel 4 prowadził potężną agencję kreatywną, nadając ton w reklamie telewizyjnej na Wyspach. Wyrobił sobie niepodważalną pozycję.

— Miałem właśnie zakładać własną agencję, gdy zadzwonił Jaś. W mniej niż miesiąc powstała cała koncepcja marki. Z założenia jesteśmy brandem nie tylko lifestyle’owym, ale i energetycznym, choć część ludzi miała mnie za wariata. Gdy początkowo pracowaliśmy po kafejkach, spotkałem znajomą, uznaną w światku kreatywnym i artystycznym.

Jak usłyszała, że rozkręcam firmę sprzedającą materace, odwróciła się na pięcie i wyszła oburzona, że moje ambicje i talent tak spsiały. Dziś na hasło „Eve” ludzie reagują nieco bardziej entuzjastycznie — opowiada Jakub Wieczorek, niemal nigdy nie rozstający się z aparatem fotograficznym (fotografuje, także w reklamie, od lat, zrealizował kilka głośniejszych działań społecznych i wystaw).

Fenomenalny żart

Co dalej? Kuzyni mówią wprost: Eve jest fenomenem z olbrzymim potencjałem. Ścisły, logiczny umysł Jana Bagniewskiego, kreatywność Jakuba Wieczorka połączone z ich szczerą, bezpośrednią relacją rodzinną, to reaktor atomowy napędzający marzenia o towarzyszeniu Europejczykom w dobrym śnie. Jan Bagniewski:

— Stworzyliśmy firmę złożoną z naszych przyjaciół, uwielbiamy ze sobą pracować, nigdy nie jest nudno. Na pytanie, czy inspiracja do dużego biznesu nie przyszła w dużej mierze od ojca, w słowo wchodzi Jakub Wieczorek. Siląc się na powagę, oświadcza: — To ja Jasia zawsze najbardziej inspirowałem. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Rebelianci śpią w piance