Niektóre banki centralne w prognozach na najbliższy rok już pokazują recesję. Ma to być koszt inflacji, która obniża realne dochody ludności, oraz walki z inflacją w postaci podwyżek stóp procentowych. Natomiast najciekawsze pytanie nie brzmi, czy będzie recesja, tylko jak głęboka może ona ewentualnie być. Czesi uważają, że będzie płytka i mało kosztowna pod względem bezrobocia. Z kolei Anglicy przewidują poważniejszy dołek, szczególnie na rynku pracy. My też pewnie wpadniemy w recesję i możemy liczyć na to, że będzie w wersji czeskiej.

Na początku maja dwa dość ważne europejskie banki centralne opublikowały projekcje makroekonomiczne – Czeski Bank Narodowy (CNB) oraz Bank Anglii (BoE). Zwracam uwagę na te prognozy, ponieważ banki centralne są zwykle wyposażone w duże zespoły analityczne, a dodatkowo Czechów darzę szacunkiem za odpowiednio wczesne wyłapanie problemów inflacyjnych w zeszłym roku.
Oba banki przewidują spadek PKB w swoich krajach na przełomie lat 2022-23 oraz relatywnie szybki spadek inflacji.
CNB twierdzi, że w czwartym kwartale tego roku PKB Czech będzie o 1,1 proc. niższy r/r. Centralna projekcja BoE wskazuje zaś na spadek PKB Zjednoczonego Królestwa o 0,2 proc. r/r w pierwszym kwartale przyszłego roku (patrz wykresy). Pozornie głębsza ma być recesja w Czechach, ale większą uwagę zwróciłbym na bezrobocie, które mocniej ma wzrosnąć na Wyspach. Czeski bank centralny przewiduje, że stopa bezrobocia zwiększy się z 2,3 proc. do 2,7 proc. i na tym poziomie się zatrzyma. Recesja będzie więc mało kosztowna z punktu widzenia pracowników. Na Wyspach ma być gorzej, bo bezrobocie zacznie rosnąć w tym roku i nie przestanie do 2025 r., łącznie zwiększając się o 2 pkt proc., do co najmniej 5,5 proc. Może to już być dla przeciętnego pracownika nieprzyjemne.
Nie będę zagłębiał się już w szczegóły obu projekcji. Ważne są dwie konkluzje. Po pierwsze, ewidentnie rośnie ryzyko recesji, która oznacza nie tylko spadek PKB, ale też zwolnienia pracowników. Po drugie, ta recesja może przyjąć bardzo różne formy – być płytka i relatywnie mało odczuwalna lub głęboka i społecznie kosztowna. Każdy kraj jest oczywiście inny, ma swoje uwarunkowanie, ale te wnioski dotyczą prawdopodobnie wszystkich.
Jaką ścieżką podąży Polska? Nasz bank centralny opublikuje projekcję w lipcu. W poprzedniej, marcowej, jeszcze nie przewidywał recesji, ale wiele rzeczy od tego czasu potoczyło się gorzej od oczekiwań. Wyższy jest wzrost stóp w USA, gorszy sentyment na rynkach aktywów, wyższa inflacja w kraju, wyższa oczekiwana ścieżka stóp procentowych, większa niepewność. Ponadto trzeba pamiętać, że nasz bank centralny – w odróżnieniu od CNB czy BoE – przygotowuje projekcję w oparciu o założenie braku zmian stóp procentowych. Efekty podwyżek stóp od marca będzie więc widać dopiero w projekcji lipcowej.
Ryzyko recesji w Polsce na pewno rośnie. Myślę, że można już powoli przyjmować, że płytka recesja jest scenariuszem bazowym. Jest jednak parę poduszek bezpieczeństwa, które będą nas chronić przed głębszym załamaniem: konsumpcja uchodźców, nadchodzące (mam nadzieję) nowe inwestycje publiczne finansowane z funduszy europejskich, przetasowania w przemysłowych łańcuchach dostaw, na których korzystamy. Na razie bliżej nam chyba do scenariusza czeskiego.
