Boom gospodarczy pomaga odzieżówce. Nie całej
Polacy zarabiają coraz więcej i coraz chętniej wydają pieniądze na ubrania. Odzieżowe spółki zacierają ręce.
Mówią, że nie szata zdobi człowieka, ale spółki handlujące ubraniami są innego zdania. Świadczą o tym rozwijające się w szybkim tempie odzieżowe sieci. Liderem całej branży pod względem wyników finansowych jest gdańska spółka LPP, która ubiegły rok zakończyła z 1,27 mld zł przychodów ze sprzedaży i 134,6 mln zł zysku netto.
Będą zakupy
Spółka prowadzi 181 sklepów marki Reserved (z czego 109 w Polsce) oraz 128 z logo Cropp (98 w Polsce). W tym roku planuje otwarcie kolejnych 77. I szuka na rynku polskim oraz ościennych okazji do przejęć.
— Myślimy o kupnie kilku nowych marek. Interesują nas firmy z silną, masową marką odzieżową i własną siecią dystrybucji, o co najmniej 100 mln zł obrotu — mówi Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.
Analitycy spodziewają się, że w 2008 r. LPP osiągnie 187 mln zł zysku netto przy przychodach w 1,61 mld zł.
Zaszkodził Troll
Dużo gorzej niż LPP radzi sobie Redan, łódzki konkurent spółki zarządzający 239 salonami trzech odzieżowych marek. Od lat nie może wyjść na swoje. Co prawda, jeszcze w 2006 r. spółka zarobiła 159 tys. zł, ale tylko dlatego że sprzedała biurowiec za 30 mln zł. Gdyby nie to, miałaby 10 mln zł straty.
Także wyniki Redanu z 2007 r. nie dają akcjonariuszom powodów do radości. Przychody wyniosły co prawda 259,1 mln zł, wobec 246 mln zł rok wcześniej, jednak strata sięgnęła 8,6 mln zł.
— Negatywnie na nasze wyniki wpłynął Troll. Nie trafiliśmy z kolekcjami i sieć przyniosła 5,6 mln zł straty —informuje Bogusz Kruszyński, członek zarządu Redana.
W tym roku zarząd Redana liczy na 10-15-procentowy wzrost obrotów. O zysku mówi tylko tyle, że o nim marzy. A co robi, by ziścić swoje życzenia?
— Pozamykamy nierentowne sklepy, zmienimy kolekcje i zatrudnimy nowych projektantów i marketingowców — planuje Bogusz Kruszyńsk