Reforma onkologii wymusi sojusze

  • Alina Treptow
opublikowano: 09-05-2014, 00:00

Nowe zasady finansowania terapii nowotworów to szansa wejścia na rynek dla prywatnych firm i ryzyko, że… zostaną z niego wykluczone

Ministerstwo Zdrowia (MZ) ujawniło kolejne szczegóły dotyczące onkologicznej reformy nazywanej potocznie pakietem antykolejkowym. Jak wynika z prezentacji MZ, do której dotarł „Puls Biznesu”, w trakcie pierwszej terapii pacjent wybierze tzw. koordynatora, czyli podmiot, który zajmie się całym jego leczeniem. Taka placówka musi więc oferować kompleksowe usługi medyczne — od diagnostyki po chirurgię. Oprócz największych jednostek na rynku — instytutów czy szpitali klinicznych — nikt nie oferuje tak szerokiego wachlarza świadczeń. Żeby placówka miała szansę zostać koordynatorem, musi więc zawierać sojusze. W grę wchodzą przejęcia, ale nie tylko. Resort zdrowia ma dla firm medycznych miłą niespodziankę. Dla uzyskania statusu koordynatora wystarczy współpraca z podwykonawcami świadczącymi usługi, których brakuje w placówce.

Zobacz więcej

OPTYMALIZACJA: Na szpitalne leczenie chorób nowotworowych NFZ wydaje rocznie 5,7 mld zł. Zdaniem Ministerstwa Zdrowia, którym kieruje Bartosz Arłukowicz, to pole do oszczędności. Resort chce je uzyskać, kierując więcej pacjentów ze szpitali do ambulatoriów. [FOT. WM]

Bez barier

Czy podwykonawcy muszą współpracować z Narodowym Funduszem Zdrowia? Niekoniecznie — twierdzi MZ. Dotyczy to np. diagnostyki, w przypadku której wystarczy kontrakt koordynatora. Zdaniem Joanny Szyman, prezes firmy Scanmed Multimedis, to szansa dla podmiotów, które dotychczas nie działały na rynku świadczeń publicznych.

— Na razie jednak to tylko propozycje. Zobaczymy, jaka będzie wersja ostateczna — zastrzega Joanna Szyman. Prof. Sergiusz Nawrocki, kierujący oddziałem radioterapii w uniwersyteckim Centrum Okulistyki i Onkologii w Katowicach, uważa, że rozwiązania wymuszające współpracę placówek onkologicznych to dobry pomysł, choć realizacja nie będzie łatwa.

— W takiej grupie trudno będzie zapewnić jednolitą jakość, zwłaszcza że podmioty będą miały różnych właścicieli — uważa Sergiusz Nawrocki.

Prywatni versus publiczni

Jeszcze większe obawy ma Wojciech Mizerka, członek zarządu sieci medycznej Euromedic.

— Jeśli koordynator będzie dyktował warunki podwykonawcom, w rzeczywistości stanie się dysponentem publicznych funduszy. Będzie więc wyręczał NFZ. To dość ryzykowny pomysł — uważa Wojciech Mizerka. Jego zdaniem, największym zagrożeniem jest jednak sposób wyboru koordynatora.

— Jest ryzyko, że lobby instytutów onkologicznych postawi na swoim i wymagania będą tak ustalone, że spełnią je jedynie duże, publiczne ośrodki. A przecież wszyscy gracze, bez względu na pochodzenie kapitału, powinni mieć równy dostęp do rynku — mówi Wojciech Mizerka.

Mimo to większość przedsiębiorców pozytywnie ocenia reformę antykolejkową, głównie dlatego, że znosi limity dla świadczeń onkologicznych. W praktyce oznacza to, że ośrodki medyczne będą mogły leczyć pacjentów bez ograniczeń, a płatnik za wszystko zapłaci. Dzisiaj zdarza się, że placówki muszą odsyłać chorych z kwitkiem, bo kontrakt się wyczerpał.

— Mamy superośrodki, wykwalifikowany personel i rzeszę pacjentów. Jest popyt i podaż, ale nie ma pieniędzy. Reforma powinnaodblokować rynek. Mamy nadzieję, że ustawa ułatwi działalność naszemu ośrodkowi w Otwocku, który nadal przyjmuje chorych bez kontraktu — zaznacza Wojciech Mizerka. Sergiusz Nawrocki również chwali reformę, ale nie bez zastrzeżeń.

— Zniesienie limitów to najlepsze z możliwych rozwiązań. Pytanie — kto za to zapłaci. Pieniędzy w systemie nie przybędzie, a oszczędności, o których się mówi, związane z przeniesieniem leczenia ze szpitali do przychodni, mogą nie wystarczyć — mówi Sergiusz Nawrocki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu