Reglamentowanie kredytów byłoby nieracjonalne, ale rynek się zmienia

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2011-10-28 00:00

Problemy europejskich banków to problemy banków w Polsce. Na szczęście pośrednio. Hamowania akcji kredytowej nie będzie. Mówiło się o kwocie aż 200 mld EUR, jaką europejskie banki będą potrzebowały na wzmocnienie kapitałów. Stanęło na 106 mld EUR. O tyle banki w UE muszą podnieść kapitały, by osiągnąć współczynnik wypłacalności na poziomie 9 proc. (stosunek kapitału do aktywów ważonych ryzykiem), którego wymaga Europejski Nadzór Finansowy (EBA). Daje im na to czas do 30 czerwca 2012 r. Do końca tego roku muszą one z lokalnymi nadzorami ustalić, w jaki sposób pozyskają kapitał. Nie wiadomo, o jakie banki chodzi. EBA nie wymienił ich z nazwy, opublikował natomiast listę krajów, gdzie zapotrzebowanie na kapitał jest największe. Na czele jest Grecja z kwotą 30 mld EUR, dalej Hiszpania (26,1 mld EUR), Włochy (14,7 mld EUR), Wielka Brytania (8,8 mld EUR) i Portugalia (7,8 mld EUR). Kilka banków już ogłosiło, że spełnia kryteria: holenderska grupa ING, właściciel Banku Śląskiego, belgijski KBC, akcjonariusz Kredyt Banku, oraz francuskie BNP Paribas (dawny Fotris), Societe Generale (Eurobank) oraz Credit Agricole (dawny Lukas).

Problem płynności

Na liście EBA nie ma Polski, bo też nasze banki na tle UE są bardzo dobrze skapitalizowane. Współczynnik wypłacalności dla całej branży wynosi 12 proc., a więc znacznie powyżej minimalnego poziomu 9 proc. — Mamy spory bufor kapitałowy. Jest miejsce na prowadzenieakcji kredytowej — ocenia Krzysztof Kalicki, prezes Deutsche Bank Polska. Teoretycznie. Od strony kapitałowej banki są bezpieczne, mogą mieć jednak problem z płynnością. Stosunek kredytów do depozytów wynosi w Polsce 120 proc., co mówiąc w uproszczeniu, oznacza, że jedna czwarta kredytów finansowana jest nie z krajowych oszczędności, lecz pożyczek udzielanych rodzimym bankom przez zagraniczne centrale. W przyszłości mogą one być mniej skłonne do finansowania swoich córek. Lobby bankowe przestrzegało bowiem EBA i unijnych polityków, że wymóg podwyższenia kapitałów może spowodować, że zamiast szukać go na rynku, banki ograniczą akcję kredytową. — Nie ma powodów, dla których mielibyśmy rozważać wstrzymanie akcji kredytowej. Każdy kolejny kwartał potwierdza, że aktywnie finansujemy zarówno polskie przedsiębiorstwa, jak i klientów indywidualnych — zastrzega Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku. Przyznaje, że bank znaczną część portfela kredytów hipotecznych we franku szwajcarskim finansuje pożyczkami u matki. Są to jednak pożyczki długoterminowe — do końca 2012 r. zapada jedynie niewiele ponad 15 proc. całej sumy. — Nie widzimy zatem ryzyka związanego z tym rodzajem finansowania. Potwierdzają to również deklaracje naszego głównego akcjonariusza — mówi szef BRE Banku. Takie ryzyko dla całego sektora dostrzega natomiast Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Bank Polska. — Zagraniczne grupy bankowe, szczególnie te, dla których nasz kraj nie jest strategicznie ważny, mogą zmniejszyć pulę dostępnego finansowania dla polskich spółek zależnych, co wywołałoby u nas zwiększenie konkurencji o depozyty klientów. W efekcie kredyt w Polsce mógłby się stać mniej dostępny i droższy — twierdzi Piotr Czarnecki.

Hamowanie z innego powodu

Większym optymistą jest Maciej Bardan, prezes Kredyt Banku, który uważa, że rozwiązania przyjęte podczas unijnego szczytu, podwyższające bezpieczeństwo banków, powinny poprawić płynność. — Znika element niepewności na rynku międzybankowym, to wpływa pozytywnie na płynność, bo nie ma ryzyka upadłości banków — mówi prezes Kredyt Banku. Mateusz Morawiecki, szef BZ WBK, z dystansem podchodzi do zapowiedzi europejskich banków o hamowaniu akcji kredytowej. W Polsce akcja kredytowa będzie słabła nie ze względu na ograniczenia płynące z zagranicznych centrali, lecz w wyniku pogorszenia sytuacji makroekonomicznej. Spowolnienia obawia się również Krzysztof Kalicki, wskazując na osłabienie gospodarcze jako główny czynnik hamowania akcji kredytowej. — Trzeba być optymistą. W 2009 r. też się obawialiśmy, czy kredyty popłyną do gospodarki. Uważam, że sektor finansowy teraz też zaspokoi popyt — mówi Włodzimierz Kiciński, prezes Nordea Banku. Arkadiusz Mierzwa, szef komunikacji Pekao, twierdzi, że jedynym kryterium decydującym o tym, czy rozwijać akcję kredytową, będzie analiza i ocena konkretnych projektów oraz klientów. Piotr Czarnecki dodaje, że z punktu widzenia centrali polskich banków reglamentowanie kredytów byłoby „działaniem mocno nieracjonalnym”. — Zarówno sytuacja kapitałowa oraz płynnościowa polskich banków, jak i stan polskiej gospodarki są dobre — mówi szef Raiffeisena.