Rejs po morzach śniegu

Karolina Guzińska
opublikowano: 2004-12-10 00:00

Narciarze i snowboardziści znajdą tu 800 km tras oraz 300 wyciągów. Aby korzystać z tego wszystkiego, trzeba kupić tylko dwa skipasy.

U schyłku XIX stulecia środkowoeuropejska burżuazja, podążając śladami austriackiej szlachty, odkryła wypoczynek w górach. Takie były początki turystyki w Dolomitach — elitarna klientela odwiedzała San Martino di Castrozza i Madonna di Campiglio w Trydencie. Te pionierskie ośrodki wznowiły działalność w latach 50. XX wieku, jednak dopiero od 1970 r., kiedy narciarstwo stało się sportem masowym, zaczęły się rozrastać.

Nowości w pigułce

Dziś trydenckie stacje przyciągają także polskich narciarzy. Obsługiwani przez 300 wyciągów wywożących ponad 319 tys. osób na godzinę (całkowita długość kolejek linowych to 239 km, a pokonywana przez nie różnica poziomów — ponad 63 tys. metrów) szusują po 800 km tras narciarskich i snowboardowych (90 proc. z nich jest zaśnieżanych przez 3 tys. armatek o małym i wysokim ciśnieniu).

— Mróz, śnieg, słońce — wymarzone warunki! Jeżdżę zimą w Dolomity od wielu już lat. Bo Trydent wciąga jak narkotyk. I nie jest to zasługa infrastruktury i tras — choć jest ich tyle, że mimo dobrego połączenia między dolinami, podczas tygodniowego pobytu wszystkich przejechać nie sposób — ale samych Włochów. Życzliwi, pozytywnie nastawieni, świetnie przygotowani... Pomocni i rozmowni są nie tylko ludzie obsługujący gości, ale i włoscy turyści. Mieszkańcy Trydentu skutecznie promują swój region — co też ma ogromne znaczenie. Na początku i końcu sezonu goście, którzy wykupią pobyt w hotelu czy pensjonacie, dostają darmowe skipasy. Z tej oferty korzysta wielu Polaków — zapewnia Beata Siwczyk, współwłaściciel firmy Labor.

Nie zapomniano i o miłośnikach narciarstwa biegowego — 13 ośrodków proponuje w sumie 480 km tras dostępnych od grudnia do kwietnia. Początkujący mają zaś do dyspozycji 1,3 tys. instruktorów. Entuzjaści narciarstwa wysokogórskiego i pozatrasowego czy spragnieni wspinaczek po skutych lodem kaskadach mogą natomiast skorzystać z usług 150 przewodników wysokogórskich.

Włosi wciąż inwestują w rozwój regionu — wydają na turystykę około 2 mld euro rocznie. W sezonie 2004/05 Trydent wzbogacił się m.in. o kolejnych 11 wyciągów. Dwa z nich łączą stacje narciarskie Pozza di Fassa-Buffaure i Alba di Canazei-Ciampac. Powstała w ten sposób Panorama Skitour — 25 km tras obsługiwanych przez 12 wyciągów. Wjeżdża się do Sella Brunech na wysokość 2428 m, skąd roztacza się niezwykły widok: od Presanella, przez Sassolungo aż po Marmoladę. Zjeżdża zaś trasą przechodzącą przez Conca del Ciampac lub trudniejszą, leśną — obie prowadzą do Alba di Canazei. Wśród tegorocznych nowości znalazły się również karty chipowe. Narciarze, którzy kupią karnet Dolomiti Superski lub karnet na dolinę, otrzymają — bez pobierania kaucji — kartę z mikrochipem, która automatycznie otwiera bramki przy wejściu na wyciągi. Są to karty wielokrotnego użytku (mogą być ponownie ładowane). Wprowadzono również jeden karnet do najważniejszych ośrodków narciarstwa biegowego: prawie 300 km przygotowanych tras, wzdłuż których znajdują się lokale gastronomiczne i serwis narciarski, przebieralnie, wynajem sprzętu i szkółki.

Dwa konsorcja

Kilka znanych stacji Trydentu Wschodniego — Val di Fassa-Carezza, Moena-Trevalli, Val di Fiemme, S. Martino di Castrozza-Passo Rolle — należy do kompleksu narciarskiego Dolomiti Superski. Jego karnet ważny jest na 1,2 tys. km tras w 12 regionach Dolomitów, w tym na ponad 350 km tras trydenckich.

Na Dolomiti Superski składają się nie tylko trasy, ale i tematyczne szlaki narciarskie wśród dolin, np. Skitour Re Laurino prowadzący przez stację Val di Fassa-Carezza do miejsc, w których król Laurino — legendarny pan Dolomitów — spotkał po raz pierwszy swoją ukochaną księżniczkę Simildę...

Wyjeżdżając z Canazei doliną Valle di Fassa można natomiast przemierzyć „Sellaronda” — panoramiczny szlak wokół masywu Selli. Ta wycieczka wśród lasów, skalistych szczytów i ośnieżonych terenów liczy sobie jakieś 40 km.

Drugi potężny kompleks narciarski — Skirama Dolomiti Adamello-Brenta — obejmuje ponad 340 km tras zachodniego Trydentu. Madonna di Campiglio i Pinzolo w dolinie Val Rendena, Folgarida-Marilleva, Peio i Passo del Tonale w dolinie Val di Sole, Monte Bondone, Andalo-Fai della Paganella i Folgaria-Lavarone-Luserna to stacje narciarskie, które — wraz z 140 wyciągami — wchodzą w jego skład. Trasy objęte karnetem Skirama Dolomiti czynne są od listopada do kwietnia — niektóre miejscowości leżą na znacznych wysokościach (do 3 tys. m), co gwarantuje dobre warunki na trasach aż do późnej wiosny.

— Czarna, lodowcowa trasa jest stroma i trudna. I doskonale utrzymana. Włosi nie poprzestają jednak na przygotowaniu tras. Proponują turystom takie atrakcje, jak zjazd z pochodniami. Zjeżdża się nocą, w asyście przewodnika, po zamówionej wcześniej kolacji w schronisku — dodaje Beata Siwczyk.

Radzi, by zawitać do Trydentu wiosną — gdy w dolinach kwitną forsycje, a ośnieżone, górskie stoki skąpane są w słońcu. Poza zastrzykiem energii, przywiezie się też opaleniznę! Miłośnikom jazzu podpowiada zaś, by wybrali się w lutym do Val di Fiemme — tamtejszy festiwal jazzowy cieszy się renomą.

— Trydent chce ściągać coraz więcej polskich narciarzy. I wychodzi mu to! Region jest obecny na targach turystycznych w Polsce, a od ubiegłego sezonu sponsoruje naszych skoczków narciarskich — Polacy mogą trenować na trydenckich skoczniach. W zamian noszą na kurtkach logo Trydentu — motylka. Bo region kształtem przypomina motyla — mówi Beata Siwczyk.

Widoki i smaki

Trydent to bogata ziemia — nie tylko w trasy narciarskie, choć jest ich tyle, że wielbiciele zjazdów mają do dyspozycji prawdziwe morze śniegu. Nie można też pominąć historii, kultury i sztuki regionu. Trento — stolica — szczyci się katedrą San Vigilio, patrona miasta i okazałym zamkiem Buonconsiglio, dziś muzeum sztuki starożytnej. Innym powodem do dumy jest średniowieczne i renesansowe Stare Miasto — pod nim zachowały się ruiny starożytnego, romańskiego Tridentum.

Uwagę turystów przyciągają też kościoły oraz średniowieczne i renesansowe zamki. Castel Beseno, Castel Thun, Castel Stenico i skała Arco to domy twierdze, wzniesione przez dawnych książąt.

Wizyta w Museo degli Usi e Costumi della Gente Trentina (Muzeum Zwyczajów i Strojów Ludności Trydenckiej) w San Michele pozwoli bliżej poznać mieszkańców regionu. Kto lubi sztukę, może też zwiedzić nowatorskie Museo di Arte Moderna e Contemporanea (Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Współczesnej) w Rovereto. Na 60 tys. mkw. powierzchni wystawowej będzie gościć tej zimy wystawa „Piękny i Bestie. Rozważania nad przeobrażaniem się w zwierzęta”.

Kto zawita do Trydentu przed Nowym Rokiem zobaczy przedświąteczne jarmarki. Atrakcją miasteczka Caldonazzo jest bożonarodzeniowy ryneczek we Dworze Trapp. Grane są tam przedstawienia inspirowane Bożym Narodzeniem. A miejscowości jak Trydent, Rovereto, Arco czy Riva stają się — od końca listopada aż do Wigilii — sceną, na której występują muzycy, żonglerzy i iluzjoniści, przechadzają się postacie z bajek. Jarmarki kuszą turystów miejscowym rękodziełem, kuchnią i... winem. Bo uprawa winorośli to jeden z filarów trydenckiej gospodarki. Winne krzewy porastają 8,5 tys. ha ziemi, a roczna produkcja winogron przekracza milion kwintali. Uprawia się unikalne odmiany winorośli, a niektóre z win tego regionu znane są na całym świecie — np. czerwone: Marzemino i Teroldego, białe: Nosiola, Vino Santo i Müller Turghau oraz chluba trydenckiej enologii: musujące Metodo Classico Trento Doc. Można ich spróbować — jak i odkryć lokalną kuchnię — w restauracjach, gospodach i schroniskach ze znakiem jakości: Osteria Tipica Trentina (Typowa Gospoda Trydencka). Na kulinarnej tradycji regionu wycisnęły piętno stuletnie stosunki ze światem języka niemieckiego i dawny, wiejski styl życia mieszkańców. Typowe potrawy to sery z serowni w pobliżu alpejskich pastwisk, wędliny, polenta, grzyby, dziczyzna i solone mięso. A poza tym oliwa z oliwek z Alto Garda i doliny Valle di Ledro, jarzyny z Val di Gresta, jabłka, miód, kasztany...

— Poza potrawami regionalnymi jada się talerze makaronu, lasagne... No i trunki. Brulé — grzane czerwone wino, grappy — śliwkowe, gruszkowe, jabłkowe... Czy prawdziwa bomba kaloryczna — bombardino: podgrzewany ajerkoniak z bitą śmietaną i kawą. Słodki, wygląda jak deser — wspomina Beata Siwczyk.

Łasuchy mogą oddać hołd lokalnym smakołykom podczas imprezy „Na kolacji z królem Laurino”. Organizowana w dniach 12-19.03 w Val di Fassa, ojczyźnie legendarnego władcy Dolomitów, przywołuje retoromańskie tradycje kulinarne.