Rekordowa nadwyżka w handlu zagranicznym

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-04-16 00:00

Sukces — produkujemy więcej, niż potrzebujemy. Kryzys przywraca równowagę handlową w polskiej gospodarce

Polski handel zagraniczny wreszcie znalazł się na wyraźnym plusie. W lutym 2013 r. nadwyżka eksportu nad importem wyniosła 602 mln EUR — podał Narodowy Bank Polski (NBP). To historyczny rekord. Od początku 2000 r. (odkąd zbierane są dane) nasz handel odnotowywał nadwyżki tylko trzykrotnie, w dodatku zawsze tylko na jeden miesiąc i nigdy nie przekroczyły one 300 mln EUR (przed 2000 r. prawdopodobnie było jeszcze gorzej). Pięta achillesowa polskiej gospodarki, czyli niemal permanentny deficyt w handlu ze światem, przynajmniej na jakiś czas przestaje nam dokuczać.

None
None

Nie ma tego złego...

Ten korzystny bilans handlowy cieszy, bo przywraca równowagę makroekonomiczną polskiej gospodarce. Jeśli kraj stale ma deficyt w obrotach handlowych, oznacza to, że więcej konsumuje, niż produkuje. Takie gospodarki tracą zwykle konkurencyjność i są coraz bardziej uzależnione od otoczenia, a przez to popadają w różnego rodzaju kłopoty.

Z tego punktu widzenia to dobra wiadomość, że Polska obecnie więcej produkuje, niż konsumuje (czyli wytarza więcej niż tylko na własne potrzeby, a nadwyżkę sprzedaje z zyskiem).

— Nadwyżka handlowa częściowo rekompensuje spadek popytu wewnętrznego w Polsce i tym samym wspiera nasz wzrost gospodarczy — mówi Piotr Dmitrowski, ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego. Warto jednak zaznaczyć, że obecna nadwyżka w handlu zagranicznym Polski ma słodko-gorzki posmak.

Nie jest to bowiem efekt ekspansji polskiego eksportu, ale po prostu jeden z pozytywnych skutków ubocznych silnego spowolnienia gospodarczego w naszym kraju (obok niskiej inflacji). Słaby popyt sprawił bowiem, że niemal załamał się import. W lutym wyniósł 11,5 mld EUR, co oznacza spadek rok do roku aż o 8,8 proc. To najgłębszy spadek od listopada 2009 r.

— Dla polskiej gospodarki to normalne, że w okresach dekoniunktury następuje silna redukcja importu. W kraju spada bowiem zarówno popyt inwestycyjny, jak i konsumpcyjny na towary z zagranicy — tłumaczy Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK. Tymczasem eksport pozostaje w Polsce dość stabilny.

Rośnie — co jest samo w sobie dobrym wynikiem, przy recesji w strefieeuro — ale o żadnej silnej ekspansji polskich firm za granicą nie może być mowy. Jak wynika z danych NBP, w lutym nasz eksport wyniósł 12,1 mld zł, czyli tylko o 3,2 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Przy spadającym imporcie ten niewielki wzrost eksportu wystarczył, żeby nasz bilans handlowy wystrzelił i pokazał sporą nadwyżkę.

Im lepiej, tym gorzej

Taka struktura handlu sprawia, że ekonomiści do obecnej nadwyżki podchodzą z rezerwą. Skoro wywołał ją kryzys, to jest zjawiskiem przejściowym. Kiedy koniunktura w Polsce zacznie się poprawiać — a według większości prognoz, ma to się stać już w najbliższych miesiącach — popyt na towary z zagranicy zacznie się odbijać. Czyli import pójdzie lekko w górę i nadwyżka w handlu zniknie.

— Oczekujemy, że w najbliższych miesiącach saldo w polskim handlu zagranicznym będzie bliskie zeru, czyli eksport będzie na podobnym poziomie co import — twierdzi Piotr Piękoś, ekonomista Banku Pekao. Później — może w przyszłym roku — kiedy koniunktura w Polsce wyraźnie się poprawi i wzrost gospodarczy wróci w okolice 3 proc., sytuacja wróci do normy, czyli w bilansie handlowym prawdopodobnie znowu pojawi się permanentny deficyt — nasza gospodarka znowu będzie musiała czerpać z importu, żeby zaspokoić swój popyt.