Gdy w lipcu i sierpniu, miesiącach wakacyjnych, sądy ogłaszały niewiele bankructw przedsiębiorców, tłumaczono to sezonem urlopowym i małym „przerobem” postępowań upadłościowych w sądach.

Jednak we wrześniu sprawy ruszyły z kopyta, a liczba upadłości spadła, i to wyraźnie. 34 ogłoszone bankructwa to bardzo mało, tyle samo co w kwietniu, czyli w samym środku lockdownu, kiedy doszło niemalże do paraliżu sądownictwa. Na razie nie sprawdzają się więc prognozy ekspertów, że po wakacjach z powodu kryzysu wywołanego pandemią fala upadłości firm zacznie szybko rosnąć. Potwierdza to także niewielka liczba wniosków o upadłość. We wrześniu złożono ich w sądach tylko 56. To znacznie mniej niż w poprzednich miesiącach (sierpień — 71, lipiec — 74, czerwiec — 72).
— Tak mała liczba miesięcznych upadłości wynika z tego, że przedsiębiorcy zagrożeni niewypłacalnością próbują ocalić przedsiębiorstwa poprzez zawarcie układu z wierzycielami w ramach postępowania restrukturyzacyjnego. We wrześniu mieliśmy do czynienia z rekordowąw historii miesięczną liczbą takich postępowań, bo aż 95 — tłumaczy sytuację Jarosław Nowrotek, prezes Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej (COIG), autor raportu.
Łącznie w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku zbankrutowało 471 firm (niewiele więcej niż w analogicznym okresie 2019 r. — 453). Najwięcej postępowań w tym roku dotyczyło spółek z o.o. (55 proc.) oraz indywidualnych działalności gospodarczych (25 proc.). Rekordowo dużo było ich w woj. mazowieckim (20 proc. spraw), a wśród miast w Warszawie (71). Na kolejnych miejscach znajdują się Wrocław (20), Szczecin (12) i Kraków ex aequo z Poznaniem (po 11). Najczęściej bankrutują firmy zajmujące się przetwórstwem przemysłowym i handlem (po 25 proc.), budownictwem (13 proc.) i transportem (7,5 proc.).