Cięcie zatrudnienia, wkrótce decyzja o emisji akcji
Najlepszym lekarstwem na łupież jest gilotyna — tak o restrukturyzacji mówi szef Polskiego Jadła.
Listopad będzie kluczowy dla przyszłości Grupy Kościuszko Polskie Jadło. Restauracyjna spółka zamierza podjąć decyzję o emisji akcji.
— Do końca listopada zdecydujemy, czy emisję przeprowadzimy jeszcze w tym, czy może w przyszłym roku. Musimy najpierw oszacować nasze potrzeby inwestycyjne, od których zależeć będzie wartość oferty i liczba emitowanych akcji. W wyniku emisji na pewno nie stracę większościowego udziału w spółce — zapewnia Jan Kościuszko, prezes Polskiego Jadła (ma 77 proc. akcji).
Oferującym akcje będzie IDMSA, a prospekt jest już prawie gotowy.
Lecą głowy
Równolegle do prac nad emisją trwa restrukturyzacja firmy — głównie w sferze personalnej. I to brutalna.
— Obrazowo ujmę to tak: najlepszym lekarstwem na łupież jest gilotyna — mówi Jan Kościuszko.
Zwolnił cały dział, który zajmował się sprzedażą produktów Polskiego Jadła (np. szynek, smalców, konfitur). Był nieefektywny. Przyszli nowi, a kieruje nimi nowy wiceprezes.
— Wynagrodzenie działu sprzedaży ma teraz charakter bardzo motywacyjny, więc spodziewam się dobrych efektów. Stawiamy teraz głównie na tradycyjny kanał dystrybucji. W przyszłym roku wynik netto w segmencie pierogów powinien sięgnąć 2,5 mln zł, a w segmencie wyrobów słoikowych — około 1,5 mln zł — szacuje Jan Kościuszko.
Podkreśla, że to nie koniec zmian kadrowych, ale szczegółów skąpi. Warto przypomnieć, że na 5 listopada zwołano walne zgromadzenie, które w porządku obrad ma zmiany w radzie nadzorczej. Poza tym Jan Kościuszko szuka na rynku dobrych menedżerów.
— Za wcześnie na personalia. Mogę jedynie powiedzieć, że cenię np. Piotra Mikołajczyka [były prezes Sfinksa, obecnie szef RC Union —red.] — mówi Jan Kościuszko.
Gościńce to hit
Prezes Polskiego Jadła nie ujawnia jeszcze wyników po trzech kwartałach (rok temu spółka miała 19,3 mln zł sprzedaży i 6,4 mln zł zysku netto).
— Nie jest to wynik z zeszłego roku, ale na tle branży wypada zadowalająco. Ważne, że w tym roku ponieśliśmy wydatki na inwestycje, które przyniosą owoce w 2010 r. — przewiduje Jan Kościuszko.
Dodaje, że w 2010 r. Polskie Jadło zmieni standardy rachunkowości na MSR. Z samego przeszacowania majątku spodziewa się więc dodatkowego zysku w wysokości około 90 mln zł.
Profil biznesowy GKPJ zakłada, że firma kupuje i wyposaża restauracje, a następnie sprzedaje je franczyzobiorcom, którzy potem płacą spółce stawkę zależną od obrotów.
— Borykaliśmy się i wciąż borykamy z trudną sytuacją na rynku kredytów. Dlatego franczyzobiorcom trudno uzbierać 3-6 mln zł na wykupienie od nas lokalu. W związku z tym wrócimy do sprawdzonego systemu budowy i zarządzania obiektami gotowymi, czerpiąc z nich 100 proc. zysku operacyjnego — zapowiada Jan Kościuszko.
Polskie Jadło prowadzi obecnie siedem restauracji typu premium — pod szyldem Polskie Jadło. Poza tym ma w portfelu 11 lokali w segmencie popularnym, czyli Pierogarni i Lanczowisk. Do tego dochodzą dwa Gościńce, czyli przydrożne karczmy.
— W segmencie premium nasze plany zakładają odejście od konceptu sieci i położenie nacisku na różnicowanie lokali między sobą. W segmencie popularnym będziemy stopniowo zastępować Lanczowiska Pierogarniami. Jeśli chodzi o Gościńce, to okazały się sukcesem i generują zysk już w ciągu dwóch miesięcy od uruchomienia. Planujemy więc budowę kolejnych czterech lokali tego typu — wylicza Jan Kościuszko.