Po czwartkowej sesji pozostał pewien niedosyt. Była bowiem duża szansa, że końcówka rozstrzygnie, w którą stronę rynek podąży w następnych dniach. Tymczasem żadna ze stron nie zdobyła przewagi. Można powiedzieć, że sesja zakończyła się remisem między kupującymi a sprzedającymi. Ci pierwsi byli zdecydowanie mocniejsi na początku notowań, indeks WIG20 wkrótce po otwarciu naruszył 1700 pkt. Potwierdziły się jednak obawy, że wskaźnik nie pójdzie wyżej jeśli na rynku nie zaangażuje się większy kapitał. Zastrzyku świeżej gotówki nie było, więc kupujących ogarnęło zniechęcenie i indeks zaczął opadać. Do tego jeszcze dołożyło się osłabienie wzrostu na zachodnioeuropejskich giełdach i jeszcze przed południem rynek musiał się bronić przed zejściem poniżej poziomu środowego zamknięcia.
W tej fazie sesji szala zaczęła się przechylać na stronę podaży, po dwóch godzinach względnej stabilizacji sprzedający ponowili próbę zepchnięcia rynku w dół. Minimum dzienne obroniło się jednak i przez końcowe 2,5 godz. notowań indeks podnosił swoją wartość. Na zamknięciu nie doszło jednak do decydującej bitwy, nie można więc mówić, by sesja zmieniła zasadniczo obraz rynku. Niemniej w obliczu słabego otwarcia sesji na Wall Street i niewielkich spadków w Europie Zachodniej, można powiedzieć, że warszawscy inwestorzy zachowali olimpijski spokój.
Bezpośrednia korelacja między ruchami indeksów giełd Eurolandu i naszego WIG20 znikła już w środę. W czwartek nasz rynek znów był mocniejszy niż parkiety zachodnie, ale trudno oczekiwać, by polskich inwestorów stać było na dłuższe podążanie wbrew europejskiemu trendowi. Wydaje się, że najbliższa przyszłość przyniesie stabilizację nieco poniżej poziomu 1707 pkt. Dobrą wiadomością jest wzrost obrotów towarzyszący 0,3-proc. zwyżce WIG20. Handel zamknął się kwotą około 300 mln zł, co jest wartością wyższą od środowej po wyłączeniu przedwczorajszych transakcji walorami Groclinu. Notowaniom największych spółek parkietu — TP, PKN Orlen, Pekao i Agory — towarzyszyło podobnej wartości zainteresowanie, po około 30-35 mln zł.
W końcówce wzrósł wolumen wymiany akcji TP, dzięki czemu handel podsumowano na ponad 50 mln zł. Kurs jednak stracił nieco, co potwierdza tezę, że TP studzi wzrost całego rynku. PKN Orlen będący w ostatnich dniach lokomotywą giełdy, w czwartek jechał na wstecznym biegu. Po ustanowieniu w środę rekordu notowań, następnego dnia inwestorzy płockiej rafinerii realizowali zyski. Ze strefy spadków po południu wykaraskały się KGHM i Kęty, kiepskiej passy nie zdołał natomiast przerwać Stalexport. Znów dobrze spisały się banki, podobnie jak w środę nieznacznie spadł tylko kurs BA CA.