
Potwierdzenie gołębiej postawy przez Fed i deklaracja utrzymania bliskich zera stóp procentowych do 2023 r. tylko na chwile uspokoiły inwestorów stwarzając okazję do nowych szczytów na indeksach. W czwartek jednak ponownie doszło do zdynamizowania zysków z obligacji, co znów obudziło obawy o inflację.
Inwestorzy zaczęli więc kolejny raz wycofywać się z tzw. akcji wzrostowych przenosząc środki do walorów spółek, w większości z tradycyjnych obszarów gospodarki, które mogą zyskać na oczekiwanym ożywieniu.
Jedną z najlepiej zachowujących się w czwartek branż była finansowa, wśród której dobry dzień stał się udziałem banków. Zwłaszcza tych, które w uwagi na mocne zaangażowanie w handel obligacjami czerpią profity z wzrostu rentowności. A ta w przypadku popularnych i benchmarkowych 10-latek podskoczyła w okolice 1,754 proc. umacniając się na 14-to miesięcznym szczycie. Wśród największych amerykańskich blue chipów szczególnie na plus prezentowały się udziału banków JPMorgan Chase i Goldman Sachs Group. Najmocniej w prestiżowej średniej przemysłowej Dow Jones drożały papiery UnitedHealth Group.
Całkowicie odmienne humory mieli posiadacze udziałów w koncernach energetyczno-paliwowych z Chevronem i Exxon Mobil na czele. Powodem ich relatywnie mocnej przeceny było tąpniecie notowań ropy. Surowiec zapikował aż o 7 proc. notując największy dzienny spadek od sierpnia ubiegłego roku.
Zdrożało za to złoto, ale zdaniem traderów, z uwagi na rosnące rentowności długu zwyżka kruszcu może być limitowana.
Silna podaż ponownie ujawniła się na udziałach spółek high-tech. O ponad 3 proc. zniżkowały kursy m.in. Apple i Amazona.
NA zamknięciu sesji indeks Dow Jones IA zniżkował o 0,46 proc. choć przez dłuższy czas jako jedyny z głównej trójki utrzymywał się na powierzchni. Wskaźnik szerokiego rynku S&P500 zniżkował o 1,48 proc. Z kolei wycena Nasdaq Composite zapikowała aż o 3,02 proc.