Repetycje uzupełniają braki inwestora

opublikowano: 10-05-2016, 22:00

Żeby się wzbogacić, nie trzeba wracać do czasów dziennika i wywiadówek, bo repetycja to też jedna z funkcji, które można mieć w zegarku.

Inwestycyjny zegarek może nawet nie wyglądać na swoją wartość, jeśli o jego rynkowym potencjale decyduje na przykład użytkowanie przez jakiegoś kontrowersyjnego władcę.

Kolekcjonerskie zegarki można rozpatrywać w inwestycyjnym wymiarze, pod warunkiem, że ich ilość w obiegu będzie mała. Cena wywoławcza XIX-wiecznego egzemplarza z grawerunkiem „Patek, Philippe & Cie” to 25 tys. zł.
Zobacz więcej

CZWARTY WYMIAR:

Kolekcjonerskie zegarki można rozpatrywać w inwestycyjnym wymiarze, pod warunkiem, że ich ilość w obiegu będzie mała. Cena wywoławcza XIX-wiecznego egzemplarza z grawerunkiem „Patek, Philippe & Cie” to 25 tys. zł. Ostoya

Przyniszczony pasek czy wyblakła tarcza nie podnoszą jednak wartości w przypadku, kiedy głównym czynnikiem nie jest proweniencja, ale chociażby ograniczona ilość w ramach jednej z najnowszych serii — wtedy nienaganny stan zachowania jest warunkiem bardzo istotnym, a o ewentualnych wadach działania nie ma mowy.

Zdarza się też, że zegarek nie działa wcale, nie ma żadnych przesłanek, że nosił go słynący z przepychu dyktator i — zamiast diamentów — jego kopertę zdobi prosty napis — a inwestorów i tak interesuje jako składnik aktywów, bo gotowi są licytować go od 25 tys. zł.

Ekscentryk tyka

Szwajcarski kieszonkowy zegarek, który z tą ceną wystawiony będzie na aukcję 14 maja, wykonany został z 18-karatowego złota pod koniec XIX w. W katalogowym opisie przedstawiony jest przede wszystkim jako zegarek z tzw. repetycją, ale czynnik, który decyduje o jego wartości w największym stopniu, to napis na zewnętrznej kopercie — „Wynaleźli i zrobili Patek, Philippe & Cie w Genewie”.

Samej repetycji nie da się natomiast od razu dostrzec, dlatego że polega na wybijaniu — w tym przypadku — godzin i kwadransów, za pomocą młoteczków uderzających o metalowy drut lub druty umieszczone w środku. Określenie środka zegarka nie jest przy tym specjalnie fachowe, bo inwestor aspirujący do roli konesera powinien odnosić się bardziej do mechanizmu i chroniącej go koperty, czyli jakby obudowy — ale mając na uwadze fakt, że poza repetycją, samych komplikacji tego mechanizmu może być ponad 30, warto na początku przyswoić terminy najbardziej niezbędne.

O wystawionym zegarku można jeszcze na tym podstawowym poziomie powiedzieć, że jego tarcza jest porcelanowa, cyfry godzin rzymskie, a sekundnik jest ekscentryczny, co nie oznacza w tym kontekście żadnego dziwactwa, tylko położenie na innej osi niż główne wskazówki. Żeby rozszyfrować, że oznaczenie nazwiskami Patek i Philippe może podnosić cenę, nie trzeba w dodatku dużego znawstwa, ale warto zwrócić uwagę, że już sama ilość wygrawerowanych wyrazów może orientacyjnie wskazywać okres powstania.

Raz Patek, raz Czapek

W 1839 r. genewska firma nazywała się Patek, Czapek & Cie, bo wraz z Antonim Patkiem założył ją zegarmistrz Franciszek Czapek, żeby produkować zegarki kieszonkowe, ozdobione miniaturami i patriotycznymi napisami. W latach 40. Franciszek Czapek opuścił warsztat, który przemianowano na Patek & Cie, a w latach 50. do nazwy włączono współpracującego z firmą Adriena Philippe’a, francuskiego zegarmistrza, dzięki któremu skończono z nakręcaniem czasomierza przy użyciu kluczyka. Wiedząc, że następnej zmiany w logo dokonano dopiero w 1901 r., można stwierdzić, że widoczna w warszawskim katalogu sygnatura Patek Philippe & Cie musiała powstać po 1851 r.

— Nazwiska Patek i Philippe wiążą się dla kolekcjonerów z najwyższą wartością, ale na rynku zainteresowanie wzbudzają też zegarki, które wykonał Czapek — poprzednio za około 5 tys. zł sprzedaliśmy mały damski zegarek wisiorkowy z malarską emalią z widokiem szwajcarskiego miasta, a także zegarek z wizerunkiem Tadeusza Kościuszki, którego cena wyniosła 16 tys. zł — komentuje Roman Przesmycki, prezes domu aukcyjnego Ostoya, w którym odbędzie się sobotnia aukcja.

Zestawiając te wyniki z tymi sprzed roku z Sotheby’s, można przy tym dojść do wniosku, że jako rozpoczęcie kolekcji może wystarczyć któryś z mniej skomplikowanych wyrobów Patka i Philippe’a, bo jeden z egzemplarzy wytworzonych przez firmę kilka lat temu kosztował 586 tys. CHF (2,3 mln zł), a w jego opisie aż roiło się od ciągów liczb i określeń trudniejszych od repetycji, za jakie bez wątpienia uchodzi chociażby tourbillon.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy