Republikanie odebrali Demokratom w stanach południowych kilka miejsc w Senacie USA i zapewnili sobie utrzymanie przewagi w tej izbie.
Choć kilka pojedynków jest jeszcze nierozstrzygniętych, Republikanie mogą być pewni, że w nowym 100-osobowym Senacie, który zbierze się 3 stycznia, będą mieli co najmniej 52 miejsca, o jedno więcej niż dotychczas.
O utrzymanie się w Senacie walczy w Południowej Dakocie przywódca demokratycznej mniejszości w tej izbie, Tom Daschle. Kandydaci Republikanów odebrali Demokratom cztery miejsca w stanach południowych - Georgii, Karolinie Północnej, Karolinie Północnej i w Luizjanie.
Demokraci mogą się pocieszać tym, że w Illinois ich kandydat, Barack Obama, wyraźnie pokonał swego rywala i zdobył mandat senatorski sprawowany dotychczas przez przedstawiciela Republikanów.
Obama, syn Kenijczyka i Amerykanki, zrobił w ciągu ostatnich kilku miesięcy błyskotliwą karierę polityczną i był jedną z gwiazd lipcowej przedwyborczej konwencji Demokratów w Bostonie.
W dotychczasowym Senacie zasiada 51 Republikanów, 48 Demokratów i jeden senator niezależny, głosujący zwykle z Demokratami.
Kadencja senatora trwa sześć lat. Co dwa lata przy okazji wyborów do Izby Reprezentantów, gdzie kadencja jest dwuletnia, Amerykanie wybierają jedną trzecią składu Senatu. W tym roku wybierano 34 senatorów. Walka toczyła się o 19 mandatów, które należały do Demokratów, i 15 republikańskich