Ministerstwo Gospodarki woli dmuchać na zimne. Resort przygotowuje awaryjny wariant ratowania żerańskiego Daewoo na wypadek, gdyby z wejścia MG Rover wyszły nici. Zakłada on m.in. stworzenie nowej marki samochodu, opartej na częściach Lanosa.
Prace nad uratowaniem warszawskiego producenta aut osobowych Daewoo-FSO przypominają stąpanie po kruchym lodzie. Nie wiadomo, czy powiedzie się wariant utworzenia wydzielonej spółki New Small Company i wprowadzenia do niej brytyjskiego Rovera. Dlatego polska strona musi mieć przygotowany wariant awaryjny. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, o takim alternatywnym planie myśli już Ministerstwo Gospodarki.
— Chcemy, aby w Daewoo-FSO można było za kilka lat produkować nowy samochód na bazie płyty podłogowej — powiedzmy Lanosa. Silnik mógłby dostarczać Rover, a zamówienie restylingu u włoskiego projektanta Pininfariny to wydatek rzędu jedynie 200 tys. GBP (1,2 mln zł). Samochód mógłby być sprzedawany pod nową marką — mówi osoba zbliżona do negocjacji w sprawie powołania NSC i poszukiwania inwestora.
Restyling oznacza drobne modyfikacje w wyglądzie zewnętrznym auta.
Czasu pozostało niewiele. Polska ma prawo do produkcji Matizów i Lanosów na Żeraniu tylko przez dwa lata. Jedynie przez trzy może je sprzedawać.
— Tak zadecydował nowy partner koreańskiego Daewoo Motor — amerykański koncern General Motors. Strona polska próbuje obecnie ustalić, kto ma prawa intelektualne do aut produkowanych przez FSO. Amerykanie przekonują, że prawa te będzie mieć nowa spółka utworzona przez koreańskie Daewoo i GM. Nie wykluczają jednak możliwości udzielenia zgody, aby produkcję w Warszawie nowego samochodu oprzeć na wykorzystaniu elementów Lanosa. Będzie to przedmiotem dalszych negocjacji — dodaje nasz rozmówca.
Jego zdaniem, plany zakładają co prawda, że na Żeraniu będzie produkowany Rover z serii 25 i 45, ale niezbyt długo.
— Te auta są już jakiś czas obecne na rynku i ich produkcja dłużej niż trzy lata nie ma sensu — podkreśla.
Szukanie wariantów zastępczych dla Daewoo-FSO jest prowadzone w cieniu toczących się negocjacji z MG Rover. Brytyjczycy zasugerowali, że widzą możliwość uzyskania pieniędzy na inwestycje na Żeraniu w ramach tzw. offsetu. Związany jest on z toczącym się przetargiem na dostawę 48 samolotów wielozadaniowych dla polskiego wojska.
— Rover twierdzi, że gdyby Polska zdecydowała się na brytyjskie samoloty, to jest duża szansa, że BAE Systems wejdzie z finansowaniem. Wtedy nie byłoby problemów z kredytami — mówił Maciej Leśny, wiceminister gospodarki.
W biznesplanie przedstawionym Ministerstwu Gospodarki pod koniec lipca Brytyjczycy wykazują, że na inwestycje w Daewoo-FSO potrzeba 380 mln USD (1,5 mld zł) plus dodatkowo 150 mln USD (600 mln zł) przeznaczonych na rezerwy.
— Resort uważa, że na inwestycje wystarczyłoby 150 mln USD (600 mln zł) — przekonuje źródło zbliżone do fabryki.
Nieoficjalnie wiadomo również, że docelowo Rover miałby produkować na Żeraniu 80 tys. aut rocznie.
Problem jednak polega na tym, co stanie się w sytuacji, gdy polski rząd nie wybierze Gripena, tylko np. F 16. Wówczas może się okazać, że Rover zostanie pozbawiony finansowania, Żerań nie zobaczy brytyjskich aut, i plan awaryjny resortu będzie jak znalazł. Jeżeli oczywiście GM da zgodę na wykorzystanie płyty podłogowej Lanosa...
Sytuacja żerańskiego producenta samochodów jest nie do pozazdroszczenia. Jego zadłużenie przekracza 4 mld zł. Do końca lipca sprzedaż aut koreańskiej marki spadła o 58 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2001 r.