Resort gospodarki miesza w paliwach

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2013-08-12 00:00

Ustalanie przez ministra wysokości tzw. opłaty zapasowej byłoby niezgodne z konstytucją — ostrzega Rada Legislacyjna przy premierze. Zastrzeżenia mają też koncerny paliwowe

Janusz Piechociński, minister gospodarki, ma nie lada problem. Prawnicy premiera zakwestionowali główny element nowego systemu obowiązkowych rezerw ropy naftowej i paliw — opłatę zapasową. Projekt Ministerstwa Gospodarki (MG) zakłada, że będzie płacona przez firmy paliwowe na utrzymywanie rezerw przez państwo. Jej wysokość miałby określać samodzielnie minister gospodarki. Zdaniem prawników premiera, nie ma do tego prawa.

None
None

— Mamy tu do czynienia z klasyczną daniną publiczną, czyli podatkiem. Projekt daje ministrowi gospodarki możliwość precyzowania stawki opłaty zapasowej w drodze nienazwanego aktu prawnego. Konstytucja wymaga, aby elementy konstrukcyjne daniny publicznej były w całości uregulowane w ustawie — podkreśla dr hab. Elżbieta Kornberger-Sokołowska, autorka opinii Rady Legislacyjnej (RL). Co na to minister gospodarki?

— Trwa analiza opinii Rady Legislacyjnej pod kątem możliwości wprowadzenia poprawek do projektu. Ponieważ opinia odnosiła się do kilku kluczowych elementów regulowanych w projekcie, na obecnym etapie za wcześnie jest, aby odnieść się do sposobu ich uwzględnienia — odpowiada biuro prasowe MG.

Krok za daleko

Branża paliwowa od dawna czeka na projekt, który ma odciążyć producentów, handlowców i importerów od konieczności fizycznego utrzymywania dużych zapasów surowca. Obecnie firmy muszą na własny koszt utrzymywać zapasy równoważne 76 dniom średniej dziennej produkcji lub importu. A to kosztuje. Kontrolowana przez państwo Agencja Rezerw Materiałowych (ARM) utrzymuje tylko 14-dniowy wolumen i dostaje na to dotacje z budżetu państwa. Od października 2012 r. toczą się prace nad rządowym projektem, który zakłada stopniowe zdejmowanie z koncernów tego uciążliwego obowiązku (na początek o 10 proc. mniejsze zapasy, docelowo — o 30 proc.). W zamian płaciłyby co miesiąc tzw. opłatę zapasową na konto Funduszu Zapasów Agencyjnych, usytuowanegoprzy ARM. Resort gospodarki szacuje, że do 2017 r. wartość składowanych paliw zmniejszy się o 4,5 mld zł. Dzięki 10-procentowemu ich ograniczeniu firmy mają oszczędzić 1,5 mld zł. Jednak minister gospodarki chciałby sam określać wysokość opłaty zapasowej (raz na kwartał). Opinia RL wywraca do góry nogami plany resortu gospodarki.

— Projekt nie precyzuje formy, w której ustala się wysokość opłaty zapasowej, a która posiada niemal wszystkie cechy podatku. Standardem konstytucyjnym jest wyłączność ustawowa w sprawach danin publicznych. Projektodawca nie powinien ukrywać rzeczywistego podatkowego charakteru tego świadczenia. Precyzowanie wysokości opłaty zapasowej np. w rozporządzeniu mogłoby zostać zakwestionowane przed Trybunałem Konstytucyjnym — ostrzega Elżbieta Kornberger-Sokołowska. To oznacza, że o wysokości opłaty- -podatku paliwowego decydować powinien parlament.

Mieć oko na fundusz

W trakcie prac nad projektem okazało się, że opłata zapasowa wzbudza też pewne obawy branży.

— Z projektu nie można wywieść, jaki będzie faktyczny wymiar opłaty zapasowej. Przedstawiony wzór nie pozwala na jednoznaczne określenie, jakie części składowe będą uwzględniane przy jej wyliczeniu — zaznaczył w swojej opinii Piotr Szpakowski, dyrektor Biura Zarządzania Ryzykiem Regulacyjnym PKN Orlen. Podobne zastrzeżenia ma również Bogdan Kucharski, dyrektor generalny BP Polska.

— Negatywnie należy ocenić brak przejrzystych kryteriów, na podstawie których ustalana będzie stawka opłaty zapasowej — zauważa Bogdan Kucharski. Piotr Szpakowski twierdzi ponadto, że skoro opłaty będą ponosić przedsiębiorcy, powinni mieć prawo do realnego nadzoru nad funduszem. Tego samego oczekuje Adam Loewe, dyrektor Biura Relacji Międzynarodowych Lotosu.

— W ustawie powinien być zapisany mechanizm umożliwiający kontrolę przez podmioty finansujące system — czy to w postaci opiniowania przez nie, czy zatwierdzania opłaty zapasowej — podkreśla Adam Loewe.

Resort gospodarki godzi się na utworzenie rady konsultacyjnej, w której skład wchodzić mają przedstawiciele branży. Jednak nie chce być związany jej opiniami. Ustawa jest mocno spóźniona. Miała wejść w życie 1 stycznia 2013 r. MG pracuje już nad czwartą wersją projektu.