Ministerstwo zdrowia postanowiło się dowiedzieć, ile rzeczywiście zarabiają lekarze. Resort rozesłał stosowną ankietę i wnioski z niej są iście wstrząsające. Wprawdzie są pewne prawidłowości: w szpitalach klinicznych płaci się lepiej niż w powiatowych, a pensje zależą też od tego, ile godzin dany lekarz przepracuje. Wiceminister zdrowia przyznaje jednak, że „nie ma żadnej logiki w tym, jak się w szpitalach płaci”. To odkrywcza teza i można ją z powodzeniem odnieść do całego systemu opieki zdrowotnej.
Zarobki lekarzy zależą w znacznej mierze od determinacji związków zawodowych z jednej strony i asertywności dyrekcji placówek medycznych z drugiej. W tym kontekście trudno być zaskoczonym następną konstatacją — że największe podwyżki przyznawały najbardziej zadłużone szpitale. Może tu tkwi jeden z sekretów ich zadłużenia.
Resort zdrowia nie może i nie powinien ustalać lekarskich płac. Może jednak wyniki tej ankiety będą dla ministerstwa kolejnym impulsem do wpuszczenia do systemu ochrony zdrowia nieco mechanizmów rynkowych. Bo trudno polemizować z tezą, że lekarze, ogólnie rzecz biorąc, zarabiają za mało. Ale można już by było podyskutować, czy wszędzie i czy wszyscy. Stworzenie systemu, który premiowałby najlepszych to trudniejsze niż danie wszystkim po równo 10 proc. podwyżki. Ale po to chyba to ministerstwo istnieje.
Adam Sofuł