Energetyczna PGE naraziła się rządowi sprawą Opola, a gazowe PGNiG — sprawą drugiej nitki gazociągu jamalskiego. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. W weekend do PGE trafił wniosek od Ministerstwa Skarbu Państwa, kontrolującego spółkę, o umieszczenie w porządku obrad na walnym uchwały o zmianach w statucie. Zwiększą one uprawnienia kontrolne skarbu nad spółką. Paweł Tamborki, wiceminister skarbu, zapowiedział, że podobnego wniosku można spodziewać się również w przypadku PGNiG.
— Propozycje zmian w statucie wyglądają na zamiar ukarania spółki za odstąpienie od realizacji projektu w Opolu. Nie wydaje się, aby towarzyszyła im głęboka refleksja nad stanem ładu korporacyjnego w PGE. Decydujący jest raczej kontekst. Czyli fakt, że spółka podjęła decyzję, która nie spodobała się ministrowi skarbu. Publiczne negatywne komentarze wygłosił też kilkakrotnie premier — mówi Raimondo Eggink, doradca inwestycyjny i zawodowy członek rad nadzorczych. Po oczach biją bowiem zwłaszcza dwie propozycje statutowe. Pierwsza zakłada, że rada nadzorcza będzie musiała wyrazić zgodę na to, jak reprezentant spółki matki będzie głosował na walnych zgromadzeniach spółek zależnych.
Warto tu przypomnieć, że obie sprawy — Opola i memorandum gazowego — rozgrywały się właśnie na poziomie spółek zależnych PGE i PGNiG. Druga propozycja wskazuje, że zarząd będzie miał obowiązek informowania rady o przedsięwzięciach i projektach inwestycyjnych, niezależnie od stopnia ich zaawansowania. Zdaniem Raimonda Egginka — obie propozycje to nacisk.
— Statutowy nakaz informowania rady o zamiarze głosowania w określony sposób na zgromadzeniach spółek zależnych albo informowania o wszystkich planowanych inwestycjach uważam za pewną formę nacisku. Niekoniecznie efektywną. To bicie młotem bez trafiania w gwóźdź — uważa Raimondo Eggink. Widzi tu ryzyko, że rada pogrąży się w formalnościach dotyczących np. udzielania absolutorium władzom spółek zależnych, a niedostatecznie przyjrzy się kluczowym inwestycjom w grupie kapitałowej. — Generalnie, zakładając dobre relacje między zarządem a radą, to rada powinna określać, jakich informacji oczekuje od zarządu. I nie trzeba do tego zapisów w statucie — mówi Raimondo Eggink.
Z dystansem do planowanych zmian podchodzi natomiasto Ewa Radkowska- -Świętoń, wiceprezes ING PTE.
— Nie robiłabym wokół tego wielkiego szumu. Rada ma prawo sprawować kontrolę, ponosi za to odpowiedzialność. Oczywiście można się zastanawiać nad tym, jak głęboko powinna sięgać ta kontrola, ale to już zależy od niej samej — uważa Ewa Radkowska-Świętoń. Jako przedstawicielka instytucji finansowej i zarazem mniejszościowego akcjonariusza nie widzi więc zagrożeń w zmianach statutu. — Dla nas istotne są tylko próby ograniczania praw akcjonariuszy mniejszościowych albo próby cedowania kompetencji rady nadzorczej na walne. Wtedy protestujemy, tymczasem umacnianie nadzoru w spółce jest dla nas do przyjęcia — podkreśla Ewa Radkowska-Świętoń.
Dwie zadry
Projekt zmian w statucie wynika z tego, że skarb państwa sparzył się ostatnio na dwóch projektach. Pierwszy to projekt budowy za 11 mld zł elektrowni węglowej w Opolu przez PGE. Po wielomiesięcznej zwłoce spółka uznała go za nierentowny i postanowiła go nie realizować. Rząd zareagował gwałtownie, bo uznał Opole za kluczowy element zapewniający stabilność krajowego systemu energetycznego. Gwałtowniej było w PGNiG — tam polała się krew. Za niedostateczne informowanie rządu o planowanym podpisaniu memorandum dotyczącym drugiej nitki gazociągu jamalskiego stanowisko straciła i prezes Grażyna Piotrowska-Oliwa, i minister skarbu Mikołaj Budzanowski.