Robert Korzeniowski idzie po złoto w polisach

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2012-12-04 00:00

Medalista olimpijski rozpoczyna karierę w ubezpieczeniach. Będzie przekonywał sportowców do kupowania polis

Gwiazdy światowego sportu są jednymi z najlepszych klientów firm ubezpieczeniowych. Ich klub lub oni sami wykupują polisy, które mają im zapewnić dostatnie życie w przypadku groźnej kontuzji czy kalectwa.

Odszkodowania, które wchodzą w grę, są astronomiczne. Rekordzistą jest piłkarz i gwiazda popkultury — David Beckham. Ubezpieczył on samego siebie na 150 mln EUR. Inna ikona współczesnego futbolu — Cristiano Ronaldo — wyceniła w polisie obie nogi na 100 mln EUR. Wartość kciuków kierowcy Formuły 1 — Fernando Alonso — to 10 mln EUR. Natomiast na 2 mln EUR zostały przez ubezpieczycieli wycenione piersi Anny Kurnikowej (cała jej polisa opiewa na skromne 16 mln EUR).

Na tym tle polski sport i rodzima branża ubezpieczeniowa prezentują się bardzo blado. Żaden z naszych sportowców występujących w kraju nie pochwalił się dotychczas rekordową polisą. Bo nie ma czym. Tajemnicą poliszynela jest to, że o takich ubezpieczeniach w polskim sporcie — choć są one prawnie obowiązkowe — mało kto poważnie myśli.

— Polscy zawodnicy nie kupują ubezpieczeń, a w klubowych budżetach są one jedną z ostatnich pozycji — mówi Wiesław Chemicz, prezes firmy brokerskiej CA Sport Broker, specjalizującej się w ubezpieczaniu sportu zawodowego. Boleśnie o tym na własnej skórze przekonał się nasz koszykarz Marcin Gortat, który chciał zagrać w polskiej reprezentacji na wrześniowych mistrzostwach Starego Kontynentu.

Na przeszkodzie stanęła właśnie polisa. Żadne z towarzystw nie chciało wziąć na siebie ryzyka wypłaty 22 mln USD w przypadku kontuzji sportowca. Wystarczającą zachętą nie była nawet kwota 1 mln zł, który związek koszykarski chciał zapłacić za ubezpieczenie.

Sport mało bezpieczny

Tę dramatyczną sytuację chce zmienić wielokrotny medalista olimpijski w chodzie — Robert Korzeniowski. Szansę na to daje mu firma Mentor, broker ubezpieczeniowy z Torunia. Został w niej dyrektorem specjalnie powołanej komórki, która zajmie się sprzedażą polis dla sportu zawodowego. Mimo że na razie broker nie może pochwalić się spektakularnymi przykładami polis sportowych, mocno wierzy w przyszłość tego biznesu.

— Zatrudniliśmy Roberta Korzeniowskiego, bo chcemy mocno zaistnieć w tym segmencie rynku ubezpieczeniowego — twierdzi Sławomir Kuffel, wiceprezes Mentora.

— W Polsce na razie nie ma spektakularnych przykładów ubezpieczenia łokcia tenisisty czy nadgarstka koszykarza na kwotę kilku milionów złotych. Nie oznacza to, że ubezpieczenia w sporcie się nie zdarzają. Ten segment rozwija się i jest bardzo obiecujący — mówi Robert Korzeniowski, dyrektor ds. ubezpieczeń rynku sportu w Mentorze.

Jego zdaniem, sport staje się coraz bardziej uporządkowany, dzięki czemu rośnie zainteresowanie sportowców, klubów czy związków zakupem polis. Ponadto ustawa o sporcie kwalifikowanym nakłada na kluby lub związki sportowe obowiązek ubezpieczenia zawodników w zakresie nieszczęśliwych wypadków, jeśli występują w zawodach sportowych. Takie polisy muszą zabezpieczać zarówno trenujące regularnie dzieci i młodzież, jak i reprezentantów Polski.

— Należy także pamiętać o tym, że profesjonalizują się rozgrywki ligowe, a kluby funkcjonują w formule spółek akcyjnych. To wszystko powoduje, że liczy się biznesowa strona sportu, a w niej nie sposób nie doceniać roli ubezpieczenia — podkreśla Robert Korzeniowski.

Zadanie na lata

Reszta rynku ubezpieczeniowego patrzy na te ambitne plany byłego chodziarza znacznie mniej optymistycznie. Wiesław Chemicz podkreśla, że przed polskim rynkiem bardzo długo droga, by sprzedaż polis dla sportu zawodowego zrównała się z poziomem Europy Zachodniej czy USA. Sukcesu nie da się odnieść w ciągu jednego roku. To zadanie na lata, którego na pewno nie ułatwi spowolnienie gospodarcze, odciskające piętno na przychodach polskich klubów.

— Zachodnie kluby przeznaczają na ubezpieczenia sportowców nawet 3,5 proc. budżetu. W Polsce są to promile — twierdzi szef CA Sport Broker.

— Ubezpieczenia sportowe w Polsce są na etapie rozwoju. Wszystko zależy od zasobności portfela związków i klubów sportowych — dodaje Michał Witkowski, rzecznik PZU.

Według niego, powszechne są polisy na warunkach podstawowych (np. śmierć, trwały uszczerbek na zdrowiu) z niskimi sumami ubezpieczenia. Jednak już bogatsze kluby kładą większy nacisk na ubezpieczenie zawodników. Korzystają z polis z wyższymi sumami, a ich zakres jest rozszerzany o np. zwrot kosztów leczenia sportowców czy odszkodowania za utratę zdolności do uprawiania sportu na skutek kontuzji. Michał Witkowski zastrzega jednak, że wielu świadczeń nie można kupić w Polsce. W razie potrzeby są kupowane za granicą, na przykład w Londynie.