Roboczy szyk

Adrian Chimiak
24-07-2006, 00:00

Coraz więcej pracodawców troszczy się o przepisy BHP. Nie opłaca się płacić odszkodowań, tracić energii i dobrego imienia w procesach sądowych.

Niemal w środku pola, przy dawnej kurzej fermie, wyrósł nowoczesny budynek ze szkła i aluminium. To siedziba przedsiębiorstwa zajmującego się kompleksowym zaopatrywaniem firm w artykuły BHP, odzież zawodową i środki ochrony indywidualnej.

— Dwa miesiące temu otrzymaliśmy tytuł Mister Architektury Województwa Opolskiego. Zajęliśmy drugie miejsce — z dumą pokazuje wnętrza Zbigniew Panek, współwłaściciel Robopolu.

Swoje pierwsze przedsiębiorstwo prowadził w niewielkim pomieszczeniu w Opolu. Zajmował się turystyką, miał wiernych klientów. Ale konkurencja gigantów turystycznych zaczęła ich przejmować. Zadecydował przypadek. Dziesięć lat temu kupił w Opolu mieszkanie. Sąsiadem okazał się dawny przyjaciel ze studiów, Janusz Fuk. Jego firma, zajmująca się dystrybucją odzieży roboczej, chyliła się ku upadkowi, a Panek miał wolny kapitał. Postanowili działać razem i w styczniu 1997 r. założyli Robopol. Wiedza Fuka o rynku okazała się bezcenna.

Wyprzedzamy potrzeby

— To już dziesiąty rok, a my ani razu nie odnotowaliśmy spadku obrotów. Ostatnio zauważyliśmy, że sporym powodzeniem cieszy się doradztwo. Przeprowadzamy audyt, stwierdzamy, jakie są zagrożenia i w przedstawionym raporcie sugerujemy zabezpieczenia — mówi współwłaściciel Robopolu.

Sukces firmy tłumaczy położeniem geograficznym (uprzemysłowiona część kraju, spory popyt na BHP), partnerskimi stosunkami z pracownikami (cztery wyróżnienia Firma Fair Play) i wyprzedzaniem zapotrzebowań rynku.

— Przewidzieliśmy wzmożony popyt na nasze artykuły w okręgu śląskim i w Małopolsce. W Krakowie w 1998 r. otworzyliśmy pierwszy oddział. Trzy lata później były Gliwice, a przed rokiem Warszawa — wylicza Zbigniew Panek.

Odbiorcami są głównie podmioty gospodarcze (95 proc.) — od sklepów spożywczych, do kopalń i hut. Przedsiębiorstwo nie prowadzi własnej produkcji, lecz przy niektórych zamówieniach odzieży roboczej zleca prace współpracującej szwalni. W 2000 r. firma chciała nawiązać kontakty z producentami azjatyckimi, lecz podczas rozmów z właścicielami europejskich firm zajmujących się sprzedażą artykułów BHP okazało się, że do Europy trafiają kontenery pełne niedoróbek.

— Wybraliśmy inną drogę. Sprowadzamy z Azji odzież wysokiej jakości. Tam są zakłady wykorzystujące nowoczesną technologię, nadzorują je eksperci z Europy i one potrafią utrzymać jakość na niezmiennym poziomie. Ale wspomagają nas importerzy: irlandzki i brytyjski — przekonuje Panek.

Być w porządku

Kolejnym krokiem było wprowadzenie sprzedaży przez internet.

— Preferuję kontakty osobiste. Jednak drobna sprzedaż i rozeznanie klientów jest możliwe właśnie dzięki naszemu sklepowi internetowemu. Prawdopodobnie konsekwencją zaistnienia w sieci jest właśnie przygotowywany nasz pierwszy kontrakt z Algierią, chodzi o zabezpieczenia przed ptasią grypą — mówi przedsiębiorca.

Od niedawna firma zaczęła wchodzić na rynki zewnętrzne i unijne. Zdobywa certyfikaty pozwalające zaopatrywać służby mundurowe (jest zweryfikowana przez Centralną Agencję Rezerw Materiałowych).

— Przyszłość widzę w partnerstwie z dużymi firmami, które zlecają nam dbanie o wyposażenie i monitorowanie niezbędnej wymiany środków ochrony pracowniczej — przewiduje Panek.

Przykładem takiej współpracy jest umowa z firmą Kampak (producent opakowań). Specjalny program komputerowy nadzoruje terminy wymiany i zakupów artykułów BHP i informuje, jakie środki finansowe Kampak musi zagwarantować w danym okresie.

— Coraz więcej pracodawców rozumie potrzebę wyposażenia pracowników we wszelkie zabezpieczenia. To wynika ze świadomości, ale też nie opłaca się płacić odszkodowań, tracić energii i dobrego imienia w procesach sądowych — twierdzi przedsiębiorca.

W biznesie i w życiu unika sytuacji dwuznacznych moralnie.

— Zbyt wiele widziałem firm zajączków, zakładanych tylko po to, by naciągnąć innych. Ich właściciele nie mogą teraz chodzić po górach. A dla mnie turystyka to prawdziwa pasja. Ciągle jeszcze z synem pokonujemy górskie trasy po 30 km. Gdyby mi ktoś zabrał góry, zabrałby mi świat — uśmiecha się Zbigniew Panek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Roboczy szyk