Znaną dziecięcą zabawą jest pytanie, dlaczego właśnie urodziłem się tu i teraz. Jak wiadomo, odpowiedzią na te wątpliwości jest nieśmiertelna sentencja, że czego nie można zmienić, to należy polubić. Obciążeniem utrudniającym proces „polubienia” jest to, że otaczają nas piramidy „obcych” sensów pozostawionych przez inne czasy, ludzi, wydarzenia. Wchodzimy w nie w jak nie swoje buty, od których czasami pojawiają się haluksy. Tak właśnie dzieje się z miastem.
Przeszłość żyje tu w sposób murowany, a czasami nawet betonowy. W budynkach, urbanistyce, żyje też w ludziach i ich historiach — nie zawsze chwalebnych. Struktura tego bytu jest dosyć twarda i do bólu konkretna, więc raczej głową tego muru nie przebijesz.
Czy chcemy czy nie chcemy, u nas z każdego kąta wystaje modernizm. Patrzy na nas swymi wielkimi przeszkleniami, kanciastymi formami. Nie jest to przypadek i wypływa bezpośrednio ze źrodeł tego stylu. Modernizm zwrócił się przeciwko ornamentowi. Jego hasłem przewodnim stała się prawda konstrukcji i logika matematycznego piękna. „Użyteczność jest podstawowym prawem estetyki” — twierdził Bruno Taut w 1929 roku. „Mniej znaczy więcej” — głosiło hasło Bauhausu. Urbaniści marzyli o słońcu, przestrzeni i zieleni. Stąd zimne, puste, jasne wnętrza, kanciaste bryły czy surowy beton na ścianie.
Współczesnym deweloperom często przychodzi do głowy, żeby świetnie położone działki pod takimi obiektami wykorzystać bardziej „współcześnie”. Czytaj — burzyć i budować od nowa. Nie jest to tylko polski problem. Na całym świecie trwa dyskusja na temat wartości modernizmu. Hala targowa we Frankfurcie, lotnisko JFK w Nowym Jorku, dom Melnikowa w Moskwie — to obiekty, o które toczą się regularne bitwy. U nas też nie brakuje sporów — dworzec w Katowicach, poznański Okrąglak, warszawskie Centralny Dom Towarowy, Supersam, dom handlowy Chemia itd. Nie we wszystkich tych przypadkach uratowano stare obiekty. Na szczęście w sukurs konserwatorom i architektom przychodzi współczesna moda na lofty oraz biura i powierzchnie handlowe z duszą. A więc także rachunek ekonomiczny podpowiada modernizację.
W każdym razie w takich sytuacjach zawsze warto pamiętać nudną, starą prawdę. Modernizm to nasze dziedzictwo. Rodziców się nie wybiera.
Krzysztof Sołoducha
www.sztuka-architektury.pl