Rodzina singlem silna

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2010-01-07 00:00

Single mogą wprowadzić się do "Rodziny na swoim" od 1 lipca. Decyzja w tej sprawie zapadnie jutro.

Michał Boni zdecyduje, czy rządowy program dopłat do kredytów mieszkaniowych obejmie osoby samotne

Single mogą wprowadzić się do "Rodziny na swoim" od 1 lipca. Decyzja w tej sprawie zapadnie jutro.

W PRL kawalerzy i panny płacili specjalny podatek zwany bykowym. III RP nie tylko nie ściga nieżonatych, ale skłonna jest dopłacić im do mieszkań. Jutro zbiera się zespół rządowych doradców, kierowany przez Michała Boniego, który ma zdecydować, czy do rządowego programu dopłat do kredytów mieszkaniowych "Rodzina na swoim" włączyć singli, osoby będące w nieformalnych związkach, czyli jednoosobowe gospodarstwa domowe.

Werdykt wcale nie jest oczywisty. Dyskusje o dopłatach dla osób samotnych toczą się od pół roku, a pomysł wspierania singli ma zwolenników i przeciwników. Program został przecież pomyślany za rządów PiS jako element polityki prorodzinnej. Kryzys pokazał jednak, że oprócz funkcji społecznej "Rodzina na swoim" odgrywa niezwykle ważną rolę stymulatora popytu na rynku nieruchomości. W pierwszej połowie ubiegłego roku, kiedy banki bardzo mocno ograniczyły sprzedaż kredytów hipotecznych, to właśnie dopłaty z budżetu podtrzymywały słabnący popyt na mieszkania.

Rodzina nie ucierpi

Piotr Styczeń, wiceminister infrastruktury, który program pilotuje od samego początku uważa, że powinni znaleźć się w nim również single. "Rodzina na swoim" nie poniesie uszczerbku, a zyska gospodarka.

— Program można zmodyfikować z prorodzinnego na proinwestycyjny. Uważam, że nie ma sprzeczności między celami społecznymi a prorozwojowymi — wyjaśnia minister Styczeń.

Singel nie będzie konkurował z rodziną o dopłaty. W budżecie nie ma sztywno zarezerwowanej kwoty na rządowy program i wielkość finansowania zależy od popytu. Dopłaty miesięcznie otrzymuje około 3 tys. rodzin.

Piotr Styczeń mówi, że ważne, by nie naruszyć równowagi. I to może być jednym z argumentów przy podejmowaniu decyzji w sprawie singli, którzy popyt na mieszkania z pewnością zwiększą. Minister Styczeń uważa jednak, że można temu zaradzić.

— Należy dokładnie określić warunki dla singli, czyli objąć programem mieszkania o powierzchni do 50 mkw., a dopłatami 30-40 mkw. i wyłącznie na pierwsze mieszkanie. Wydatki budżetowe wzrosną, ale nie zmieni się rodzinny charakter popytu na mieszkania — tłumaczy Piotr Styczeń.

W tym roku na "Rodzinę na swoim" rząd chce wydać około 275 mln zł. Jeśli uda się osiągnąć podobny lewar kredytowy jak w 2009 r., na rynek hipoteczny trafi kilka miliardów złotych. A wtedy wartość udzielonych kredytów z dopłatami wyniosła 5,4 mld zł. Od początku istnienia programu, czyli od 2007 r. — ponad 6 mld zł.

Domy pod program

Oprócz wprowadzenia singli do "Rodziny na swoim" nie ma planów dalszych zmian w programie. Jesienią ubiegłego roku pojawiły się zapowiedzi, że zostanie on ograniczony do rynku pierwotnego. Minister Styczeń wyjaśnia jednak, że obawiano się pogłębiania się kryzysu, co wymagałoby ratowania rynku nieruchomości. Na razie zapaści nie ma. Ostateczna decyzja należy jednak do ministra finansów, który może uznać, że nakręcając za pomocą programu obroty firm deweloperskich, zwiększy tym przychody budżetu i wtedy wsparcie zostanie ograniczone do zakupów nowych mieszkań.

Obecnie zdecydowana wię-kszość transakcji odbywa się na rynku wtórnym. W 2009 r. było ich 61 proc., a w 2008 r., kiedy ceny nowych mieszkań były wyższe, aż 91 proc. Na programie korzystają jednak również deweloperzy, choć Jarosław Szanajca, prezes Dom Development, przestrzega, żeby nie przeceniać znaczenia "Rodziny na swoim".

— Dzięki kredytom z dopłatami sprzedajemy nie więcej niż 15-20 proc. mieszkań. Program nie jest jakimś zbawieniem dla rynku, ale działa i wielu osobom pomaga kupić mieszkanie — mówi szef Dom Development.

Wojciech Ciurzyński, prezes Polnordu, "Rodzinę na swoim" podsumowuje krótko: strzał w dziesiątkę.

— Na kredyt preferencyjny sprzedaliśmy wszystkie posiadane mieszkania, które spełniały warunki programu. Z 600 mieszkań 150 kupiono dzięki "Rodzinie na swoim". W tym roku będzie ich więcej, ponieważ teraz projektujemy mieszkania pod program — mówi Wojciech Ciurzyński.

Eugeniusz

Twaróg