Rok 2000 przełomowy dla branży cukierniczej

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2000-02-09 00:00

Rok 2000 przełomowy dla branży cukierniczej

Zdaniem analityków, nadal największe szanse na pozyskanie inwestora ma Jutrzenka

Mimo wielu przejęć, jakie w ostatnich latach dokonały się w krajowej branży cukierniczej, nadal trzy giełdowe spółki z tego sektora pozostają bez inwestora strategicznego. Zdaniem analityków, bastiony te zaczną padać już w tym roku.

Na początku tego roku specjaliści szacowali wielkość rynku wyrobów cukierniczych na 600 tys. ton produktów o wartości 2 mld USD (8,5 mld zł). Natomiast inwestycje, jakie poniesiono w zakładach cukierniczych w latach dziewięćdziesiątych, przekroczyły 1 mld USD.

Ostrożny Zachód

Tylko w ciągu ostatnich czterech lat zagraniczne koncerny przejęły 80 proc. rynku słodyczy. Jednak zapał, jaki towarzyszył tym inwestycjom, osłabł po załamaniu na Wschodzie. Niektóre zakłady, uzależnione nawet w 40 proc. od wschodnich konsumentów, wpadły w poważne tarapaty.

Wawel już drugi rok z rzędu notuje spadek przychodów ze sprzedaży oraz powiększa straty na wszystkich poziomach działalności. To nie przypadek, gdyż sporą część własnych wyrobów krakowska firma kierowała na rynki wschodnie. A poza tym działa na trudnym rynku czekolady.

Jednak ten rok dla krakowskiej spółki powinien być przełomowy.

— Wawel jest obecnie w fazie restrukturyzacji. Jeśli odpowiednio zredukuje zatrudnienie, poprawi marketing oraz dystrybucję może w tym roku stać się rentownym zakładem — uważa Radek Biadoń, analityk BDM PKP BP.

Efektywny Mieszko

Znacznie lepiej radzą sobie pozostałe dwie spółki. Jutrzenka postrzegana jest jako zakład o dobrze rozwiniętej sieci sprzedaży, który stosunkowo najmniej odczuł rosyjską zapaść. W ocenie specjalistów, także kolejne lata powinny być dla spółki pomyślne. Zwłaszcza optymistyczne są prognozy popytu na podstawowe wyroby produkowane przez Jutrzenkę.

— Jutrzenka produkuje bardziej rentowne wyroby niż Wawel, a ponadto jest lepiej zarządzana — twierdzi Bogna Sikorska, analityk CDM Pekao SA.

Ku zaskoczeniu finansistów, szybko straty zaczął odrabiać Mieszko. Widoczne są efekty zmiany pokoleniowej u sterów firmy i restrukturyzacji prowadzonej od połowy 1998 r.

— Nawiązaliśmy kontakty z największymi hurtowniami spożywczymi w kraju. Część towaru, którą wcześniej wysyłaliśmy na rynki wschodnie, kierujemy na zachód kraju. Dodatkowo eksportujemy do Stanów Zjednoczonych, krajów arabskich, Czech, Słowacji, Węgier oraz Niemiec — wylicza Tomasz Zarzycki, dyrektor Mieszka do spraw handlu i marketingu.

Najpierw Jutrzenka

Czy nasze zakłady cukiernicze są w stanie funkcjonować bez silnego inwestora zagranicznego? Wyniki, jakie osiągnęły Jutrzenka i Mieszko, świadczą, że tak. Jednak analitycy wiążą ich przyszłość z pojawieniem się inwestora.

— W ciągu półtora roku Wawelowi i Mieszkowi przydałby się silny partner zachodni. Jutrzenka mogłaby się obyć bez takiego wsparcia z Zachodu, jednak wówczas pozostanie zakładem średniej wielkości. Branżowy partner mógłby spółce zapewnić lepszą pozycję na rynku. Wydaje się, że najlepszy w tej sytuacji byłby fiński Fazer — dodaje Radek Biadoń.

Fazer ma od dawna apetyt na bydgoską spółkę, ale negocjacje nie przyniosły dotąd efektów. Tymczasem w trakcie tych ustaleń niemiecki Katjes Fassin ograniczył swoje wpływy w Jutrzence do 4,1 proc. w głosach na WZA. W tej chwili przejęcie spółki powinno być proste. Jednak nadal każdy kandydat na inwestora musi się porozumieć z załogą kontrolującą firmę dzięki posiadanym akcjom uprzywilejowanym.

Reszta poczeka

Kontrola nad Mieszkiem pozostaje w rękach rodziny Gajdzińskich. I na razie niewiele zapowiada, by miało się to zmienić.

— Zawsze jesteśmy gotowi na współpracę, ale teraz bardziej skupiamy się na porządkowaniu struktur, niż poszukiwaniu inwestora branżowego. Całą restrukturyzację zrobiliśmy bez pieniędzy z zewnątrz, co świadczy, że możemy funkcjonować o własnych siłach. W przyszłości nie wykluczamy natomiast zacieśnienia współpracy z krajowymi zakładami — ocenia Tomasz Zarzycki.