Rok po rekordzie łzy na parkiecie

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2008-07-09 07:06

Krew, pot i łzy — taki był dla inwestorów rok od ostatniego rekordu WIG. Tylko co 30. spółka dała im zysk. Lepiej nie będzie.

Dokładnie rok temu, 9 lipca 2007 r., najszerszy indeks giełdowy WIG zanotował historyczny rekord. W trakcie sesji sięgnął 67 772,91 pkt. Na zamknięciu wczorajszych notowań wskaźnik wylądował prawie 43 proc. niżej. Policzyliśmy: w trakcie tego roku zaledwie 13 spółek zyskało na wartości. Pod uwagę wzięliśmy tylko akcje, które były w obrocie przez pełne 12 miesięcy. To znaczy, że inwestorzy mogli zarobić na co 30. firmie notowanej na parkiecie. Na podium znalazły się trzy firmy zagraniczne: Astarta, CEDC i CEZ.

Niestety, dla inwestorów nie mamy dobrych wieści. Specjaliści są zgodni, że to jeszcze nie koniec bessy. Kiedy osiągniemy dno?

— Z tym trzeba iść do wróżki. Rynkiem rządzą emocje, co oderwało wyceny spółek od fundamentów i nikt nie jest w stanie określić, gdzie są realne wartości. Moim zdaniem, teraz jest dobry czas na korektę i pewne odreagowanie spadków, ale potem rynek pójdzie jeszcze w dół, a WIG 20 zejdzie do 2300-2400 pkt. Dołek bessy i zmianę trendu przewiduję na wrzesień-październik — mówi Michał Marczak, analityk DI BRE Banku.

Michał Marczak na tle kolegów po fachu jawi się jako… optymista.

— Nie widzę żadnych powodów przemawiających za rychłym zakończeniem spadków. Oczywiście wszelkie próby określenia, gdzie będzie dołek, to zwykłe strzelanie. My, analitycy, jesteśmy trochę jak dzieci we mgle. Rozsądek podpowiada mi, że bessa potrwa jeszcze rok, półtora, a WIG20 zejdzie poniżej granicy 2 tys. pkt — uważa Mirosław Saj z DnB Nord.

Warunkiem zmiany trendu ma być globalna poprawa nastrojów na rynkach światowych.

Jak specjaliści oceniają przyszłość giełdowego rynku dowiesz się ze środowego wydania Pulsu Biznesu.