Serial Netflixa „Black Mirror” przyzwyczaił nas do mrocznych wizji przyszłości, które zmuszają do refleksji nad uzależnieniem ludzi od technologii. Wyobraźmy sobie inny scenariusz: świat, w którym żywo dyskutujemy przy kolacji nie o nowinkach cyfrowych, lecz o naszych zbiorach sztuki. Taką wizję roztacza duński dziennik biznesowy „Børsen”.
— Znalazłem fenomenalną akwafortę Edvarda Muncha. Ma zaledwie 11 na 8 centymetrów, ale wprowadzi do mojej kolekcji ten nordycki akcent, o którego braku rozmawialiśmy — mówi twój przyjaciel, sącząc białe wino.
— Zabawne, też go sobie zaznaczyłem w katalogu — odpowiada osoba siedząca obok ciebie przy stole.
— Cóż, w takim razie będzie ciekawie — kwituje przyjaciel.
W twojej głowie rodzi się myśl, by potajemnie przystąpić do licytacji. To byłaby słodka zemsta za sytuację ze stycznia, kiedy to on przelicytował cię w walce o zabytkową komodę z mahoniu kubańskiego.
Pasja ważniejsza niż zysk
Niezależnie od tego, czy uznamy taką wizję za utopię czy dystopię, eksperci z domu aukcyjnego Bruun Rasmussen robią wszystko, by zachęcić kolejne osoby do kolekcjonowania. Starają się dotrzeć do nowicjuszy przez cykl aukcji tematycznych „Young Collectors”.
— Wiemy, jak onieśmielające może być przekroczenie progu domu aukcyjnego. Może wydawać się mityczny i zamknięty. Dlatego chcemy pokazać obiekty, których jakość przewyższa cenę i udowodnić, że to genialne rzeczy na start kolekcji — wyjaśnia Emma Bjørløw Møller, historyczka sztuki z działu sztuki nowoczesnej Bruun Rasmussen.
Siłą napędową kolekcjonera powinna być pasja.
— Inwestowanie w sztukę to wyższa szkoła jazdy wymagająca specjalistycznej wiedzy i przeznaczona dla nielicznych. Kolekcjonowanie natomiast to miłość do pięknych przedmiotów i pewien rodzaj pozytywnej obsesji. To powinno nas motywować, a nie chęć szybkiego zysku w przyszłości — uważa Emma Bjørløw Møller.
Anders Fredsted, specjalista ds. antyków i rzemiosła artystycznego w Bruun Rasmussen, potwierdza.
— Wybierajmy rzeczy, które będą nas cieszyły przez lata. W tym sensie kolekcja staje się inwestycją długoterminową — mówi rzeczoznawca.
Czas jest tu najważniejszym pojęciem. Według Andersa Fredsteda historia przedmiotów często przyciąga kupujących. Obraz przechodzący przez ręce kolejnych właścicieli sprawia, że nabywca staje się częścią większej opowieści.
Zdaniem Emmy Bjørløw Møller w dobie kryzysów i cyfrowego chaosu coraz bardziej pragniemy otaczać się przedmiotami namacalnymi, które przetrwały próbę czasu. Tym tłumaczy wzrost zainteresowania antykami w ostatnich latach.
Munch na każdą kieszeń
Czy przedmiot jest wart włączenia do kolekcji tylko dlatego, że ma przeszłość? Niekoniecznie. Jeśli jednak wiąże się z nim lub artystą ciekawa opowieść, zazwyczaj oznacza to, że już udowodnił swoją wartość.
Przykładem może być akwaforta Edvarda Muncha. Choć jest mała i niepodpisana, to wciąż dzieło wielkiego mistrza. Praca zatytułowana „Kvinnehode” („Głowa kobiety”) została sprzedana za 5 tys. DKK (około 2,9 tys. zł), mimo że wyceniano ją znacznie wyżej (8-9 tys. DKK). To dowód, że można obcować z wielką sztuką bez konieczności sprzedaży domu.
— Zaczynanie od grafiki czy rysunku wydaje się mniej ryzykowne niż licytowanie czegoś za ogromne pieniądze. Mniejsze ryzyko, a jednocześnie świetny start — twierdzi Emma Bjørløw Møller.
Kolejnym przykładem są wysokiej jakości srebrne sztućce, np. pełen zestaw dla 12 osób.
— Są użytkowe, mają wysoką próbę kruszcu i świetnie leżą w dłoni. To klasyka, która nigdy nie wyjdzie z mody — uważa Anders Fredsted.
Ukryte skarby
Typowym błędem nowicjuszy jest kupowanie ilości, a nie jakości. Przez nadmierny zapał łatwo się pogubić. Tu z pomocą przychodzą aukcje, które uczą cierpliwości.
— Trzeba czekać na właściwy moment. Aukcja to polowanie na skarby. Jeśli nie uda się dzisiaj, za miesiąc lub rok pojawi się coś równie fascynującego — mówi Emma Bjørløw Møller.
Cierpliwość chroni też przed uleganiem chwilowym modom. Anders Fredsted śledzi trendy w sztuce, architekturze, a nawet modzie, ale nie kupuje pod ich dyktando.
— Staram się wybierać to, co pozostaje stabilne w dłuższej perspektywie. Dzięki temu mój dom wypełnia zbiór różnorodnych przedmiotów, które, o dziwo, do siebie pasują — przyznaje specjalista.
Pasja i gust brzmią świetnie, jednak wielu kolekcjonerów skrycie marzy, by wcześnie odkryć wielkiego artystę, zanim uderzenie młotka aukcyjnego odbierze im nadzieję na zakup.
— Jeśli to jest twoim marzeniem, musisz mieć ogromną wiedzę i śledzić międzynarodowe trendy. To jednak nie jest łatwe — uważa Emma Bjørløw Møller.
Łatwiej i mądrzej jest dać się prowadzić ciekawości. Ostatecznie jeśli nawet twoja kolekcja nie uczyni cię milionerem, zyskasz coś bezcennego: pasję, o której z fascynacją będziesz mógł opowiadać przy kolacji.
- Edukuj się przed licytacją: Odwiedzaj muzea, chodź na wystawy przedaukcyjne i rozmawiaj ze specjalistami. Im więcej zobaczysz i sprawdzisz, tym lepiej zrozumiesz własny gust i nauczysz się rozpoznawać prawdziwą jakość.
- Jakość, nie moda: Trendy przemijają błyskawicznie. Zamiast kupować to, o czym akurat mówią wszyscy, szukaj solidnego rzemiosła i dzieł o znaczeniu historycznym, które przetrwają próbę czasu.
- Zacznij od małych kroków: Kolekcja nie musi się zaczynać od wielkiego płótna olejnego. Grafiki, rysunki czy mniejsze rzemiosło artystyczne to doskonały start — są tańsze i pozwalają bezstresowo uczyć się rynku.

