Na mocy ostatniego porozumienia między Ursusem a Stoenem — w sprawie kompensaty zadłużenia za energię elektryczną — Stoen ma przejąć należące do dłużnika stacje transformatorowe, warte podobno ponad 40 mln zł.
Wcześniejsze ustalenia między Stoenem a Ursusem przewidują przejęcie przez inwestora wskazanego przez dystrybutora spółki Ursus- -Media. Jeden z nich — Rolls-Royce Power Ventures — jest w trakcie audytowania spółki. Drugi z ewentualnych nabywców, szwedzki Vattenfall, przeprowadził badanie już przed rokiem i jak dotąd nie zdecydował się na transakcję.
Według nieoficjalnych informacji, przygotowana półtora roku temu wycena Ursus-Media, która początkowo miała być główną kompensatą długów wobec Stoenu, określa jej wartość na 15-18 mln zł. To znacznie mniej niż wynosi wierzytelność, która wraz z odsetkami sięga teraz blisko 30 mln zł. Właśnie tym niedoborem Grzegorz Popielarz, zawieszony przez radę nadzorczą członek zarządu Stoenu, tłumaczy październikową decyzję o sprzedaży części wierzytelności wobec Ursusa. Nieoficjalnie wiadomo, że nabywcą była śląska spółka Habur — dostawca węgla dla Ursus-Media.
Decyzję o sprzedaży zarząd Stoenu podjął przed zakończeniem postępowania sądowego w sprawie długów Ursusa. Sprawa była prowadzona z powództwa wzajemnego. Dystrybutor chciał odzyskać pieniądze za energię, a dłużnik — korzyści utracone w wyniku przerwania przetargu na Ursus-Media, które było skutkiem porozumienia ze Stoenem deklarującym w 1999 r. zamiar przejęcia spółki.
Nie ma wątpliwości, że przeciągający się stan zawieszenia i zawieranie kolejnych porozumień było na rękę Ursusowi, który przez cały ten okres — aż do grudnia 2001 r. — praktycznie nie płacił za prąd.
— Staraliśmy się skłonić dłużnika do zapłaty, jednak kiedy próbowaliśmy wstrzymać zasilanie Ursusa, ministerialne interwencje wymuszały na nas kontynuowanie dostaw energii — tłumaczy Grzegorz Popielarz.
W końcu dystrybutor zdecydował się na sprzedaż części wierzytelności. Niestety, jej nabywca sprawił Stoenowi przykrą niespodziankę. Kiedy zrealizował swoją część umowy warunkowej, polegającą na skompensowaniu faktur wartych 5 mln zł, zamiast zapłacić, wystąpił o prolongatę terminu rozliczenia.
— Wystąpienie o prolongatę to bardzo zły znak, który świadczy o tym, że kontrahent raczej nie zamierza wywiązać się z umowy. Zawarcie umowy sprzedaży wierzytelności, która nie ma zabezpieczenia w postaci gwarancji bankowych lub solidnego poręczenia, to szkolny błąd — ocenia Juliusz Kinkel, prezes firmy Kinkel i Masłowski, zajmującej się obrotem wierzytelnościami.
— Taki wzór umowy obowiązuje w Stoenie od lat i podobnym posługują się wszystkie spółki energetyczne. Kosztowne zabezpieczenia bankowe stosuje się rzadko, zwłaszcza w przypadku długów trudnych do zbycia — twierdzi Grzegorz Popielarz.