Rolnicy nie chcą łączyć swoich ziem

Dorota Kaczyńska, Radosław Górecki
opublikowano: 2001-04-10 00:00

Rolnicy nie chcą łączyć swoich ziem

Prace scaleniowe nad nieruchomościami gruntowymi zachodzą bardzo powoli. Brakuje funduszy, aby przyspieszyć ten proces, a wielu właścicieli gospodarstw nie chce skomasować swoich ziem.

Scalanie gruntów jest szansą na zwiększenie konkurencyjności polskich gospodarstw rolnych w stosunku do krajów UE, gdzie pola uprawne zostały skomasowane już w latach 50. i 60. Dzięki łączeniu działek zwiększa się użytkowana rolniczo powierzchnia gospodarstwa po usunięciu miedz.

— Scalanie ziemi to jeden z głównych kierunków poprawy ogólnej infrastruktury wiejskiej. Komasacja uczyniłaby z nieruchomości wiejskich konkurencyjną lokatę kapitału — mówi Urszula Gozdalik- -Kuśnierz z Akademii Rolniczej w Lublinie.

— Tworzenie korzystniejszych warunków gospodarczych w rolnictwie i leśnictwie, dostosowanie granic nieruchomości do systemu melioracji, likwidacja niekształtnych działek, wydzielenie gruntów użyteczności publicznej, likwidacja współwłasności — to ważniejsze cele, jakie zakłada ustawa o scaleniu gruntów — dodaje Jerzy Kozłowski, naczelnik Wydziału Geodezji i Klasyfikacji Gruntów Departamentu Gospodarki Ziemią w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Naukowcy z Akademii Rolniczej we Wrocławiu obliczyli, że około 3,5 mln ha gruntów wymaga scalenia.

— Wyniki obliczeń wojewodów są o wiele niższe. Ich zdaniem, natychmiastowego scalenia wymaga 533 tys. ha — twierdzi Jerzy Kozłowski.

Największe szachownice pól znajdują się na terenach południowo-wschodniej Polski — w województwie lubelskim, małopolskim, podkarpackim i częściowo w mazowieckim. Gospodarstwa są tam o wiele mniejsze niż w pozostałych rejonach Polski. W dawnym województwie bielskim można znaleźć działki nawet o wielkości 14 arów. Jerzy Kozłowski za rekordowy przykład rozdrobnionych ziem podaje gminę Lipnica Wielka w województwie małopolskim, gdzie znajduje się około 60 tys. działek, a na jedno gospodarstwo może składać się nawet do 200 działek.

— Jednak kryterium scalenia niekoniecznie musi być duża liczba działek, wchodzących w skład jednego gospodarstwa. Istnieje wiele gospodarstw obejmujących 2-3 działki, ale o niekorzystnym rozłogu, bardzo niekształtnych, wydłużonych. Takie ziemie także powinny zostać jak najszybciej scalone, gdyż są mało wydajne — mówi Jerzy Kozłowski.

Bardzo powoli

Według Rady Spójnej Polityki Strukturalnej Rozwoju Obszarów i Rolnictwa, w latach 2000-2006 ma zostać scalonych około 340 tys. ha. Niestety obecne tempo komasacji jest niskie. W ubiegłym roku zostało scalonych zaledwie 12 tys. ha.

— Prognozy są jednak pomyślne. Wojewodowie przewidują, że w 2001 r. zostanie scalonych 34 tys. ha, natomiast w 2002 r. liczba ta może wzrosnąć nawet do 60 tys. ha — zapewnia Jerzy Kozłowski.

Przeważnie cała wieś musi wyrazić zgodę na komasację ziem, w innym przypadku biura geodezji i kartografii nie zaczynają prac. Sam proces scalania gospodarstw jednej wsi trwa co najmniej 2-3 lata.

— Cały cykl nie może zostać dowolnie skrócony. Rozpoznanie warunków i potrzeb każdego gospodarstwa, rozwiązanie problemów likwidacji wspólnot własnościowych i majątkowych trwa zazwyczaj długo — mówi Jerzy Kozłowski.

Brakuje pieniędzy

Polski rolnik od 1982 r. jest zwolniony z opłaty za scalenie, które pokrywa Skarb Państwa. Głównym dysponentem funduszy jest wojewoda i to on decyduje, gdzie mają się rozpocząć prace scaleniowe. W przeciwieństwie do właścicieli polskich gospodarstw, na Zachodzie rolnicy muszą z własnej kieszeni zapłacić 10-20 proc. tych kosztów.

— Dopóki rolnicy nie muszą sami płacić za scalanie gruntów, powinni to wykorzystać — twierdzi profesor z Akademii Rolniczej w Lublinie.

Jednak nie wszyscy chętni mogą tę ulgę wykorzystać, ponieważ w wielu województwach liczba składanych wniosków o scalenie przekracza możliwości finansowe budżetu wojewodów. Brak dostatecznych funduszy jest jednym z pierwszych powodów powolnego procesu scalania nieruchomości rolnych. Stawka dotacji została ustalona w zależności od konfiguracji terenów na 500-1000 zł za 1ha.

— Skarb Państwa pokrywa tylko koszty prac geodezyjno-urzędowych, czyli opracowania projektu nowej struktury scaleniowej. Natomiast zagospodarowanie poscaleniowe, które obejmuje m.in. budowę i urządzanie nowych dróg czy usuwanie wysokich miedz, jest finansowane przez właściciela gospodarstwa — mówi Jerzy Kozłowski.

Rolnicy nie chcą

Kolejnym istotnym powodem opieszałości prac scaleniowych jest niechęć samych rolników do komasacji ich gospodarstw.

— Do 1990 roku scalanie gruntów było narzędziem socjalizacji wsi. Właściciele gospodarstw otrzymywali niejednokrotnie działki gorszej jakości — taka była polityka ówczesnego rządu, która doprowadziła do obecnej niechęci do scalania gruntów— mówi Urszula Gozdalik-Kuśnierz.

Jej zdaniem, właściciele gospodarstw są bardziej zainteresowani uzbrojaniem działek niż ich komasacją.