Ronie rynek prezerwatyw

Artur Lisowski, Marcin Bołtryk
opublikowano: 08-07-1999, 00:00

Rośnie rynek prezerwatyw

Polskie produkty są masowo eksportowane na Wschód

SPRZEDAŻ ROŚNIE: Z badań wynika, że popyt na prezerwatywy będzie rósł w tempie około 1,5 sztuki na parę Polaków rocznie — mówi Andrzej Draus, prezes spółki Unimil. fot. Marcin Wegner

Sprzedaż prezerwatyw zwiększa się corocznie o 20-30 proc. Znaczna część krajowej produkcji trafia do Polski w postaci półfabrykatów z krajów Dalekiego Wschodu.

Najstarszym zakładem, który produkuje w Polsce prezerwatywy, jest założony w 1990 r. Unimil. Spółka ta uważana jest za największego producenta w Polsce. Drugą firmą, która produkuje w Polsce, jest Łódzki Proimprex.

— Obróbka, której poddawane są surowe prezerwatywy, sprowadzane przez nas z krajów Dalekiego Wschodu, wnosi tyle zmian w surowiec, że w świetle prawa uznaje się je za produkowane w Polsce — tłumaczy Grzegorz Winogradski, dyrektor naczelny spółki Proimpex.

Na rynku obecni są również dystrybutorzy prezerwatyw produkowanych przez koncerny zachodnie. Należy do nich firma Sara Lee, dystrybuująca produkty angielskiej firmy Durex.

Wielkie perspektywy

Według badań przeprowadzonych na zlecenie firmy Unimil, w 1993 r. popyt na prezerwatywy wynosił 2,5 sztuki rocznie na parę Polaków. W ciągu następnych trzech lat wzrósł do poziomu sześciu i na początku 1999 r. osiągnął 7 sztuk. W 2003 r. Polacy mają szansę osiągnąć średnią europejską, która wynosi 13 sztuk.

— W Polsce nie ma jeszcze niezależnych badań dotyczących rynku prezerwatyw. Z doświadczenia wiem, że rynek powiększa się średnio 20-30 proc. w ciągu roku — twierdzi Grzegorz Winogradski.

Eksport tylko na Wschód

Obaj Polscy producenci znaczną część swojej produkcji kierują na rynki wschodnie.

— Eksport stanowi od 40 do 50 proc. naszej produkcji. Prezerwatywy wysyłamy do Rosji, na Litwę, Ukrainę, Łotwę, do Estonii, Bułgarii, Czech i Rumunii. Nie eksportujemy na Zachód, bo tam potrzeba wielomilionowych wydatków na reklamę — tłumaczy Grzegorz Winogradski.

Według danych Unimilu, około 90 proc. produkcji trafia na rynek krajowy.

— Mamy zamówienia z Niemiec, Hiszpanii i Norwegii. Ogromna jest też chłonność rynków byłego Związku Radzieckiego. Tam jednak istnieje problem płatności, więc nastawiamy się na rynki zachodnie — mówi Andrzej Draus, prezes Unimilu.

Przedstawiciele Unimilu przyznają się do problemów ze sprzedażą swoich produktów we wschodniej Polsce. 15-procentowy spadek popytu spowodowany był kryzysem w Rosji oraz protestami Federacji Obrony Życia i białostockiego Komitetu Walki z Pornografią.

Prefabrykaty

Powszechne stało się nabywanie przez europejskie firmy prezerwatyw od zakładów produkujących je na Dalekim Wschodzie. Kupowane są w tzw. stanie surowym, po czym w europejskich fabrykach, po przetestowaniu, zyskują odpowiedni zapach, który wyróżnia je spośród pozostałych.

— Można uznać, że połowa firm, które zajmują się w Europie produkcją prezerwatyw, robi podobnie jak my. Dostawcom z Dalekiego Wschodu nie można nic zarzucić, jeśli chodzi o jakość produkowanych przez nich prezerwatyw. Swoje fabryki w Tajlandii ma przecież znany na całym świecie Durex, chociaż prawie każdy kojarzy te produkty z Anglią — wyjaśnia Grzegorz Winogradski.

Producenci, jak i dystrybutorzy niechętnie przyznają jednak, że prezerwatywy, które sprzedają, wytwarzane były w fabrykach na Tajwanie lub w Korei. Decyduje o tym przekonanie, że potencjalny klient ma większe zaufanie do produktów, na opakowaniu których widnieje adnotacja, że wyprodukowane zostały w Europie.

Nie całkiem legalne

Producenci i dystrybutorzy otwarcie mówią o tzw. półlegalnym imporcie prezerwatyw.

— Jest wiele firm, które sprowadzają je półlegalnie. Każdy rodzaj prezerwatyw przed dopuszczeniem do sprzedaży przechodzi kompleksowe badania. Kosztuje ono około 8 tys. zł. Niektóre firmy robią badania jednego rodzaju prezerwatyw, a importują kilkanaście. Kary za import nie przetestowanych wyrobów są śmieszne — opowiada Grzegorz Winogradski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Lisowski, Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Ronie rynek prezerwatyw