Cena baryłki Brent osiągnęła w piątek na nowojorskiej giełdzie paliw poziom 46,30 dolara za baryłkę. To najwyższy kurs w historii notowań surowca. Również Londynie cena ropy osiągnęła swój historyczny rekord. W piątek baryłka ropy Brent z Morza Północnego kosztowała przez chwilę 43,40 dolarów, a na zamknięciu spadła do 43,13 dolarów.
Obawy o podaż surowca zwiększyły się w piątek po wybuchu w amerykańskiej rafinerii w Whiting w stanie Indiana. Rafineria, należąca do koncernu BP, jest trzecim największym tego rodzaju zakładem w Stanach Zjednoczonych, przerabiającym 420 tysięcy baryłek ropy dziennie.
Do tego doszły obawy o eskalację niepojów społecznych w Wenezueli, która jest jednym z czołowych producentów surowca. Podczas najbliższego weekendu odbędzie się referendum o pozostaniu przy władzy obecnego prezydenta Hugo Chaveza. Petroleos de Venezuela, największa firma naftowa Wenezueli, zaostrzyła przed niedzielnym referendum środki bezpieczeństwa w obawie przed możliwymi atakami terrorystycznymi.
Zagrożone jest też wydobycie na północ od Wenezueli, gdzie zmierzający na Florydę huragan Charlie zmusił koncerny do ewakuacji załóg z platform wierniczych. Złe sygnały napływają również ze wschodu. Eksport irackiej ropy na południu kraju zmniejszył się o połowę, gdyż do transportu surowca do terminali w Zatoce Perskiej wykorzystywany jest tylko jeden z dwóch głównych naftociągów.
Przez ostatnie tygodnie ceny ropy nieprzerwanie rosły w następstwie konfliktu pomiędzy rosyjskimi władzami, a koncernem naftowym Jukos. Informacje o odmrożeniu i potem ponownym zablokowaniu kont Jukosu i ryzyko wstrzymania produkcji koncernu wywindowały ceny ropy do najwyższych w historii poziomów. Jukos produkuje 1,7 miliona baryłek ropy dziennie, co stanowi 20 proc. rosyjskiego i 2 proc. światowego wydobycia ropy. Rosja jest drugim po Arabii Saudyjskiej eksporterem ropy na świecie.
Analitycy oceniają, że w niedługim czasie ropa może zdrożeć do 50 dolarów za baryłkę, gdyż światowa produkcja surowca jest już na rekordowym poziomie i nie widać rezerw produkcyjnych. OPEC pracuje już na 95 proc. mocy produkcyjnych i niewielką pociechą są słowa przewodniczącego organizacji Purnomo Yusgiantoro, który twierdzi, że kartel może podwyższyć produkcję ropy. Rynek obawia się, że OPEC nie są w stanie uzupełnić ewentualnego niedoboru powstałego przy potencjalnej upadłości Jukosu. Sytuacji nie uspokoiły nawet ostatnie zapewnienia Arabii Saudyjskiej, która deklarowała możliwość zwiększenia wydobycia.
PK (PAP, Bloomberg)