Rosja aktywuje swój lotniskowiec

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-02-28 20:00

Niedługo po drugiej rocznicy napaści Rosji na Ukrainę nadeszły niepokojące wieści, które mogą zapowiadać otwarcie przez Kreml nowego frontu – tym razem wobec Mołdawii.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W oderwanym od tej republiki separatystycznym Naddniestrzu tzw. Kongres Deputowanych Wszystkich Poziomów zwrócił się do Rosji o podjęcie zdecydowanych kroków w celu „obrony” regionu przed wzmożoną presją gospodarczą ze strony Mołdawii. To żadna nowość, wszak wąski pasek na lewym, czyli wschodnim brzegu Dniestru – długości około 200 km, zaś średniej szerokości tylko 12-15 km – od upadku Związku Radzieckiego stanowi lądowy ruski lotniskowiec, wciśnięty między niepodlegle od 1991 r. republiki Ukrainę i Mołdawię. Już w 2014 r., po zagarnięciu przez Rosję półwyspu Krym, tzw. parlament nieuznawanej międzynarodowo republiki Naddniestrza zwrócił się do Federacji Rosyjskiej z prośbą o analogiczną inkorporację, ale ponieważ nadrzeczny pasek oddzielony jest przez terytorium Ukrainy – było to niewykonalne. Po dokonanym 24 lutego 2022 r. napadzie na Ukrainę jednym ze strategicznych celów Rosji stało się zajęcie całego wybrzeża Morza Czarnego, łącznie z Odessą, oraz połączenie militarne z Naddniestrzem, co automatycznie oskrzydliłoby Ukrainę na długości 200 km od strony południowo-zachodniej.

Wobec fiaska tamtego planu lądowy lotniskowiec przycichł, ale teraz się odezwał. Nieprzypadkowo, albowiem Władimir Putin dotychczas się wstrzymywał, ale po przedłużeniu 17 marca (dzień wyborów prezydenckich) swojej władzy już dożywotnio całkiem realnie może przeforsować włączenie Naddniestrza do Rosji jako obwodu w identycznym trybie, jak zrobił to z czterema obwodami lądowymi Ukrainy, a wcześniej z Krymem. Brak styczności terytorialnej nie stanowi przeszkody, czego dowodem jest funkcjonowanie obwodu królewieckiego.

Już po Krymie, a przed wywołaniem w 2022 r. przez Putina wojny odwiedziłem Naddniestrze. Zwłaszcza w Tyraspolu, czyli stolicy, wrażenie było piorunujące – czułem się przeniesiony do Moskwy, ale nie wypasionej współczesnej, lecz dość siermiężnej stolicy ZSRR. Wiele flag komunistycznych i rosyjskich oraz propagandowych billboardów, pomniki zarówno Władimira Lenina, jak też marszałka Aleksandra Suworowa, etc. Ogólna bieda, ale rządząca oligarchia/mafia – utrzymująca się głównie z przemytu oraz handlu poradziecką bronią – trzyma się mocno. W autentycznych wypowiedziach tzw. zwykli ludzie marzyli o losie Krymu, czyli o przyłączeniu do Rosji. Powód podawali bardzo prozaiczny – to nadzieja, że Moskwa ześle pieniądze i będzie się żyło lepiej. Z wątków ekonomicznych zapamiętałem tanią ruską wódkę, za pół litra wychodziło 10 zł. A także bilon separatystycznej waluty, wybity w 2004 r. przez mennicę w… Warszawie. Nasza narodowa firma tłumaczyła się, że czysto komercyjne zamówienie opiewało na… żetony.

W kontekście wieści z Tyraspola warto przypomnieć wydarzenie z 1 czerwca 2023 r. Wtedy w Mołdawii zebrał się z udziałem prezydentów/premierów 47 państw szczyt tzw. Europejskiej Wspólnoty Politycznej, czyli formatu wymyślonego przez prezydenta Emmanuela Macrona. Najciekawsze było miejsce – przywódcy obradowali nie w Kiszyniowie, lecz w XIX-wiecznym zamku Mimi w Bulboace, bardzo blisko Tyraspola. Prezydenci i premierzy Zachodu zbiorowo tak blisko rosyjskich żołnierzy nie podsunęli się – pod parasolem ochronnym lotnictwa i wojsk lądowych NATO – jeszcze nigdy. Notabene rosyjskiej armii w sensie dosłownym w Naddniestrzu nie ma, ale wystarczają tzw. zielone ludziki, umundurowane bardzo podobnie i oflagowane także rosyjsko. Skuteczność ubiegłorocznej demonstracji Zachodu będzie można ocenić dopiero po efektach, czyli faktycznym otwarciu ścieżki akcesyjnej biednej Mołdawii do Unii Europejskiej. Notabene jej wejście do NATO nawet teoretycznie nie wchodzi w grę z powodów konstytucyjnych.