
Podjęte przez rząd i Bank Rosji działania mające na celu ustabilizowanie i uniknięcie głębszej przeceny rubla przyniosły wręcz odwrotne skutki. Rubel, co warto zaznaczyć w sztucznie kreowany sposób – wzmocnił się do poziomów nie widzianych od lat. W stosunku do kursów sprzed rozpoczęcia rosyjskiej agresji na Ukrainę sprzed niemal trzech miesięcy, rubel jest o 30 proc. mocniejszy w relacji do dolara. Zaczęło to negatywnie przekładać się na wyniki budżetu państwa i eksporterów.
Z tego powodu pojawiły się oczekiwania, że jeszcze w tym tygodniu może zapaść decyzja o zmniejszeniu udziału dochodów z twardej waluty, które eksporterzy muszą przeliczyć na ruble do 50 proc. z 80 proc.
Restrykcje kapitałowe, w połączeniu z załamaniem importu w obliczu rozległych zachodnich sankcji, prawie całkowicie wyeliminowały popyt na walutę obcą.
Siła rubla jest również złą wiadomością dla budżetu, który otrzymuje znaczną część dochodów z podatków energetycznych denominowanych w walutach obcych, ale wydawanych w rublach.
Im wyższy wskaźnik, tym większy będzie deficyt. Utrudnia to życie eksporterom, podnosząc koszty i zmniejszając przychody w rublach - powiedział Evgeny Kogan, profesor w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Moskwie. Podkreślił, że jeśli sytuacja utrzyma się przez dłuższy czas, np. przez pół roku sytuacja budżetu i firm eksportowych stanie się bardzo nieprzyjemna.
Tymczasem rubel kontynuuje w poniedziałek umocnienie zyskując do dolara 2,3 proc. do poziomu 58,88, podczas gdy „relatywnie komfortowy” poziom – zdaniem ekonomistów – to przedział 75-80 rubli za dolara.
