Rosjanie lubią polskie norki

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2013-04-24 00:00

Jesteśmy trzecim w Europie producentem skór futerkowych. Mamy dwa tysiące ferm, 200 mln EUR obrotu i… nieustanne protesty ekologów

Dzisiaj w podwrocławskiej Żórawinie odbędą się kolejne protesty przeciwko budowie jednej z największych ferm norek. Na 42 ha ma powstać hodowla 175 tys. zwierząt, zatrudniająca 60 osób.

fot. ARC

Biznesplan, uwzględniający podatki dla gminy, nie przekonuje mieszkańców i ekologów, którzy od kilku miesięcy protestują przeciwko inwestycji. Podobnie jest w Pleszewie (woj. wielkopolskie), choć planowana tam inwestycja jest znacznie mniejsza (hodowla 16 tys. zwierząt).

Fermy norek nie są w Polsce nowością — jesteśmy trzecim pod względem wielkości europejskim producentem skór futerkowych, z dwoma tysiącami ferm. Jak wynika z danych Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych (PZHiPZF), wyprzedzają nas jedynie Duńczycy i Holendrzy.

Lepsze niż krowy

Roczne obroty krajowej branży, zatrudniającej 50 tys. osób, to około 200 mln EUR. Przodujemy zwłaszcza w produkcji skór norek amerykańskich — według danych z 2010 r., wytwarzamy ich 4 mln rocznie. Produkujemy też 300 tys. skór lisów, 2 tys. jenotów i 60 tys. szynszyli. Najwięcej pochodzi z województw wielkopolskiego, lubuskiego i zachodniopomorskiego. Hodowcy i eksperci zachęcają do futerkowego biznesu. Zdaniem Klaudii Gołąbek, dyrektora z PZHiPZF, hodowla zwierząt futerkowych to znakomita alternatywa dla upadających gospodarstw rolnych.

Szczepan Wójcik, jeden z większych hodowców, podkreśla, że to szansa zwłaszcza dla tych rolników, którzy nie dysponują dużym areałem ziemi.

— Ferma to rentowne przedsięwzięcie, choć oczywiście jak na każdym rynku zdarza się lepsza i gorsza koniunktura. Jednak hodowca nigdy nie dopłaca do interesu. Hodowla zwierząt futerkowych mięsożernych, czyli norek, lisów i jenotów, opłaca się bardziej niż zwierząt gospodarskich — twierdzi Szczepan Wójcik. Jego zdaniem, ważnym atutem tego biznesu jest brak pośredników.

— Skóry są sprzedawane w systemie aukcyjnym, a do domów aukcyjnych trafiają bezpośrednio od hodowców. To obniża koszty, zapewniając większą stabilność finansową. Na koniunkturę w branży ma wprawdzie wpływ ogólna sytuacja gospodarcza na świecie, ale nie znam przypadku farmera, który rozpoczął hodowlę zwierząt futerkowych i po kilku latach z niej zrezygnował — przekonuje Szczepan Wójcik.

Handel organizują cztery domy aukcyjne — w Danii, Finlandii, Kanadzie i USA na aukcjach, które odbywają się kilka razy w roku. Choć jesteśmy dużym eksporterem (polskie skóry trafiają najczęściej do Chin i Rosji), nie doczekaliśmy się jeszcze własnego. Dopiero niedawno w Bydgoszczy powstała firma Skinpolex, która ma reprezentować interesy wszystkich polskich hodowców przed domami aukcyjnymi.

— W przyszłości może przekształci się w dom aukcyjny — mówi Klaudia Gołąbek.

Odwrotny skutek

Część krajów europejskich wprowadziła zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Zdaniem PZHiPZF, to młyn na wodę chińskich producentów skór, których pozycja na świecie dzięki temu się umocniła. Skutki niekoniecznie spodobałyby się ekologom. W Azji zwierzęta są hodowane w niekontrolowanych warunkach — przekonuje związek na stronie internetowej. W Polsce nadzór nad fermami sprawują powiatowi lekarze weterynarii.

— Protesty tzw. ekologów wynikają z braku wiedzy na ten temat — uważa Klaudia Gołąbek. Szczepan Wójcik podkreśla, że dobre traktowanie zwierząt leży w interesie hodowców.

— Dzięki wysokiemu standardowi chowu otrzymuje się produkt dobrej jakości — wyjaśnia przedsiębiorca.

Branże, które budzą emocje

Hodowcy zwierząt futerkowych nie są jedynymi przedstawicielami biznesu zmagającymi się z protestami ekologów i lokalnych społeczności. Emocje budzą też spalarnie śmieci. Z planowanych dwunastu powstaje sześć, z których tylko jednej nie oprotestowano, bo jest zlokalizowana na terenie przemysłowym. O swoje interesy walczy też branża mięsna, której zakazano uboju rytualnego, co uniemożliwia dochodowy eksport do krajów muzułmańskich i produkcję koszerną. Od 1999 r. zakazany jest w Polsce przymusowy tucz drobiu przeznaczonego do produkcji słynnego foie gras. Bez protestów rzadko udaje się też zrealizować inwestycje energetyczne. Sprzeciw budzą wiatraki, elektrownie wodne i konwencjonalne, ale naprawdę gorąco zrobi się, gdy Polska rozpocznie realizację programu atomowego, do czego się przygotowuje.