Rosję należy traktować życzliwie

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 16-01-2002, 00:00

Aleksander Gudzowaty uważa, że wizyta prezydenta Władimira Putina ociepli polsko-rosyjskie stosunki gospodarcze. Ale to polska strona powinna bardziej zabiegać o względy sąsiadów i powrót na stracone rynki.

„PB”: Jak się robi interesy z Rosjanami?

Aleksander Gudzowaty: Normalnie.

A Kriminalnaja Rassija to bajka, czy szara rzeczywistość?

— To banały. Wszędzie jest tak samo. Przez taki pryzmat nie należy postrzegać żadnego kraju.

To niech Pan spróbuje w kilku słowach scharakteryzować współpracę gospodarczą polsko-rosyjską.

— Współpracy polsko-rosyjskiej po prostu nie ma, a to co jest, to jakieś incydenty handlowe.

Ale chyba można do czegoś to wszystko odnieść...

— Tak... do poziomu współpracy, z którego zeszliśmy. Kiedyś był on bardzo wysoki, a w tej chwili jest żaden. Dlatego niestety trzeba tutaj zaczynać wszystko od nowa.

Dlaczego tak się stało?

— Dlatego, że na samym początku lat 90. wszyscy w naszym kraju pobiegli po walutę na Zachód. Kolor pieniądza kojarzył się wówczas jednoznacznie z tym kierunkiem. Przesadzone otwarcie na Zachód spowodowało, że polski handel z Rosją spadł na drugi plan. Poza tym na tych kontaktach bardzo mocno zaciążyły błędy polityczne.

To znaczy?

— Nasi politycy musieli swego czasu, że tak powiem, dowartościować się niechęcią do Rosji. Oczywiście nie była ona wyrażana w sposób bezpośredni. To była taka czysto polska nonszalancja i lekką pogarda.

Widzi Pan szansę na szybki powrót polskich firm do Rosji?

— Powrót do Rosji jest konieczny, ale teraz czeka nas coś na wzór odkrywania nowego kontynentu. Jest to niewątpliwie rynek wielkich możliwości i nadziei. Chodzi tylko o to, żeby chcieć. Po pierwsze, żeby z Rosją handlować trzeba w Rosji być — mieć tam partnerów, otwierać przedstawicielstwa itd. Po drugie, choć oczywiście wszystko spoczywa w rękach polskiego biznesu, to niezależnie od tego i równolegle do inicjatyw biznesowych konieczny jest protekcjonizm rządu. Niezbędne jest tworzenie politycznego lobbyingu na rzecz handlu w ogóle, a handlu z Rosją szczególnie.

Na czym miałby polegać ten protekcjonizm?

— W trakcie wizyty Leszka Millera w USA pierwszym tematem poruszonym przez prezydenta Busha była sprawa amerykańskiego eksportu do Polski. Dzisiaj wszyscy politycy tak się zachowują. Każde spotkanie najwyższych urzędników państwowych dotyczy nie tylko wielkiej polityki, ale także sfer biznesowych i bardzo silnego lobbyingu na rzecz własnych firm. W Polsce niestety tego się nie praktykuje.

Mówi się, że wizyta prezydenta Putina w Polsce będzie dotyczyła właśnie sfer biznesowych.

— Myślę, że będzie ona dotyczyła nastroju wokół polsko-rosyjskiego biznesu. Mam nadzieję, że ze strony Władimira Putina i Aleksandra Kwaśniewskiego usłyszymy ciepłe słowa, które dadzą odpowiednie promieniowanie, a to jest ważne. Obaj prezydenci zapewne stwierdzą, że są zainteresowani poprawą wzajemnych stosunków gospodarczych. W systemie rosyjskim jest to dosyć ważna informacja, w systemie polskim — pewnie też. Z tym, że moim zdaniem, to nasza strona powinna zabiegać o powrót do Rosji. Dlatego ten lobbying powinien być silniejszy ze strony naszego rządu. Politycy powinni się wykazać dużą aktywnością w prezentowaniu polskiej sprawy i dbałością o markę naszego kraju. Niestety oni się trochę wstydzą mówić za granicą o polskich firmach.

Ale tylko w Rosji?

— Myślę, że nie tylko. W Polsce nie ma takiego obyczaju, żeby politycy martwili się szerzej o naszą gospodarkę — rzadko wykraczają poza swoje sprawy i zapominają o biznesie. Proszę mnie dobrze zrozumieć, dla mnie nie jest istotne, czy to będzie rząd prawicowy, czy lewicowy. Po prostu chciałbym, żeby politycy popierali polski biznes — nie tylko mnie, ale wszystkich przedstawicieli tej sfery. Oczywiście biznes musi być samodzielny, ale przy dużych inwestycjach tworzenie potrzebuje wsparcia. Tutaj protekcjonizm polityczny jest szalenie potrzebny. Tak, jak interes General Motors jest interesem USA, tak każda polska firma jest interesem Polski. Poza tym nie wiem czy pan pamięta, że w lipcu 2000 roku prezydent Kwaśniewski podczas wizyty w Moskwie powiedział, że Polska musi uczyć się być krajem tranzytowym. Rzeczywiście tak jest. To trzeba naprawdę wykorzystać i patrzeć przychylnie na wszystko co jest związane z tranzytem — byleby umieć na tym zarabiać.

Ale żeby być krajem tranzytowym, trzeba mieć odpowiednią infrastrukturę, wiedzę, środki...

— No tak, ale my jesteśmy ciągle na drodze wzrostu. W tej chwili ten tranzyt jest wykorzystywany jedynie dla energii elektrycznej, gazu, komunikacji i telekomunikacji.

Jak Pan widzi swoją rolę w tych procesach?

— Mamy 10 lat praktyki w handlu z Rosją przy okazji gazu, ale to nie jest handel gazem sensu stricto. Po prostu zamieniliśmy polskie długi za gaz, na polskie towary. Tak działo się do 1995 r. Od pięciu lat kupujemy od Rosjan sztywno 1,5 mld metrów sześciennych gazu, za które dostarczamy im towary — głównie żywność. Gaz odstępujemy PGiNG przy marży 0 proc. , dlatego te wszystkie gadania, że jesteśmy jakimś pośrednikiem są śmieszne. Myślimy też o innych wariantach współpracy, pracujemy nad bardzo dużym rosyjskim projektem...

Jakim?

— Na ten temat nie chcę mówić, żeby nie zapeszyć.

Kupuje pan gaz płacąc żywnością. Czy taki barter nie jest przypadkiem charakterystyczny dla handlu z Rosjanami?

— To nie jest barter. Płacimy za gaz gotówką i Rosjanie za tę gotówkę kupują u nas towary. Ale to są trudne transakcje, gdzie wszystko zależy od negocjacji. Tutaj chodzi o lojalną współpracę między partnerami: jeżeli ja coś ci sprzedaje, to ty też musisz coś ode mnie kupić. Tutaj nie może być salda ujemnego dla żadnej ze stron, bo to wywołuje konflikty. Na Rosję naprawdę należy patrzeć życzliwie.

A Polacy tak nie patrzą?

— Politycy nie. Przecież widzę po sobie jak to jest, jak dostałem po głowie za handel z Rosją. Nawet taki skrót myślowy, że ja działam w interesie Moskwy jest już dowodem na to, że coś tu nie gra. Nikt mi nigdy nie powiedział, że pracuję w interesie USA, chociaż prowadzę interesy z Amerykanami. Jest wśród naszych polityków coś takiego zaczepnego, co powoduje, że tradycje historyczne przekładają się na współczesne relacje. A dzisiaj mamy epokę, która musi być być pozbawiona konfliktów. Polska, która na razie raczkuje gospodarczo nie może się zachowywać arogancko wobec klientów. Klientów trzeba lubić. Na całym świecie zarysował się zupełnie nowy kształt globalnego układu z Rosją. USA i Europa Zachodnia starają się, żeby Rosja dogoniła resztę świata. W ten nurt trzeba się włączyć i tu jest wielka rola dla Polski.

Rozmawiał Wojciech Surmacz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Birnbaum

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rosję należy traktować życzliwie