Przedstawiciele domów aukcyjnych i świata sztuki obawiali się w ubiegłym roku szkodliwego wpływu recesji na ich biznes. Niepotrzebnie, bo stało się zupełnie odwrotnie.
Ceny dzieł sztuki sprzedawanych na aukcjach w Europie i Ameryce osiągają zawrotny poziom. Inwestorzy, przestraszeni wahaniami kursów akcji, szukają bezpiecznych lokat. W ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy na giełdach trwała huśtawka nastrojów, popyt na antyki i prace najsłynniejszych artystów nieustannie wzrastał.
Sztuka jest obecnie nie tylko chwilową lokatą kapitału z braku ciekawych alternatyw, ale długoterminową inwestycją. W przeciwieństwie do boomu z początku lat 90., kiedy w cenie były prace znanych malarzy, teraz uwagę zwraca się na wybrane dzieła, niezależnie od twórcy. Największe transakcje zawierane są w Nowym Jorku i Londynie.
— Jeżeli masz 20 tys. GBP (130 tys. zł) do wydania i dobre oko, kup coś współczesnego — zachęca Gerard Goodow z domu aukcyjnego Christie’s.
Impresjoniści, starzy mistrzowie i sławy ubiegłego wieku (zwłaszcza Picasso) należą tradycyjnie do rozchwytywanych pozycji. Zaskoczeniem dla domów aukcyjnych stały się ceny osiągane przez współczesne dzieła, wydawałoby się skierowane tylko do bardzo wąskiej grupy osób. W tej niszy rynkowej przebicie cen jest nieraz pięcio- sześciokrotne.
Od niedawna domy aukcyjne zaczęły sprzedawać także fotografie. Tu sukces niektórych prac przerósł najśmielsze oczekiwania.