Rosnąca inflacja pogłębia problemy gospodarcze Kubańczyków

Paweł Makosz
opublikowano: 2021-06-16 15:36

Przez cały ubiegły rok Kubańczycy budzili się zastanawiając, gdzie znajdą podstawowe towary, takie jak mleko, wieprzowina, ryż, fasola, lekarstwa czy szampon. Dziś zadają sobie również pytanie: "jeśli to zrobię, ile to będzie kosztować?".

W obliczu powszechnych niedoborów, prawie bankrutujący, uzależniony od importu kraj zwiększył sprzedaż towarów w walutach wymienialnych takich jak dolar.

Wielu Kubańczyków zmusiło to do nabywania walut wymienialnych na czarnym rynku, gdzie ich cena wzrosła nawet trzykrotnie w stosunku do oficjalnego kursu. Stało się tak po tym jak w styczniu rząd zdewaluował peso.

– Alternatywnie, Kubańczycy muszą kupować produkty po jeszcze wyższych cenach w peso bezpośrednio od sprzedawców – powiedział kubański ekonomista, Omar Everleny.

Rezultat dolaryzacji, niedoboru i dewaluacji: ceny poszybowały w górę, a inflacja prawdopodobnie osiągnie w tym roku minimum 500 proc.

Rząd Kuby za obecną sytuację obwinia amerykańskie sankcje, które zostały zaostrzone za rządów byłego prezydenta Donalda Trumpa oraz pandemię koronawirusa, która spustoszyła przemysł turystyczny.

Państwo rządzone przez komunistów zachowało kartki żywnościowe obecne jeszcze w czasach II Wojny Światowej. Dodatkowo podwyższyło państwowe płace i emerytury. W niektorych przypadkach nawet pięciokrotnie, próbując w ten sposób złagodzić cios związany z z dewaluacją peso o około 95 proc.