Rośnie strumień towarów konsumpcyjnych jadących do Polski

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2024-12-15 20:00

Popyt konsumpcyjny zachowuje się ostatnio w Polsce w zagadkowy sposób, w trzecim kwartale nawet wykazał zerową dynamikę. Jednak dane importowe wskazują, że rośnie strumień towarów konsumpcyjnych płynących do Polski, nie ma przerwy w ożywieniu, wręcz przeciwnie – zatacza ono szersze kręgi.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Z najnowszych danych o bilansie płatniczym Polski wynika, że import rośnie wyraźnie szybciej niż eksport, czyli popyt krajowy jest mocniejszy niż popyt zagraniczny. Co najciekawsze, najszybszy jest wzrost importu trwałych dóbr konsumpcyjnych, w tym sprzętu AGD. W październiku nominalnie polski eksport zwiększył się o 1,5 proc., a import o 6,6 proc. Po korekcie o inflację te dynamiki były nieznacznie wyższe. I o ile w przypadku eksportu możemy mówić generalnie o trendzie stagnacyjnym, bo dane są blisko zera, to w przypadku importu obserwujemy zauważalne ożywienie, trwające już od kilku miesięcy.

W ostatnich tygodniach pojawiło się pytanie, czy przypadkiem słabość konsumpcji nie zaskoczyła sprzedawców w Polsce. Szczegółowe kwartalne dane o PKB pokazały pod koniec listopada, że w trzecim kwartale doszło w kraju do znacznego wzrostu zapasów i jednocześnie spowolnienia konsumpcji. Wyglądało to tak, jakby sprzedawcy sprowadzili dużo towarów, których nie udało im się potem sprzedać. I rzeczywiście dane o sprzedaży detalicznej wyglądają ostatnio rozczarowująco. Ale strumień importu towarów płynących do Polski sugeruje, że do żadnego negatywnego zaskoczenia raczej nie doszło. Szczególnie że chodzi o import dóbr trwałych, które są wrażliwe na zmiany nastrojów konsumentów.

Generalnie import jest bardzo związany z popytem wewnętrznym, co pokazałem na wykresie. Zwiększony popyt krajowy jest zwykle zaspokajany w dużej mierze przez import, szczególnie jeżeli dotyczy dóbr trwałych. Z tego też powodu wahania popytu wewnętrznego w Polsce są większe niż wahania PKB: w czasie spowolnienia gospodarczego spadki popytu nie powodują recesji, a w trakcie ożywienia popytu nie powodują boomu. Zmiany idą częściowo w import, co amortyzuje skutki dla produkcji krajowej.

W trzecim kwartale dynamika dwóch najważniejszych komponentów popytu wewnętrznego była bardzo niska. Konsumpcja prywatna wzrosła o 0,3 proc. rok do roku, a inwestycje o 0,1 proc. To wszystko zostało nadrobione przez trzeci komponent popytu krajowego, najmniejszy, ale najbardziej zmienny: zapasy. Wiele jednak wskazuje, że w czwartym kwartale to się odwróci, konsumpcja wzrośnie znacznie mocniej, a zapasy się ustabilizują. W najbliższych kwartałach konsumpcja powinna rosnąć w tempie 3-4 proc.

Dysproporcja między wzrostem importu a stagnacją eksportu sprawia, że pogłębia się deficyt w handlu towarami Polski. Ale na razie nie jest to jeszcze zjawisko generujące zagrożenia makroekonomiczne, na przykład dla kursu złotego czy zaufania do stabilności Polski. A to głównie dlatego, że wciąż notujemy potężną nadwyżkę w handlu usługami. W październiku jeszcze się zwiększyła dzięki bardzo wysokiemu wzrostowi eksportu usług – aż 9,1 proc. rok do roku.

Czy to może być oznaka, że w eksporcie usług koniunktura zaczyna się poprawiać w przeciwieństwie do eksportu towarów? To byłoby pozytywne zjawisko. Ale warto jeszcze wstrzymać się z takimi wnioskami, bo te dane są zmienne i zdarzało się w ostatnim roku, że po bardzo wysokich dynamikach przychodziły korekty. Jeszcze nie można powiedzieć, że w eksporcie usług zaczyna się ożywienie.