Hugo Boss chce unieważnienia... wycofywanej marki konkurenta. LPP nie zamierza składać broni.
Gdańska spółka LPP produkuje odzież pod markami m.in. Reserved, Cropp i Henderson. Spór z niemiecką firmą Hugo Boss toczy się jednak o markę już praktycznie wycofaną z rynku, a stosowaną niegdyś dla odzieży treningowej — Ross.
Znak towarowy Ross funkcjonuje od 1994 r. Został zarejestrowany w styczniu 1996 r. dla kilku klas towarów, w tym odzieży. Dopiero po siedmiu latach zareagował koncern Hugo Boss i zażądał unieważnienia marki, twierdząc, że jest zbyt podobna do jego znaku — Boss.
— Na początku lat 90. istniał wśród polskich przedsiębiorców trend rejestrowania znaków podobnych do znaków renomowanych firm zachodnich. Wykorzystywano fakt, że w realiach gospodarki scentralizowanej renomowane marki nie były dostępne, a więc słabo je znano — wywodził w piątek przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym (WSA) w Warszawie Michał Sieciarek, adwokat Hugo Bossa.
Jego zdaniem, LPP, chroniąc Rossa, chciał pasożytować na renomie Bossa, a więc marka nigdy nie powinna zostać zarejestrowana.
— W warstwie brzmieniowej rzeczywiście zachodzi podobieństwo znaków. Nie można jednak mówić o wykorzystywaniu renomy. W Polsce w pierwszej połowie lat 90. Boss był znany, jeśli w ogóle, tylko z kosmetyków. Pierwszy salon firmowy odzieży Hugo Bossa otwarto dopiero w 1998 r. — ripostował Jacek Czabański, rzecznik patentowy LPP.
Urząd Patentowy (UP) odmówił unieważnienia marki Ross. Stwierdził, że Hugo Boss nie wykazał renomy marki i że oba znaki nie są podobne, bo znaczą co innego — słowo „boss” oznacza „szef”, słowo „ross” jest fantazyjne. W piątek jednak WSA uchylił tę decyzję i kazał UP rozpatrzyć sprawę jeszcze raz.
— UP prawidłowo zbadał zarzuty o wykorzystywanie renomy: Hugo Boss nie udowodnił, że jego marka jest renomowana. Źle oceniono jednak podobieństwo znaków. Jest już kanonem ocenianie marek w aspekcie fonetycznym, wizualnym i znaczeniowym, a UP skupił się wyłącznie na znaczeniu — uzasadniała sędzia Hanna Święcicka.
W ten sposób UP będzie musiał badać markę, która przestaje już funkcjonować na rynku.
— Marki się starzeją i przestaliśmy już używać Rossa — mówi Jacek Czabański.
LPP broni jednak marki, żeby nie narazić się na proces o nieuczciwą konkurencję, jaki mógłby wytoczyć Hugo Boss.