Rząd przekonuje, że deficyt nie przekracza 18 mld.
Szef resortu finansów tłumaczy, że w 28 mld, o których mówi opozycja, jest 15 mld przekazywanych Polsce przez Unię Europejską w miarę wydatkowania środków. Jednocześnie nie zaprzecza, że sytuacja jest trudna, ale jest to skutkiem światowego kryzysu finansowego.
"Żadnej dziury budżetowej nie ma, jest obniżenie dochodów" - mówi minister finansów dodając, że jest to przewidziany skutek kryzysu finansowego na świecie.
Już w listopadzie ministerstwo wysłało instrukcje do innych resortów, polecając im ograniczenie wydatków na grudzień. Minister Rostowski jest zaskoczony zarzutami PiS-u, jakoby rząd nie radził sobie z finansami. Tłumaczy, że są to normalne procedury budżetowe, a opozycja najwyraźniej uprawia propagandę strachu.
Rostowski dodał, że obecna opozycja, która przez dwa lata rządziła, powinna wiedzieć, iż budżetem zarządza się tak, aby były pieniądze na płace w sektorze publicznym, na emerytury i na inne konieczne wydatki.
Szef resortu finansów oświadczył także, że przyszłoroczny budżet zależy od tego, jaki będzie wzrost gospodarczy w tym roku i na ile kryzys światowy wpłynie na polską gospodarkę. Zapewnił jednocześnie, że rząd przygotowany jest na jego skutki i w budżecie nie zabraknie pieniędzy na najważniejsze cele.