Roubini: zamieszki w USA są objawem nierówności dochodów

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2015-04-30 10:19

Zamieszki w Baltimore wywołane zostały co prawda protestami związanymi ze śmiercią Freddiego Graya, ale – zdaniem znanego ekonomisty Nouriela Roubiniego - ich korzenie tkwią w pogłębiającym się dystansie dzielącym bogatych i biednych w Ameryce.

Obserwujemy zamieszki rasowe w rosnącej liczbie miejsc w Stanach Zjednoczonych, ponieważ coraz więcej osób jest  biednych.  Rośnie poziom ich wściekłości i rozżalenia – powiedział Roubini podczas Milken Global Conference w Los Angeles.

Nouriel Roubini
Bloomberg

Noszący przydomek „Dr Doom” ekonomista stał się słynny po tym, jak w 2005 r. przewidział krach na rynku nieruchomości i globalny kryzys finansowy, który ostatecznie wybuchł w 2008 r. 

W jego opinii, przeciwdziałać można takim sytuacjom poprzez zwiększenie liczby policjantów na ulicach oraz Gwardii Narodowej, jednak „… ludzie są zdesperowani i metody stricte policyjne nie są skuteczne na dłuższą metę”.

Mamy do czynienia z fundamentalnym problemem ubóstwa, bezrobocia i możliwości ekonomicznych. Dopóki nie podjęte zostaną poważne działania w celu zniwelowania różnic dochodowych, będziemy obserwować eskalację tego typu zdarzeń – ocenia profesor New York University.

Średni dochód gospodarstw domowych Afroamerykanów w Baltimore kształtuje się na poziomie 33,6 tys. USD podczas gdy w przypadku białych przedstawicieli społeczeństwa jest niemal dwukrotnie wyższy (60,5 tys. USD), wynika z danych US Census Bureau.

Problem szczególnie widoczny jest w przypadku młodzieży. Bezrobocie wśród afro amerykańskich mężczyzn w wieku 20-24 lat sięga 37 proc. tymczasem dla białych mężczyzn „jedynie” 10 proc. 

Musimy sobie uzmysłowić, że dla Stanów Zjednoczonych prawdziwym problemem politycznym nie będą te o charakterze geopolitycznym związane z Bliskim Wschodem, Ukrainą, Rosją czy Azją, ale te z własnego podwórka – wyjaśnia ekonomista. 

Skrytykował przy tym działania podejmowane przez władze monetarne. Poprawiły jedynie bowiem sytuację na giełdzie i kondycję instytucji finansowych.

To wspieranie płynności nie doprowadziło niestety do  wzmocnienia rynku pracy, stworzenia miejsc pracy,  i podniesienia płac. Różnica między Main Street a Wall Street jest systematycznie poszerzana – podkreśla Roubini.