Rozbiór Gruzji to rewanż za Kosowo

Jacek Zalewski
26-08-2008, 00:00

Obie izby rosyjskiego parlamentu, czyli Rada Federacji i Duma Państwowa, przerwały wakacje i na polecenie premiera Władimira Putina w przyspieszonym tempie uchwaliły wniosek do prezydenta Dmitrija Miedwiediewa o uznanie niepodległości zbuntowanych — zajmowanych od kilkunastu lat przez rosyjską armię — prowincji Gruzji: Osetii Południowej oraz Abchazji. Realnie oznacza to rosyjski rozbiór Gruzji, czyli naruszenie prawa międzynarodowego, dokonane w poczuciu całkowitej bezkarności.

Trudno jednak uniknąć bezpośrednich odniesień do bardzo świeżego jeszcze przypadku Kosowa, którego niepodległość nadzwyczajnie szybko uznała większość państw Unii Europejskiej (w tym Polska) — oprócz tych nielicznych, które same mają problemy separatystyczne. Serbowie przeżyli wówczas szok — chyba jeszcze większy niż teraz Gruzini — bo ich narodowi wyrwano historyczne serce.

Ówczesne kategoryczne protesty Rosji, wynikające z tradycyjnych więzów z Serbią, miały też drugą stronę medalu. Już wtedy nie było trudno przewidzieć, że niepodległość Kosowa stanie się sygnałem do uruchomienia przez Rosję podobnego procesu na Kaukazie. Ów scenariusz spełnił się szybciej, niż ktokolwiek mógł wtedy przypuszczać. Przeprowadzona bez wyobraźni przez Gruzję zaczepna akcja w Osetii Południowej stała się długo oczekiwanym, wręcz wymarzonym pretekstem. Teraz Moskwa wycofuje z rdzennej Gruzji czołgi, ale niewątpliwy, łatwy zresztą, sukces militarny przekuwa w zdobycz terytorialną.

Sytuacja na Półwyspie Bałkańskim i na Kaukazie jest bardzo zbieżna. Rozwój wydarzeń w Kosowie od początku wskazuje na to, że za jakiś czas nowa republika zostanie połączona z Albanią — której flagi notabene dominowały podczas ogłaszania niepodległości. I podobnie stanie się z podzieloną dotychczas Osetią — gruzińska część południowa na razie formalnie chce niepodległości, ale wkrótce zechce się połączyć z północną, od dawna należącą do Rosji.

Czyli obie niepodległościowe operacje skończą się zwyczajnym wyrwaniem: Kosowa z Serbii przez Albanię, a Osetii Południowej — i niejako przy okazji Abchazji — z Gruzji przez Rosję. Podstawowa różnica w metodzie polega na tym, że kosowscy Albańczycy dla wzmocnienia swych aspiracji nie uderzyli na rdzenne terytorium Serbii, Rosjanie zaś potraktowali Gruzję czołgami. Cóż, każdy używa sił i środków, jakie ma do dyspozycji.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rozbiór Gruzji to rewanż za Kosowo