Rozgrzeszanie peronu

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-07-05 00:00

Wczorajsza konferencja prasowa kierownictwa Grupy PKP, nowatorsko przeprowadzona w systemie online, warta jest umieszczenia w podręcznikach public relations. Nagłaśniana od wielu dni i obudowana materiałami statystycznymi miała jeden cel — propagandową osłonę piątkowego przesłuchania prokuratorskiego wicepremiera Przemysława Edgara Gosiewskiego w sprawie okoliczności budowy przystanku Włoszczowa Północ na Centralnej Magistrali Kolejowej (CMK).

Merytorycznie konferencja była pomieszaniem z poplątaniem. Z jednej strony — zaciemniające jej sens informacje o przewozach regionalnych oraz o modernizowanych przystankach lokalnych. Z drugiej — tłumaczenie zasadności zbudowania peronu we Włoszczowie, który jest lokalnym kaprysem wstawionym na najważniejszą trasę kolejową w Polsce. Za taki pomysł student na wydziale transportu dostałby nie dwóję, lecz pałę. Ideą CMK było szybkie połączenie bez przystanków Warszawy ze Śląskiem oraz Krakowem, dlatego została ona wytyczona z dala od zatkanych połączeń przez Piotrków i Kielce. Okazała się najlepszą — obok Portu Północnego — inwestycją epoki PRL, a dzisiaj jej mądre założenia są niszczone przez IV RP.

Podczas konferencji padł argument, że nawet na trasie francuskiego superszybkiego pociągu TGV została pobudowana stacja między miastami. Tak, ale koło węzła autostradowego i wielkiego parkingu, dlatego korzysta z niej co najmniej tysiąc osób dziennie i jest to przykład nowoczesnego rozwiązania w systemie park & ride. Gdyby CMK przecięła autostrada (ale nie przetnie, bo A2 i A4 przebiegają na jej krańcach), to stacja przy węźle również miałaby wielki sens. Włoszczowa natomiast stała się obecnie w Polsce, według profesora Jerzego Bralczyka, terminem „stereotypizującym to, co kiedyś nazywało się woluntaryzmem władzy”.

Władze PKP wyliczyły, że dziennie z przystanku Włoszczowa Północ korzysta średnio 45 pasażerów, a granicą opłacalności jest 30. Wersją wcześniejszą było 50, ale wielkość ta została skorygowana w dół — i już jesteśmy na plusie. Z prezydenckiego szczytu w sobotę 12 maja celowo wracałem ekspresem „Ernest Malinowski”, żeby przeżyć zatrzymanie się na peronie Włoszczowa Północ i dokładnie policzyć zmiany w stanie pasażerów: z Krakowa wysiadło wtedy zero, do Warszawy wsiadło dwóch. Na peronie stał za to tłumek kibiców, rodziny z dziećmi etc., w oknach pociągu błysnęły zaś aparaty fotograficzne — czyli była to obustronna atrakcja turystyczna. Później załoga ekspresu szukała po przedziałach owych dwóch z Włoszczowy (kasy tam nie ma), którzy jakoś nie byli łaskawi sami zgłosić się po bilety.

Mieszkańcy Włoszczowy nadal przeżywają stres z powodu przemykania po CMK na obrzeżach miasta 56 ekspresów dziennie, a zajeżdżania na ich dumny peron tylko 4 (dwóch par). W związku z tym proszą o zwiększenie wskaźnika zatrzymywalności. Tak się akurat składa, że mieszkam 150 metrów od przystanku na drugiej co do szybkości trasie w Polsce — czyli E20 z Berlina do Moskwy. I również czuję się poniżony, że przed moimi oknami stają jedynie Koleje Mazowieckie i Szybka Kolej Miejska, a ekspresy widzę zaledwie przez kilka sekund. Do kogo mam napisać podanie? Co prawda politycznym patronem mojego okręgu nie jest wszechmocny Przemysław Edgar Gosiewski, ale może by tak w drodze szczególnego wyjątku…