Rozkręca się wietrzenie foteli w spółkach skarbu

Agnieszka Berger
opublikowano: 16-12-2011, 00:00

Odejście szefa PGE tylko wzmocniło wieści, które obiegają rynek od kilku dni: czystka czeka kolejne spółki.

Do końca lutego mają zostać przeprowadzone wielkie porządki w czołowych spółkach skarbu państwa — usłyszał „Puls Biznesu” w jednym ze źródeł. Te pogłoski potwierdzają kolejni nasi rozmówcy z pogranicza polityki i biznesu. Po „rezygnacji” Tomasza Zadrogi, szefa Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) — co do której nikt nie ma wątpliwości, że została wymuszona przez polityków — trzepanie foteli czeka jeszcze podobno KGHM, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) oraz Orlen.

Niełatwopalny

Krzysztof Kilian będzie miał z czego wybierać — komentują złośliwi. Członek zarządu Polkomtela (który w środę ogłosił swoją rezygnację), a co ważniejsze, przyjaciel dwóch premierów — aktualnego Donalda Tuska i byłego Jana Krzysztofa Bieleckiego — jeszcze w środę uchodził za pewniaka na miejsce Tomasza Zadrogi lub przynajmniej wiceprezesa PGE.

Wczoraj część naszych rozmówców była zdania, że przedwczesne ujawnienie tej kandydatury w mediach ją spaliło. Rzeczywiście premierowi trudno byłoby wytłumaczyć, jak to się stało, że w obiektywnympostępowaniu konkursowym (które zapowiedział wczoraj Mikołaj Budzanowski, minister skarbu), przeprowadzonym przez niezależną radę nadzorczą PGE, przypadkiem wygrał kandydat wskazywany wcześniej przez media i jednoznacznie kojarzony ze szczytami władzy w PO.

— Premier postępuje w takich sprawach bardzo uważnie. Nie sądzę, żeby w tych okolicznościach zaryzykował umieszczenie w zarządzie PGE Krzysztofa Kiliana — ocenia jeden z naszych rozmówców. Jednak większość z nich jest innego zdania. — To zbyt mocny kandydat, żeby samo wypłynięcie jego nazwiska w mediach mogło go spalić — twierdzi inne źródło.

Niektórzy nasi rozmówcy nadal uważają go za pewniaka. Spółka sygnalizuje, że konkurs odbędzie się w ciągu dwóch miesięcy. Być może politycy liczą, że do czasu jego rozstrzygnięcia sprawa zdąży przyschnąć.

Niepotrzebne mieszanie

Zdaniem analityków, po byłym już prezesie PGE rynek nie będzie płakał.

— Są firmy, które można określić mianem „one man show”. PGE jest ich przeciwieństwem. Spółka działa na silnie regulowanym rynku i właściwie toczy się sama. To, kto nią zarządza, nie ma większego wpływu na wyniki, a właśnie ten aspekt interesuje inwestorów — mówi analityk jednego z domów maklerskich, który o personaliach woli nie wypowiadać się pod nazwiskiem.

Zupełnie inaczej byłoby, gdyby spełniły się przepowiednie o wielkim wietrzeniu w innych dużych spółkach giełdowych kontrolowanych przez skarb.

— Herbert Wirth wstrzelił się w sprzyjającą koniunkturę, ale ma też własne zasługi. Pod jego rządami w KGHM przycichło o podwyżkach wynagrodzeń. Jego pracę w spółce oceniam pozytywnie. Odwołanie go przed finałem przejęcia Quadry byłoby źle odebrane przez rynek, choć nie musiałoby oznaczać wycofania się z transakcji. Nie byłoby to zresztą takie proste, bo KGHM już zalicytował, położył na stolekonkretne pieniądze — mówi jeden z analityków giełdowych. Rynek nie byłby też zachwycony czystką w PGNiG i Orlenie.

— Wpływ zmian personalnych na obie spółki nie byłby może bardzo duży, ale Jacek Krawiec jest raczej pozytywnie odbierany przez rynek, m.in. dlatego, że udało mu się bezpiecznie przeprowadzić spółkę przez kryzys. W przypadku PGNiG z kolei roszady nie sprzyjałyby dużym przedsięwzięciom inwestycyjnym, w które zaangażowała się firma — projektowi w Norwegii, LMG i przejęciu Vattenfalla — komentuje anonimowo analityk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane