Rozłamowe kadłubki

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-07-05 00:00

Niezaproszenie prezydentów Polski i Litwy przez Władimira Putina do Kaliningradu wywołało rzadko spotykaną jednolitość reakcji naszej klasy politycznej, w tym kandydatów na następcę Aleksandra Kwaśniewskiego. A przecież demonstracyjne lekceważenie, okazywane przez władcę Kremla sąsiadom, nie powinno być zaskoczeniem — jego szczytem były wszak moskiewskie obchody 60. rocznicy zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Prezydent Putin dogmatycznie nie uznaje równości praw wszystkich państw UE i liczy się tylko z potentatami, czyli z europejskimi członkami G-8 oraz ewentualnie Hiszpanią. Dla Polski najbardziej niekorzystne są nie kontakty dwustronne Rosji, lecz montowanie przez nią kadłubowych, paraunijnych szczytów.

Strategię prezydenta Rosji można jedynie przyjąć do wiadomości, bo przecież Polska nie ma na nią żadnego wpływu. Powinniśmy natomiast zrobić wszystko, żeby na forum Unii Europejskiej ukrócić partykularną politykę mocarzy — Francji i Niemiec. Szczególnie nieuczciwa wobec interesów nowych członków wspólnoty z Europy Środkowej i Wschodniej jest obecna postawa Francji. Gdyby istniał jakiś Trybunał Stanu UE za działalność rozłamową, to Jacques Chirac byłby pierwszym kandydatem do postawienia przed nim. No tak, ale francuski prezydent zarzut szkodliwych dla całej UE konszachtów z Putinem zbijałby argumentem, że jeszcze bardziej antywspólnotowi okazali się ci, którzy poparli uderzenie Amerykanów na Irak — i miałby wiele racji...

W tym kontekście wypada przywołać pechową Konstytucję dla Europy. Jej ewentualne wejście w życie radykalnie zmieniłoby relacje UE z podmiotami zewnętrznymi, zarówno Ameryką, jak i Rosją. Powołanie przewodniczącego Rady Europejskiej oraz unijnego ministra spraw zagranicznych uniemożliwiłoby np. podejmowanie kwestii rosyjskiego tranzytu przez terytorium Litwy czy Polski bez Litwinów i Polaków — a właśnie takie dysputy z Putinem prowadzą Schröder i Chirac. Ale jest i druga strona medalu — wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby kierownictwo jednolitej unijnej polityki zagranicznej wpadło w ręce francuskie!

W tym stanie rzeczy chyba rzeczywiście będzie lepiej, jeśli Konstytucja dla Europy na razie trafi do głębokiej szuflady. Prezydent Putin będzie gnębił sąsiadów, którzy śmieli wyrwać się z rosyjskiej strefy wpływów — ale bez ich jednogłośnej zgody nic konkretnego od Unii Europejskiej nie uzyska. I nie pomogą mu żadne rozłamowe szczyty.