Po pierwszym spotkaniu liderów prawdopodobnych koalicyjnych partnerów znamy już premiera i marszałków obu izb parlamentu. Donald Tusk i Waldemar Pawlak podkreślali spokojną i przyjazną atmosferę rozmów, padały takie określenia, jak „solidarna współpraca i współodpowiedzialność”, „partnerstwo”. Sielanka? Chwilowo tak, może dlatego że liderzy nie doszli jeszcze do uzgodnień szczegółowych kwestii programowych i personalnych. Zmiana atmosfery? Na pewno.
Jeszcze kilka lat temu współpraca liberałów z roszczeniową partią chłopską zdawała się sennym koszmarem liderów obu takich partii. Dziś ani PO nie jest taka liberalna, ani PSL takie roszczeniowe. Różnice między obiema partiami pozostały, ale przez lata obaj liderzy nabrali na tyle doświadczenia, że wiedzą, że maksymalistyczny program „wszystko albo nic” prędzej czy później (raczej prędzej) prowadzi na manowce. A różnice w programach nie muszą być powodem politycznej wojny, ale pretekstem do twardych, lecz spokojnych negocjacji.
Spokój tych pierwszych negocjacji daje nadzieje na wyciszenie nadmiernie narosłych ostatnio emocji na polskiej scenie politycznej. Bo to właśnie emocje były największą przeszkodą w sprawnym rządzeniu. Dość wspomnieć, że z powodu politycznych wojen Sejm kończącej się kadencji nie zdążył się zająć sprawą uporządkowania finansów publicznych. Gdy się toczy setki wojen, niewiele czasu pozostaje na budowanie. Ale skoro liberał z ludowcem potrafią ze sobą spokojnie porozmawiać, to może czas wojen się kończy.
Adam Sofuł