Rozmowy koalicyjne: jak gęś z prosięciem

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-08-25 00:00

Przedsmak tego, jak będzie wyglądała przyszła koalicja PO-PiS, mamy już dzisiaj, choć do wyborów przecież jeszcze miesiąc. „Rząd Platformy Obywatelskiej (PO) i Prawa i Sprawiedliwości (PiS) będzie realizował propozycje podatkowe tej z partii koalicyjnych, która odniesie zwycięstwo w wyborach 25 września” — zapowiedział w środę szef PO Donald Tusk. Kandydat PiS na prezydenta Lech Kaczyński odpowiedział po kilku godzinach, że nie rozmawiał z liderem PO o tym, że jeżeli dojdzie do wspólnych rządów po wyborach, to w kwestiach programowych, w których PiS różni się z PO, będzie realizowany program zwycięzcy. A poza tym „była to prywatna rozmowa, podczas której nie zapadły żadne ustalenia”. To sobie panowie pogadali, tylko że wszyscy wiedzą mniej niż przed tą rozmową.

„Szorstka przyjaźń”, jaka łączy te dwa ugrupowania, widoczna jest gołym okiem codziennie, choćby na ekranach telewizorów. Kampania wyborcza, w sektorach prawdziwie istotnych, czyli np. przyszłych podatków, prowadzona przez PiS, skierowana jest przeciwko PO, w każdym spocie udowadniając, że PiS lepiej zadba o podatki gorzej uposażonych, a PO to ugrupowanie „trzeciej grupy podatkowej” — najzamożniejszych.

Podejście do sprawy podatków jak w soczewc skupia naprawdę istotne różnice programowe dzielące te ugrupowania. Łączy je niezgoda na obecny styl zarządzania państwem, dzieli wszystko pozostałe. Podatki: PO — istotne uproszczenie (3x15), PiS — utrzymanie obecnego modelu z rozbudowanym systemem ulg prorodzinnych. Prywatyzacja: PO — jak najmniej państwa jako właściciela w gospodarce, PiS — utrzymanie strategicznych gałęzi w rękach państwa. Przedsiębiorczość i obcy kapitał: PO — liberalizm, niech rynek weryfikuje, PiS — rozbudowany system koncesjonowania. Różnice można by mnożyć, a nie wspominamy przecież o najistotniejszych, jakie wychodzą najsilniej przy takich rozmowach, o personaliach.

Sondaże dają tym dwóm ugrupowaniom, w przypadku zawarcia koalicji, absolutny komfort rządzenia, zapewniając od 280 do 295 mandatów poselskich (ociera się to już o dwie trzecie pozwalające nawet na zmianę konstytucji). Cóż z tego, kiedy te rozmowy koalicyjne mogą zakończyć się — zanim tak naprawdę się zaczną.