Realnie weszła dla konsumentów, którzy uzyskali gwarancję, że w wyborczym roku 2019 ceny detaliczne prądu nie wzrosną. Cała branża dostarczająca energię elektryczną nadal nie wie na czym stoi, ponieważ ustawa teoretycznie jest, ale brakuje absolutnie fundamentalnego, cenowego rozporządzenia ministra energii. Zaległości w aktach wykonawczych są większe, jako że ustawa zawiera kilka delegacji do ich wydania, w tym jedno dla całej Rady Ministrów. Najbardziej szkodliwe jest jednak wspomniane spóźnienie ministra Krzysztofa Tchórzewskiego.

Szef resortu spotkał się w Brukseli z Miguelem Arias Cañetem, komisarzem ds. energii i klimatu. Nadal nie jest jasne, czy gwałtownie przyjęta regulacja wymaga notyfkacji w Komisji Europejskiej. Celem prowadzonych od początku stycznia polityczno-eksperckich rozmów rządowo-unijnych jest „ustabilizowanie cen energii elektrycznej przy jednoczesnym poszanowaniu prawa europejskiego w zakresie wspólnego rynku energii”. Według rządu PiS, ustawowe rozwiązania nie są pomocą publiczną, bo oddziaływują na wszystkie podmioty na rynku. Problem w tym, że bez wspomnianego rozporządzenia wszelkie deklaracje i rozmowy są abstrakcją. Zgodnie z konstytucyjnymi zasadami państwa prawa oraz kanonami dobrej legislacji, rozporządzenie nie tylko powinno wejść w życie równocześnie z ustawą, lecz już jego projekt powinien zostać załączony do wniesionego do Sejmu rządowego projektu ustawy. Ale nie w Polsce tzw. dobrej zmiany…