Rozstrzygające triduum brexitowe

opublikowano: 17-03-2019, 22:00

W XXI wieku wiosna astronomiczna przyspieszyła, przyjdzie już w środę 20 marca, chociaż kalendarzowa standardowo 21 marca.

Na wiosenną Wielkanoc poczekamy jednak bardzo długo, aż do 21-22 kwietnia. Od dzisiaj rozpoczyna się natomiast Wielki Tydzień świecki, a konkretnie unijny. Obejmuje również triduum — tradycyjne paschalne obchodzone jest od czwartkowego wieczoru do niedzieli, natomiast nadzwyczajne brexitowe tworzą środa-piątek 20-22 marca. Pierwszego dnia premier Theresa May podejmie trzecią, desperacką próbę przeforsowania w Izbie Gmin unijno-brytyjskiej umowy rozwodowej. Wysoko ustawiona poprzeczka zostanie jednak strącona trzeci raz i ostatnią tratwą ratującą Zjednoczone Królestwo i całą Unię Europejską przed brexitem na dziko stanie się upoważnienie szefowej rządu do wynegocjowania na czwartkowym szczycie Rady Europejskiej (RE) odsunięcia daty rozwodu. Taki mandat od parlamentu Theresa May raczej dostanie.

Nigel Farage, ojciec brexitu, zainicjował marsz jego poparcia, który pod parlament w Londynie ma dotrzeć 29 marca.
Zobacz więcej

Nigel Farage, ojciec brexitu, zainicjował marsz jego poparcia, który pod parlament w Londynie ma dotrzeć 29 marca. Scott Heppel/Reuters

Według obecnego stanu prawnego brexit dopełni się o północy z piątku na sobotę 29/30 marca 2019 r.

Zgodnie z traktatem odsunięcie terminu wymaga jednomyślności członków RE. W gronie 27 prezydentów/premierów nastroje są przychylne, na razie nikt nie opowiedział się przeciw. Notabene przewodniczący Donald Tusk w przyspieszonym tempie spotyka się z członkami RE i urabia ich jednolite stanowisko. Wszyscy zadają jednak naturalne pytania: jak brytyjska premier przekonująco uzasadni wniosek, po co naprawdę i na jak długo procedura miałaby zostać wydłużona? Teoretycznie najłatwiejsze byłoby przesunięcie terminu o kwartał, do 30 czerwca, by dać negocjatorom czas na poprawienie zapisów dotyczących lądowej granicy między republikańską Irlandią a królewską Irlandią Północną. Absolutnie nie ma jednak gwarancji, że Izba Gmin taką zmienioną umowę ratyfikuje. Alternatywą może być wniosek o odłożenie brexitu… ad Kalendas Graecas, czyli na św. Nigdy. Salomonowe rozwiązanie formalnie uszanowałoby wyniki referendum z 23 czerwca 2016 r., a zarazem — potwierdziłoby nierealizowalność brexitu, zwłaszcza bezumownego. Właśnie taka decyzja szczytu RE byłaby wiosenną jutrzenką radości dla całej UE, w tym zwłaszcza dla Polski — przedsiębiorców i ogółu obywateli.

Terminowe zamieszanie oczywiście wpływa na wybory do Parlamentu Europejskiego (PE). W Polsce komitety wyborcze przebierają już nogami, uwzględniając 52 mandaty — zgodnie z przydziałem na nową kadencję 2019-24, bo w kończącej się mamy 51. Premia związana jest z częściowym rozbiorem miejsc pobrytyjskich, przy zmniejszeniu ogólnej liczebności PE z 751 do 705 deputowanych. Zatwierdzająca nowy podział decyzja RE z 19 czerwca 2018 r. zawiera jednak ważne zastrzeżenie — wchodzi on w życie, jeśli w dniu rozpoczęcia kadencji, czyli 2 lipca 2019 r., Zjednoczonego Królestwa w UE już nie będzie. A zatem gdyby termin brexitu został przesunięty jedynie technicznie do 30 czerwca — wybieramy 52 europosłów. Gdyby jednak Brytyjczycy pozostali w UE dłużej, to również wybiorą swoich europosłów w dotychczasowej liczbie, Polska zaś wróci do przydziału 51. Na szczęście w naszym kodeksie wyborczym nic to nie zmienia, ponieważ okręgiem rozliczeniowym jest cały kraj. Konieczna byłaby jedynie zmiana cyferki, z 52 na 51, w formalnym postanowieniu prezydenta o zarządzeniu wyborów do PE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu