W wyborczym strachu przed kolejną wpadką wizerunkową, grożącą powtarzalnością w każdy wakacyjny weekend – rząd przyznał ministrowi infrastruktury i rozwoju pieniądze z rezerwy ogólnej budżetu na wyrównanie ubytków w Krajowym Funduszu Drogowym.

Umożliwi to weekendowe bezpłatne przejazdy autostradą A1 od Torunia nad morze i z powrotem. Ewa Kopacz powtarza zatem epizodyczną zagrywkę Donalda Tuska, tyle że uprzedza korkową rzeczywistość. Rząd przyjął też projekt nowelizacji ustawy, która umożliwi ministrowi awaryjne podnoszenie szlabanów na wszystkich autostradach.
Rozwiązywanie problemu korków przez rok nie posunęło się zatem ani krok do przodu. Przyczyną roztrwaniania budżetowych pieniędzy jest zablokowanie upowszechnienia elektronicznego poboru opłat, który zniósłby przekleństwo bramek. Sieć dobrych dróg w Polsce, zarówno autostrad z literą A, jak i ekspresówek z literą S bardzo mozolnie, ale posuwa się do przodu. Ich budowa przypadła na XXI wiek, ale zarządzanie to bezhołowie na poziomie technologicznym z poprzedniego tysiąclecia.
