RUMOWY WYŁĄCZNE UTRUDNIAJĄ KRADZIEŻ

Radosław Górecki
opublikowano: 2000-02-29 00:00

UMOWY WYŁĄCZNE UTRUDNIAJĄ KRADZIEŻ

Agenci czasem ujawniają dane konkurencji, ale nie przynosi to dużych strat

Umowy na wyłączność są korzystne zarówno dla pośredników jak i ich klientów. Zwiększają także bezpieczeństwo obrotu nieruchomościami, czyniąc nieopłacalnymi kradzieże baz danych agencji.

Obrót nieruchomościami w Polsce staje się coraz bardziej cywilizowany. Mimo to, zdarzają się jeszcze próby oszustw. Okazuje się, że same firmy działające na tym rynku stosują nieuczciwe chwyty, np. wykradają konkurencji adresy. Jednym ze sposobów na obronę przed takim działaniami może być zawieranie umów na wyłączność.

Złodziej

Zdarza się, że niektórzy przedsiębiorcy uciekają się do nieuczciwych praktyk. Chcąc przetrwać na rynku zmuszają swoich pracowników do zatrudniania się w konkurencyjnych firmach i wykradania z nich baz danych.

— Ostatnio okazało się, że jeden z agentów podkradał adresy z naszej bazy. Spisywał je na kartkę. Zaobserwowali to inni agenci i został wyrzucony z pracy. To był pierwszy taki przypadek i mam nadzieję, że ostatni — informuje Bartosz Ceglarski, dyrektor oddziału warszawskiego firmy Polanowscy Nieruchomości.

Nasz rozmówca słyszał też o tym, że jeden z właścicieli agencji nieruchomości kazał zatrudniać się swoim pracownikom w innych agencjach po to, aby wykradali z ich baz adresy.

Incydenty

Okazuje się jednak, że straty agencji związane z takim procederem są niewielkie.

— Prawdę mówiąc agencja nieruchomości dużo na tym nie traci. Jeśli uda się komuś wykraść 20 adresów, to z tej liczby być może dojdzie do 2-3 transakcji. Nie chcę mówić, że wszystkie małe agencje są nieuczciwe, bo to nieprawda, ale najczęściej 2-3-osobowe firmy uciekają się do takich metod działania na tym rynku — zauważa Bartosz Ceglarski.

Wykradanie adresów z konkurencyjnych firm to jednak sprawy incydentalne. Leszek Baranowski z agencji nieruchomości Bracia Strzelczyk twierdzi, że w jego firmie nic takiego się nie zdarzyło. Podobnie jest w Unikacie czy w firmie Euromark Nieruchomości.

— Słyszałem, że takie rzeczy mają miejsce, jednak osobiście ten problem mnie nie dotknął — twierdzi Marek Stelmaszak, szef firmy Euromark Nieruchomości.

Przedstawiciele agencji mówią, że jeśli szef jakiejś firmy każe zatrudniać się swoim pracownikom w innych agencjach po to, aby wykradali z niej adresy, to może się to udać tylko raz. Pośrednicy znają się i nieuczciwe działania powodują, że jest się później człowiekiem spalonym w branży.

— Wykradanie adresów i zawieranie umów poza agencją to działania jednorazowe, które szybko wychodzą na jaw — dodaje Jerzy Muszyński, szef działu analiz agencji nieruchomości Unikat.

Obrona

Jerzy Muszyński podkreśla, że największym majątkiem każdej agencji nieruchomości są jej ludzie, bazy danych i renoma marki.

— O te dwa pierwsze czynniki trzeba dbać. Jeśli z firmy odejdą wszyscy dobrzy specjaliści, to praktycznie musi ona zaczynać od zera. Jeśli jej marka jest rozpoznawalna na rynku to będzie jej łatwiej. Podobnie jeśli straci swoją bazę danych. Czy można uchronić się przed nierzetelnymi agentami? Oczywiście nie można zatrudniać ludzi przypadkowych. Skoro jednak co jakiś czas można przeczytać w gazetach najbardziej tajne dokumenty wykradzione z tajnych archiwów to dowodzi to, że bardzo ciężko jest zabezpieczać tajemnice firmowe i nie ma złotego środka, aby uchronić się przed takimi incydentami — podsumowuje Jerzy Muszyński.

Przedstawiciele agencji nieruchomości zauważają, że dobrą ochroną adresów może być podpisywanie z klientami umów na wyłączność. Wykradziony adres jest i tak bezwartościowy dla złodzieja, gdyż właściciel nieruchomości nie może zawrzeć wtedy transakcji z pominięciem agencji, a nawet jeśli to uczyni, to i tak pośrednikowi należy się prowizja.

— Umowy na wyłączność niewątpliwie wykluczają takie praktyki, wykradanie adresów z baz danych może też dodatkowo ograniczyć nowy system licencjonowania pośredników — podkreśla Marek Stelmaszak.

Podobnego zdania są też inni pośrednicy. Co więcej, zwracają oni uwagę na fakt, że zawarcie takiej umowy jest również korzystne dla klientów. Mimo to wielu pośredników zaznacza, że takie umowy nie przyjęły się na rynku.

Niechęć i mity

Umowa na wyłączność jest trudna do zawarcia.

— Wielu klientów nie chce ich podpisywać, twierdząc, że jeśli zlecą pośrednictwo kilku firmom, będą mieli większą szansę na wynajęcie czy sprzedaż nieruchomości — zauważa Leszek Baranowski z agencji nieruchomości Bracia Strzelczyk.

— Umowy na wyłączność na rynku warszawskim się nie przyjęły. Klienci niechętnie je podpisują — dodaje Bartosz Ceglarski.

Przedsiębiorcy nie chcą ujawniać, jakich argumentów używają, aby przekonać klientów do podpisywania umów na wyłączność.

— Jest jednak kilka mitów, które można rozwiać. Po pierwsze nie jest prawdą, że podpisanie umowy na wyłączność ogranicza możliwość dotarcia do większej liczby klientów. Agencja posiadająca nieruchomość na wyłączność zaprasza do współpracy innych pośredników i koordynuje ich działania. Odpowiada za promocję nieruchomości. Jeżeli pośrednik nie ma wyłączności,mniej angażuje się w sprzedaż. Po drugie agencja posiadająca wyłączność reprezentuje interesy jednej strony, w tym przypadku sprzedającego. Jest to oczywiście korzystne dla właściciela nieruchomości — twierdzi Jerzy Muszyński.

WAŻNE REFERENCJE: Przy zatrudnianiu agentów trzeba zwracać uwagę na ich referencje. Jest to niezwykle ważna sprawa, ponieważ w ten sposób można ograniczyć przyjmowanie do pracy nieuczciwych pracowników — mówi Jerzy Muszyński, szef działu analiz agencji nieruchomości Unikat. fot. M. Pstrągowska

UWAGA NA OSZUSTÓW: Klient powinien zorientować się, że coś jest nie tak, jeśli dzwoni do niego jakiś obcy człowiek i proponuje pośrednictwo, mimo że wcześniej nie zawierał z nikim żadnej umowy — twierdzi Bartosz Ceglarski, dyrektor oddziału warszawskiego firmy Polanowscy Nieruchomości. fot. Małgorzata Pstrągowska